Khavirowie – rasa premiowana – 06.11.2010

Rasa ta nigdy nie weszła do gry ze względu na to, że były lepsze propozycje. Warta jednak wspomnienia 😉 Nie pamiętam jednak kto był autorem a nie ma tego w opisie :/

—————————————————–

HISTORIA

Ciężko doświadczeni przez los, nie patrzymy się za siebie… idziemy dalej z podniesionymi głowami – fragment khavirskiej pieśni, autor nieznany.

Początki tej rasy nie są dokładnie znane, zwłaszcza, że Khavirowie dość późno zaczęli spisywać swoją historię – po prostu przekazywali ją ustnie w postaci pieśni. To sprawiło, że wiele ważnych wątków zginęło w mrokach dziejów, a część zachowała się w postaci legendy, którą trudno brać na poważnie. Niemniej, warto przytoczyć jej najważniejsze fragmenty. Czytaj więcej

Smok Harold – życie i twórczość

Smok Harold jest postacią dość niecodzienną i dokładnie taką miał być. Nie od razu został NPCkiem, na początku został wymyślony (przeze mnie, Thorana, ID 1, Admina) tylko na potrzeby wydarzenia, które w karczmie miało się odbyć. Nie pamiętam już dokładnie co to było, jakieś urodziny czy coś innego. W każdym razie, żeby wprowadzić trochę luzu wymyśliłem, że wpadnie do karczmy smok, którego ślina będzie powodować wyrastanie penisów na czole a nacieranie rzepą będzie je usuwać ^^ Okazało się też w toku rozgrywki, że smok wcale groźny nie jest… W sumie tego nie planowałem, chciałem początkowo żeby smok zrobił burdel ale niestety nie udało się. Smok okazał się łagodny a do tego uwielbiał landrynki malinowe. Tyyylko, że okazywał radość liżąc po czołach xD

Chyba podczas tego wydarzenia, żeśmy z Leśną kuną (Saurusem) podpieprzyli ławę z karczmy i uciekliśmy do swojej kryjówki w Kryjówce Banitów  ^^ Niestety spaliliśmy ją, żeby się ogrzać i nie pozostała po tym żadna pamiątka. (EDIT: jak się okazuje to nie podczas tego wydarzenia, tylko podczas remontu karczmy Ebiego ^^)
W każdym razie po całym wydarzeniu smok na tyle zapadł w pamięć graczom, że zaproponowali by dodać go do karczmy na stałe i tak też się stało. Smok siedzi sobie w specjalnym miejscu w ogrodzie Euzebiusza. Można go odwiedzać i częstować malinowymi landrynkami, lubi to ^^

Z czasem pojawiły się głosy by smoka z karczmy usunąć bo jest niepoważny ^^ Ale czy wszystko musi być poważne?

A dlaczego Harold? Wszystkie wymyślone zwierzęta nazywam Harold (niewymyślone też :P), tak samo nazywał się koń Thorana, z którym ramię w ramię walczył pod Solinde rzucając rzepą w przeważające siły wroga. True story.

Smok Harold doczekał się także uwielbienia w postaci trunku, który bardzo fajnie oddaje istotę samej postaci xD Opis znajdziecie na wiki.

Banda Czarnego Wilka – historia ~2009 r.

BCW to była jedna z bardziej znanych organizacji dawnych czasów 😉

————————————————-

Stary, pomarszczony dziadek o głowie pokrytej siwymi włosami mlasnął z niejakim uznaniem, wychyliwszy ostatni łyk polewki. Otarł usta rękawem znoszonej koszuli i zamrugał kilkakrotnie w kierunku zgromadzonej dookoła tłuszczy, jakby dziwił się że nadal tutaj są. Odkaszlnął dla dodania sobie animuszu i rozejrzał się po twarzach zebranych w izbie ludzi: chłopów, mieszczan, jakowyś awanturników a nawet szlacheckiej pary siedzącej demonstracyjnie daleko od reszty.
-Taaa…dobra była ta polewka, nie powiem!
-Ty nie o polewce bajajcie, dziadku!
Zniecierpliwił się drwal Odrzywąs, krzyżując na piersi mocarne przedramiona, kilku chłopów pokiwało twierdząco głowami.
-Ah tak, dobra…to o czym ja miałem mówić?
-O Bandzie Czarnego Wilka, dziadku.
-Ahh…racja.
Siedzący na uboczu szlachcic parsknął lekceważąco, patrząc w bok gdy skupiło się na nim kilka spojrzeń.
-Dalibyście spokój…wszak to bajka dla niegrzecznych bachorów, a nie prawda.
-Gówno się znacie, panocku wymuskany! Mój tatko, niech mu ziemia lekką będzie, opowiadał jak na własne oczy widział ichnią bandę gdy w Romen-Dorze bywał!
-Tedy twój ojciec równie głupi był jak i ty, pastuchu.
-A w mordę nie chcesz, paniczyku chędożony?!
Kiedy już miało zacząć się mordobicie, Odrzywąs huknął wielką jak bochen chleba pięścią w blat stołu, aż echo rozeszło się po całej karczmie.
-A zawrzyjcie gęby obaj, bo jednemu i drugiemu przypieprzę! A wy mówcie, dziadku.
Staruszek, wielce kontent z ciszy jaka nagle zapanowała, spojrzał wymownie na kufel w którym poniewierały się smętne kłębuszki piwnej piany. Siedzący na zydlu karczmarz zrazu ruszył ku szynkwasowi i po chwili wrócił, stawiając pełne naczynie przed dziadkiem. Ten zadowolony jeszcze bardziej, odkaszlnął raz jeszcze i upiwszy łyk piwa, rozejrzał się po twarzach słuchaczy.
-Słusznie rzecze ów dobry człek, bo i prawdą najprawdziwszą była hanza banitów, co się wołała Bandą Czarnego Wilka. Swego czasu byli oni prawdziwym postrachem traktów i lasów okalających Romen-Dor…różnie o nich mówiono. Jedni rzekli, iże były to łotry i mordercy bez czci i wiary, którzy za kilka miedziaków gotowi byli puścić z dymem całe sioło. Inni zaś, że to niegdysiejsi członkowie rebelii którzy ukryli się w lasach przed ścigającymi ich rojalistami, jeszcze za czasów Harfiarzy i powstania Romen-Doru. Jeszcze inni, że to szlachetni wojowie którzy niczym Hobin Rood, okradali bogatych i rozdawali biednym…we wszystkim było ponoć ziarno prawdy. Wiadomym jest, że owi banici na długo zapadli w pamięci żołnierzom królewskiej armii…ich buta i arogancja nie znała granic, podobnież jak brawura i fantazja. Za nic sobie mieli królewskie zakazy i nakazy, śmiali się w twarz miejskim urzędnikom a wielu łowców nagród którzy podążyli ich śladem, nigdy już nie powróciło…
Dziadek zrobił krótką pauzę, upił kilka łyków piwa dla zwilżenia gardła. Z zadowoleniem dostrzegł na twarzach słuchaczy zainteresowanie…gdy już się tym nasycił, wznowił swoją opowieść.
-Zaiste, dziwna to była hanza i z nieprzeciętnych osobistości się składała. Był wśród nich Raul Cervantes, kawalerzysta który mimo iż nikczemnego był wzrostu, udowadniał że nie należy go lekceważyć…ani jego, ani jego szabli którą władał niezgorzej aniżeli niejeden fechmistrz. Był też Grefo, iście zaskakujący osobnik, krasnoludzki mag którego skąpstwo i miłość do pieniędzy nie dorównywała jednak walecznej duszy, hartu ducha jak i magicznym umiejętnościom. Nominis…plotki mówiły, iż był to mnich który zbiegł z klasztoru, osobnik tajemniczy i małomówny. Wiadomym jednak było iż za sprawą jego dwóch mieczy wiele głów spadało na bruk, a jego wytrwałość i lojalność sprawiły iż stał się najbardziej zaufanym banitą wśród Bandy. Beregond Ravenclaw, wychowany w głuszy tropiciel dzięki któremu Wilki nie raz uniknęły szykowanych na nie zasadzek, którego odwaga i upór były po stokroć mocniejsze od jego tarczy. Eboneth… elfi fechmistrz, który ponoć przybył z krain odległych od Fallathanu o lata drogi. Osobnik był to małomówny i tajemniczy, lecz jego spokój i opanowanie przywracały Wilkom nadzieję nawet w najtrudniejszych chwilach.
Dziadek urwał, upił kilka kolejnych łyków piwa i zamilkł marszcząc czoło, jakby coś sobie przypominał. Po dłuższej chwili wznowił kiwając sennie głową.
-Roneth Mac Airem, słynący z zamiłowania do piwa i gorzałki krasnolud z krwi i kości który powalał wrogów swym potężnym toporem, co był ponoć równie ciężki jako dowcip jego właściciela. Khazador, kolejny przedstawiciel brodatej nacji…mówiono o nim, że jest niespełna rozumu jednak przeczyły temu wspaniałe zbroje i bronie które wyszły spod jego kowalskiego młota. Hazar…plotki mówiły, iż był to wygnany z kolegium cienia czarnoksiężnik, jeszcze inne iż był to ukrywający się nekromanta. Wiadomym jednak było że jego umiejętności magiczne oraz nieprzeciętna inteligencja niejednokrotnie pomogły wykaraskać się Wilkom z sytuacji, zdawałoby się, bez wyjścia. Argon De`Sanser…zaiste, ciekawa była to postać. Jedni mówili, że został wyklęty przez swoją rodzinę a mimo to obnosił się rodowym nazwiskiem. Inni, że opuścił ją dobrowolnie i zbratał się z Bandą. Wiadomym zaś było, iż był to w połowie człek w połowie mroczny elf korzystający z zakazanych dziedzin magii. Gunnor…awanturnik w całym tego słowa znaczeniu. Pyskaty, arogancki i absolutnie nie uznający żadnego autorytetu…powiadają, że jego niewyparzony język niejednokrotnie wpędził Bandę w kłopoty, acz znacznie częściej za jego pomocą załagadzano konflikty.
Blenheim Blenckert…przybyły z odległych, gorących krain minstrel słynący z trzech rzeczy: przesadnej pewności siebie, zamiłowania do kobiet i trunków, ale i niezwykłej waleczności i pogody ducha. Irwiell Volgrin…jedna z niewielu niewiast z tej hanzie, elfka niezwykle urodziwa i zdawałoby się że nijak nie pasująca do bractwa banitów. A jednak wielu doświadczonych wojów przekonało się na własnej skórze, że pozory potrafią być bardzo mylące….Kasja. O Kasji, jak znam życie, niejeden z Was słyszał…nie? Cóż to za zapadła…a mniejsza z tym. Sroka, tak ją wołano…półelfka o nieprzeciętnej urodzie. Zdawałoby się, że jak każda kobieta nie nadaje się na bandycki ani nawet wojacki styl życia…wkrótce jednak było o niej głośno w całych krainach. Opowiadano iż jej hart ducha, wytrwałość w dążeniu do celu oraz waleczność zjednywała Wilki w najcięższych chwilach. Inni powiadają, że to wszystko zawdzięczała swej zaskakująco ciężkiej ręce i mosiężnej patelni którą władała z nie mniejszą wprawą aniżeli zaklęciami. Mówią też, że była to najbliższa sercu osoba dla Bonharta Svartrasände, który to zował się Czarnym Wilkiem, i hersztem Bandy został. Norsa z odległej, mroźnej Północy który zjednoczył banitów i prowadził ich w bój…i jak powiadają, przyczynił się też do ich upadku, co nigdy nie zostało mu wybaczone. Pewnego dnia po prostu odszedł…jedni mówią, że skoczył w otchłań morza. Inni, że w końcu zawisł na stryczku…był jednak ktoś, kto zdawał się trafić najbliżej tarczy…
Starzec westchnął i z żalem dopił resztkę piwa, i powoli odstawił pusty kufel na blat. Powiódł zmęczonym spojrzeniem po słuchaczach, po czym spojrzał w kierunku okna, które wypadało na Północ.
-Powiadali, iż ruszył do swej ojczyzny…Norski.

———————————————–

Tekst podrzucił Nominis.

Rasa Unita 14.09.2009

Autorski projekt rasy Thorana i Sarvite. Dość szybko wypadła z gry ze względu na brak zainteresowania twórców ^^

————————————-

Historia rasy

Na początku był Bezmiar, który przytłaczał swą pustką i wielkością. Stan ten nie trwał jednak wiecznie. Wraz z otwarciem Bram światów, do Bezmiaru Dostały się potęgi, które na zawsze zmieniły jego charakter i cel. Od teraz targany był nieustającą walką, rzeki wrzącej energii wypełniły jego puste dotąd przestrzenie. Jednak był to początek zmian, dzięki Potęgom Bezmiar stał się siedliskiem żywych istot, które zaczęły badać jego naturę oraz przeznaczenie. Potęgi przyniosły też ze sobą Mgławicę, która stała się symbolem życia, tworzenia oraz nietrwałości.

Wraz z zamknięciem Bram Światów, Potęgi zostały pozostawione same sobie, zostały też odcięte od źródła energii, która zasilała ich wieczną wojnę. Musiały szukać innej drogi pozyskania mocy z Zewnętrznego Wymiaru. Poznały metody kształtowania się Mgławicy, przedarły się do niej dzięki istotom zrodzonym z ich woli i posiadły wiele Światów zwanych Sferrum. Dzięki sługom otrzymywały energię wprost z Zewnętrznego Wymiaru, która płynęła nieprzerwanym strumieniem wiary, ponieważ to wiara otwiera drogę do Zapomnianego Świata. Od tej chwili różne Sferrum były testowane przez Potęgi oraz przejmowane przez ich wyznawców. Widząc to Ajshos postanowił zmienić zasady. Ponieważ to on rozdzielał dusze oraz wybierał istoty obdarzone inteligencją postanowił stworzyć istotę, która stanie się elementem Sferrum takim samym jak Barrum czy Luminus. Jednak pozbawiony mocy sprawczej mógł tylko kształtować podległą mu energię. Stworzył on więc duszę, która posiadała specjalne umiejętności oraz była wyjątkową bramą łączącą Sferrum z Zewnętrznym Wymiarem. Duszą tą Ajshos obdażał kilka istot na Sferrum, przez co stawały się one strażnikami wiary, pilnowały aby równowaga będąca domeną Mgławicy nigdy nie została zachwiana. Ajshos nazwał swój twór Unitą aby podkreślić jego charakter oraz przeznaczenie. Na odpowiedź Potęg nie trzeba było długo czekać. Aby zniszczyć równowagę stworzyły one potwora, który posiadał moc wchłaniania energii, nazwano go Gluonem. Gluon nie był potworem w dosłownym tego słowa znaczeniu, nie posiadał też materialnej postaci, najczęściej jest przedstawiany jako bezkształtna masa, jednak nie to jest jego prawdziwa natura. Jest on stworzony po to by wypaczać oraz niszczyć to co stworzyła energia Mgławicy. Gluon jest chorobą, która może zaatakować każdego, zmienia ona wtedy istotę w okropnego potwora, którego pokonać można tylko za pomocą broni pochodzącej spoza Bezmiaru. Jedyną taką broń posiada Unita. Obdarzony specjalnymi mocami Unita jest w stanie odkryć prawdziwą naturę Gluona, a dzięki swej wiedzy może pokazać drogę jego pokonania rasom zamieszkującym Sferrum. Unita mimo swego pozawymiarowego pochodzenia nie może zabić potwora, może to zrobić tylko istota posiadająca prawdziwą Ajhos (dusza), nie zmodyfikowaną przez Ajshosa.

JEDNE Z NIELICZNYCH OPISÓW DZIAŁANIA UNITY ZACHOWAŁY SIĘ

W STAREJ BIBLIOTECE ŚWIĄTYNNEJ:

Jesień 1270 roku

Cesarskie Inkwizytorium donosi o pewnych dziwnych istotach, którym towarzyszy jasna poświata. Próby schwytania odmieńców spełzły na niczym, są nieuchwytni tak za dnia jak i w nocy. Dziwna aura wokół nich sprawia że stają się niewidzialni, nikt nie jest w stanie powiedzieć skąd się wzięli i jakie są ich zamiary. W związku z ich obecnością wzmocniono ochronę Cesarza obawiając się ataku, dziwne zdolności przybyszy przypominają sztuczki skrytobójców.

Rok 1325 zapiski Derkoda Daakarskiego wróżbity

Miałem dziwną wizję… Trochę boję się o tym pisać ponieważ ciągle mam nadzieję, że to co widziałem nie było prawdziwe…. Czarna noc zalała wszystkie kraje od wschodu po zachód, czarne słońce wzeszło na horyzoncie. Dzień nigdy już nie nastał. Wśród mroków poruszały się czarne jak smoła postacie, koszmarnie zdeformowane, przypominające zmutowane zwierzęta lub ludzi. Każdy kto stanął na ich drodze ginął. Zaleli oni wszystko, wznieśli dziwne budowle, zaczęli odprawiać modły ku swym mrocznym Bogom. Nie ostało się nic co zna człowiek, nie przeżył nikt….

Rok 4205 Brag poszukiwacz przygód

Był ogromny. Dorównywał wielkością Trolowi górskiemu. Całe jego ciało pokryte było bąblami i śluzem, z jego ust wydobywał się ciągły charkot jak gdyby próbował złapać powietrze wypełnionymi wodą płucami. Do końca życia nie zapomnę tego okropieństwa. Zupełnie jak wyjęty z koszmaru. Mam szczęście że uszedłem z życiem, ogromne szczęście…..

Brag zmarł dwa dni później w wyniku otrzymanych obrażeń, stracił nogi, tylko dzięki szczęściu i ogromnej sile woli udało mu się przeczołgać w rozpadlinę gdzie znaleźli go poszukiwacze złota. Odniesiony rany nie zostały zadane przez znane mi zwierze.. Nie wiem co to mogło być.. Może jego przedśmiertne słowa są prawdziwe? Chciała go pożreć ciemność….?
Lekarz z Adenburga

RYTUAŁ DOJRZAŁOŚCI OPISANY NA PODSTAWIE HISTORII NECHTANA

– Już czas – donośny głos rozległ się w obszernej sali, rozchodząc na wszystkie strony, wciskając w każdy zakamarek. Podniosłem głowę by spojrzeć na kapłana, który stojąc nade mną wpatrywał się we mnie swoimi bladoniebieskimi oczyma.
– Nie spieszy mi się – pomyślałem wyzwalając gniew, po chwili jednak przełamałem swoją wolę i podniosłem się z ziemi na której przez ostatnie kilkanaście godzin kazano mi leżeć. Skinąłem głową kapłanowi – Prowadź – wskazałem na drzwi. Ten bez zbędnych ceregieli ruszył ku wyjściu prowadząc mnie na spotkanie mojemu przeznaczeniu.
Nigdy nie byłem religijnym człowiekiem. Zawsze omijałem błaznowate przedstawienia jakie urządzali w swoich świątynia kapłani i klerycy. Nie bawiło mnie bezsensowne tracenie czasu na rzeczy, które z mojego punktu widzenia były tylko sposobem na zmanipulowanie i wycyckanie ze złota poczciwych ludzi, do których się zaliczałem. Czy aby na pewno? Naprawdę byłem zaskoczony gdy wczoraj natknąłem się na jednego z kapłanów, to był jeden z tych …. “poszukiwaczy”. Ubrany na czarno, z przesłoniętą kapturem twarzą. Ci ludzie nie zaczepiają nikogo bez potrzeby, aż ciarki mi przeszły po plecach gdy jeden z nich wskazał mnie palcem na ulicy. Od razu pochwycili mnie jego klerycy, którzy zawsze w kilku pałętają się przy “poszukiwaczach”. Nie stawiałem oporu. Może to właśnie czują ludzie, którzy idą na pewną śmierć ale czulem i czuję spokój. Jest on bardzo silny… hm w każdym razie nigdy się tak nie czułem. Nawet teraz idąc ciemnymi korytarzami za kapłanem Isgariotha nie czułem niczego prócz spokoju i pustki. Być może moje jestestwo pogodziło się z tym co ma nastąpić, być może…. .
Doszliśmy w końcu do zdobionych, metalowych drzwi. Drwiący uśmieszek pojawił się na mojej twarzy. W życiu nie uda mu się tych drzwi otworzyć, spojrzałem na cherlawego kapłana ukradkiem. Był ubrany w bialą szatę, jak wszyscy kapłani Boga światła, jego chude ciało mimo swej małej masy jak gdyby ciążyło mu, przyciągając go do ziemi. Nie mógł być stary, ale mimo to wydawał się się strasznie zmęczony, jedynie skrzące oczy zdradzały potężną inteligencję oraz mądrość.
– Drzwi musisz otworzyć sam – odezwał się kapłan odwracając do mnie. Uśmieszek automatycznie zszedł mi z twarzy jak zmyty wiadrem zimnej wody – To będzie twoja pierwsza próba, nie mogę iść z tobą dalej – pozwolił by jego słowa dotarły do mnie i znowu zaczął mówić patrząc mi w oczy – Zostałeś wybrany by stać się naczyniem, jeśli okażesz się godnym uzyskasz ogromną moc, jeśli zaś nie…. stracisz wszystko. – westchnął, przez chwilę zdawało mi się że miał na myśli kogoś innego, ale to pewnie tylko złudzenie ponieważ po chwili oczy prawie że zapłonęły mu ogniem – Ruszaj Nechtanie, niech Isgarioth nada twemu życiu sens… sens który do tej pory odrzucałeś!! – wskazał mi ręką drzwi i zamilkł ostatecznie. Jedynie chrapliwy oddech i świdrujące spojrzenie zdradzało oznaki życia. – Stary zamienił się w posąg – westchnąłem i pchnąłem drzwi. O dziwo ustąpiły bez problemu. Nie były ciężkie, co dziwniejsze … chyba ich wcale nie było. Tak samo jak i nie było też mnie. Po przejściu przez próg poczułem jak moje jestestwo szarpane jest na drobne kawałeczki. Nie było miejsca ani czasu. Cholerni kapłani, wiedziałem że składają ofiary z ludzi swoim chorym Bogom……….!!!!!!

Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Gdzie jestem? Nie mogę się ruszyć! Skup się człowieku! Otworzyć oczy, tak to jest dobry pomysł. Tak, dokładnie, najpierw jedna powieka potem druga. Udało się. Wszystko wirowało przez chwilę aż w końcu wzrok przyzwyczaił się do światła i skupił na twarzy, która wisiała nade mną. Ty zdradziecki…..!!! Co? Kapłan nachylił się nade mną coś mówiąc. Podniósł moją głowę i nalał mi wody na spękane usta. Co tu się dzieje? Próbowałem poruszyć głową ale nie mogłem. Zwymiotowałem, na szczęście kapłan przechylił moją głowę na bok tak żebym się nie zadławił. Nagle moje uszy ożyły, wszystkie dźwięki otaczającego mnie świata uderzyły ze zdziesieciokrotnioną siła. Nie mogłem się ruszyć, nie mogłem ich zasłonić. Zacisnąłem tylko powieki. Chciałem umrzeć, zniknąć byle tylko nie słyszeć! Nagle wszystko się urwało. Otworzyłem oczy. Kapłan uśmiechnął się do mnie pokazując spróchniałe zęby, chyba naliczyłem osiem. Uśmiechnąłem się w myślach do siebie. Za dużo świątynnego żarcia i picia gagatku.
Kapłan znowu podniósł mi głowę dając się czegoś napić. Było okropnie gorzkie a moja świadomość chwilę po wypiciu znowu odpłynęła z ciała.

Pięć lat później:

Przeżyłem. Zmieniłem się, ale nie tylko wewnętrznie. Moje cialo zmieniło się także…. czuję się mocniejszy, sprawniejszy. Wchodząc pięć lat temu do świątyni nie pomyślałbym że wszystko obierze taki kierunek. Dzisiaj… dzisiaj wiecznie w drodze. Ciągle na koniu przeczesuje Fallathan w poszukiwaniu złego. Stalem się gorliwym wyznawcą Pana Światła, może nawet nadgorliwym. Mój miecz służy teraz słusznej sprawie! Co się stało w świątyni? Żadne słowa nie będą nigdy w stanie tego opisać. Nikt nie zagrałby na instrumencie tak by opisać to co się tam wydarzyło. Z resztą. Nie ma to teraz znaczenia. Dzisiaj prowadzi mnie Isgarioth i jego święte prawo. Plugastwo musi zostać zniszczone i spalone ogniem!!

RYTUAŁ DOJRZAŁOŚCI OPISANY NA PODSTAWIE HISTORII LEVII

Wybrana. Jedna z opiekunek, strażniczek świata. Unitka. Limia powoli osunęła się na ziemię. Najpierw na kolana, następnie podparła się rękoma… Umierała. Wiedziała to. Wiedziała to ona i wiedział to Gluon. Poniósł porażkę. Ona doprowadziła do niego tych którzy władni byli dokonać jego żywota. Nim jednak to się stało musieli stoczyć walkę. W trakcie tej właśnie walki ona otrzymała śmiertelny cios. Klinga która dosięgnąć miała kogo innego cios skupiła na niej. Nie mogła pozwolić by drużynę osłabiono. Mgła powoli zaczęła zasnuwać jej wzrok. To koniec. Czy aby na pewno? Na zbroczoną krwią wojowniczki trawę upadło jej ciało. Ostatkiem sił obróciła się na plecy by po raz ostatni ujrzeć niebo. Gdyby ktoś w tym momencie skupił na niej spojrzenie widziałby jak srebrzysta mgiełka niby opar jakiś unosi się z jej ciała, jak ajhos oddziela się by poszukać innego wojownika, który wybranym jest by chronić to sferrum.

Śniło jej się że widzi czarną masę zalewającą powoli wszystko mrokiem. Ludzie uciekali w panice a wszystko co stanęło ‘ciemnej sile’ na drodze ginęło natychmiast. Nagle dosłownie zauważyła jeźdźca na koniu. Światło od niego biło rozpraszając mrok. Miał ze sobą kilku wojowników, którzy natychmiast ku niebezpieczeństwu ruszyli. W tym właśnie momencie owy jeździec obróciła głowę w jej stronę…
Levia usiadła na posłaniu gwałtownie, cała zlana potem. Powoli uniosła dłoń i otarła czoło.
– To tylko sen… – Mruknęła do siebie lecz już nie położyła się spać. Kilka dni później sen wrócił. Nie był jednak dokładnie taki jak poprzedni. Tym razem jakaś osoba wędrowała po lasach i górach prowadząc za sobą grupę wojowników. Przy jaskini jakiejś doszło do walki. I znów przewodnik nie brał w niej udziału. Znów odwrócił się i spojrzał na nią… i znów obudziła się zlana potem.
Z każdym kolejnym dniem coraz częściej nawiedzały ją dziwne sny i w każdym działo się to samo. Jakaś postać prowadziła wojowników w różne miejsca w których czekała bezkształtna masa którą mieli zabić.
Ścieżki losu niezbadane są. Młoda dziewczyna żyjąca sama w lesie siedziała na pniu powalonego drzewa. Za plecami miała swój dom. Las. Tam żyć potrafiła, z tym lasem się zżyła. Najmniejszy dźwięk odróżniała i najmniejszy ślad znaleźć potrafiła. Młody jej wiek był. Niespełna 18 wiosen sobie liczyła. Wiek to jednak taki iż w życiu nęci coś, woła i ciekawi. Nigdy nie była wierząca. Teraz jednak z całych sił starała się zrozumieć wiarę innych. Co skłoniło ich do wiary? A może warto poznać te ich bóstwa? Może oni znają odpowiedź na nurtujące ja pytania? Co znaczą te sny? Ostatnio nawiedzające ją co noc przybierały na sile. W ostatnim zdarzyło się coś dziwnego. Zobaczyła twarz przewodnika. Z namysłem powoli ruszyła w stronę Azeloth w poszukiwaniu świątyni i kapłanów. Może oni znają odpowiedź na dręczące ją pytania?
Podróż do samego miasta nie trwała długo. Niebawem dziewczyna przekroczyła jego mury a tym samym zbliżyła się do swego przeznaczenia. Podróż jednak sprawiła iż Levia potrzebowała odpoczynku. Wynajęła pokój w jakiejś gospodzie i z myślą o planach na dzień następny udała się na odpoczynek.

To był dzień jak każdy inny. Tak przynajmniej mogło się wydawać osobom które nie znały jego przebiegu. Kapłan Najwyższy Świątynny udał się na modlitwę. Medytację czy jak kto woli rozmowę z bogiem. Siedząc jak zwykle na kamiennej posadzce świątyni oddał się modlitwie i medytacji. W umyśle powoli kształtował się obraz kwiecistej polany w środku lasu. Słowa modlitwy szeptane przez kapłana z lekkim szumem rozchodziły się po polanie odbijane przez echo. Zdawać mogłoby się że jakaś siła przeniosła starca do innej krainy, że duszą przeniósł się gdzie indziej pozostawiając tym samym swe ciało w innym świecie. Wiele już takich podróży w swym życiu przeżył więc i ta nie wydawała mu się niczym nadzwyczajnym. Miejsce do którego się przeniósł zdawać mogłoby się zwykłym zagajnikiem jakich wiele na ziemiach Fallathanu gdyby nie fakt że nie był na niej sam. Widział sylwetkę wojowniczki upadającej na ziemię. Widział jak umiera i… jak ajhos uchodzi z niej. Po raz pierwszy nie był w swojej wyobraźni w tym ulotnym świecie sam. Medytacja przerodziła się w przekaz, wizję mającą mu wskazać co czynić powinien. – Znajdziesz tę która duszę wojowniczki w sobie nosi. Tę której przeznaczeniem jest chronić te ziemie. Wysłałem ją do Ciebie. Będziesz wiedział. – Usłyszał słowa które dobiegały do niego zewsząd. Nie widział osoby która do niego mówiła. Wiedział jedynie że bogowie raczyli do niego przemówić i ich wolę należy wypełnić.
Kraina rozmazała się przed oczami Kapłana który gwałtownie został przywrócony do rzeczywistości. Siedział jeszcze chwilę nieruchomo a w uszach wciąż dźwięczały mu słowa które usłyszał.
– Będę wiedział… – Powtórzył cicho niczym echo po czym podniósł się z posadzki i ku drzwiom ruszył by w spokoju przechadzając się po ogrodzie przemyśleć wizję jaką go obdarowano. – Spełnię boską wolę i uczynię z niej unitkę. – Drzwi zamknęły się za nim z lekkim trzaskiem.
Dzień później Dzień spokojny i słoneczny był toteż Mędrzec w spokoju rozmyślając nad powierzonym mu zadaniem po ogrodzie się przechadzał. Nagle zatrzymał się obserwując zjawisko jakie pierwszy raz w życiu jego miejsce miało.
Zdawać mogłoby się iż na kształt człowieka coś przemknęło ogrodem w stronę świątyni. Na chwile jeno zatrzymać się raczyło niby krople wody zatrzymane podczas spadania z nieba w świetle promieni słonecznych.
Kapłan wyczulony na wszelakie znaki zbliżać się począł do miejsca gdzie na chwilę owy ‘znak’ jak nazwał to w myślach., raczył się zatrzymać. Po świetlistym zjawisku dawno już śladu nie było gdy kapłan w określonym miejscu stanął. Z zamyśleniem wielkim wymalowanym na twarzy rozglądać się począł w poszukiwaniu tego co wskazane mu miało być. W tymże właśnie momencie dostrzegł młodą dziewczynę o włosach brązowych długich i mocnych oraz oczach intensywnie zielonych. Od jej osoby biła siła jakaś mimo iż kobietą była. W tym momencie Kapłan zdał sobie sprawę kto przed nim stoi oraz jakie jest jej przeznaczenie a każde kolejne słowo późniejszej rozmowy upewniało go w przekonaniu że to ją Ajshos wybrał spośród wszystkich innych. Tymczasem dziewczyna zbliżyła się do kapłana i przyglądać zaczęła mu się uważnie.
– Czego dziewczę szukasz w murach świątynnych jednak poza samym świętym miejscem?- Zapytał starzec uważnie lustrując sylwetkę młodej tropicielki. Levia chwilę milczała słowa dobierając tak by nie urazić w żaden sposób kapłana a jednocześnie by wyrazić swe myśli dostatecznie jasno i klarownie.
– Szukam sensu siedzenia tu. Co widzicie w tej wierze? Co Wam to daje? W co wierzycie? – Pytania wydawać się mogły dziecinne jednak jakże inaczej brzmieć mogą pytania ateistki do Kapłana?
– Dziecko moje… – Kapłan nie spuszczał spojrzenia z jej wzroku, który o dziwo był zdecydowany i pewny siebie. Widać dziewczyna miała w sobie pewien hart ducha. Pewną siłę którą nie często się spotykało u ludzi czy elfów a tym bardziej wśród kobiet. – … każdy z nas potrzebuje wiary.
Wierzymy w różne rzeczy, w różnych bogów. Jednak wierzymy. Ja wierzę że nie przyszłaś tu bez powodu. Wierzę że bogowie Cię tu sprowadzili. A Ty? W co Ty wierzysz moje dziecko?
– Ja… – Zmarszczyła brwi na moment a w zielonych oczach błysnęła iskierka zastanowienia. – wierzę we własne możliwości. W siłę swoich mięśni i racjonalne myślenie.
– I nie zastanawiałaś się nigdy nad własnym przeznaczeniem?
– Nie. – Padła krótka zwięzła odpowiedź. – Prosić jednak bym chciała o coś.
– Słucham zatem.
– Ostatnio nawiedzają mnie dziwne sny. W każdym z nich jest to samo. Czy mogłabym…? – Zawiesiła głos pozostawiając tym samym kapłanowi do domysłu dalszą część.
– Opowiedz mi zatem te sny…
Tak więc opowiedziała. Kapłan słuchał jej uważnie a z każdym słowem jego spojrzenie stawało się bardziej czujne i podejrzliwe. Zadawał dziewczynie kolejne pytania a ona na nie odpowiadała. W końcu jednak zadał ostateczne pytanie:
– Więc kto był tym przewodnikiem?
Pytanie zadane przez Kapłana, a konkretnie odpowiedź na nie sprawiła Levii sporo kłopotu. Tak samo z resztą jak kolejne jakie zadawał jej starzec…
– Ja. – Odpowiedziała zwięźle.
Tak rozpoczęła się dość długa i wiele ucząca rozmowa. Odpowiedzi jakie uzyskał Kapłan jeszcze bardziej wzbudziły w nim wątpliwości. Przeczytał w swoim życiu wiele ksiąg. Tak wiele iż czasem wiedza jego zdawała się być niepewną. Przypomnieć sobie postanowił zatem czy o czymś takim w swym życiu nie czytał. Zaprosił Levię by spędziła noc w świątyni. Sam natomiast zaraz po tym jak dziewczyna na spoczynek się udała rozkazał by przygotowano ołtarz specjalny. Sam dopatrywał wszelakich szczegółów tak by wszystko było idealnie. Kamienna posadzka i świece płonące przy ścianach… Wszystko było gotowe. Następnego dnia Kapłani i uczniowie dostali za zadanie pilnowanie dziewczyny by ta nieświadomie nie oddaliła się od świątyni. Zajmowali ją zatem mądrościami i prawidłami swej wiary a ona słuchała spokojnie i z zaciekawieniem. Tak było aż do wieczora. Gdy zaszło słońce i podano kolację Levia oznajmiła iż jest to ostatnia noc jaką spędza w świątyni. Kapłan nic nie odpowiedział tylko nalał jej wina do kielicha. Butelkę zaś odstawił niezauważalnie na bok tak by nikt już więcej się z niej nie napił. Kolacja minęła w spokoju. Dziewczyna powoli sączyła trunek podany jej przez kapłana. Gdy jednak powstać chciała po posiłku spotkała ją niespodzianka. Poczuła jak słabnie. Powoli świat pogrążył się w ciemności a ona prawie upadła na posadzkę, gdyby nie Bracia Świątynni którzy w porę ją złapali. Za poleceniem najwyższego z nich zaniesiono ją na ołtarz i tam ułożono. Drzwi zamknęły się za kapłanami i nieprzytomna dziewczyna została sama. Cisza jaka spowijała pomieszczenie oraz światło i cień jakie zlewały się tam ze sobą nadawały temu miejscu niezwykłego spokoju. Niby nieprzytomna, niby nieświadoma, jednak w jej ciele i umyśle miały miejsce drastyczne zmiany. W tym bowiem spokoju, w tej ciszy do ciała młodej tropicielki zbliżyła się srebrzysta mgiełka, obłoczek. Wsiąknął on powoli w jej ciało chwiejąc jej życiem. Zmiany jakie przechodziło zarówno jej ciało jak i umysł a co najważniejsze dusza były tak drastyczne, gwałtowne i silne że na chwilę dosłownie serce w jej piersi zwolniło. Zaraz jednak zabiło mocniej. Była wystarczająco silna by przetrwać tę próbę. Dusza wojowniczki jaka mieszkała w jej ciele dojrzała.
Drzwi do sali otworzono dopiero gdy kapłan był pewien iż rytuał dobiegł końca. Stanął on w drzwiach i spojrzał na tę która miała od teraz być ich uczennicą jak i zarazem przewodniczką. Najpierw jednak należało nauczyć ją tyle ile tylko się dało. Tak więc rozpoczęły się długie lata nauk. Księgi, opowieści, wpajanie wiedzy. Treningi, szkolenia… wszystko to posplatane ze sobą tworzyło swoistą całość. Zadawała pytania.
Zadawała masę pytań. Kapłan jak i jej nauczyciele odpowiadali na nie starając się by dziewczyna zapamiętała jak najwięcej. Podczas jednego z cięższych treningów zadała pytanie jakże proste i zarazem jakże skomplikowane.
– Po co? Dlaczego? Jaki to ma cel? – Przez czas spędzony na naukach i rozmowach z kapłanami nauczyła się wiary. Ktoś zapytałby się ‘jak można nauczyć się wiary?’ Można. Nauczyła się że to wszystko co się stało, co się dzieje i co ma mieć miejsce jest przewidziane. Wszystko jest zaplanowane i na wszystko przyjdzie pora.
– By chronić te ziemie. To jest Twoje zadanie. Jesteś Unitą. Musisz umieć znaleźć zło. Musisz umieć walczyć by nie dać się zabić. Musisz umieć go znaleźć i wybrać tych którzy go zgładzą. To jest Twoja misja… Mijały dni, miesiące, lata podczas których uczyła się jak wykorzystywać swe zdolności. Opanowała je tak by posługiwać się nimi niemalże perfekcyjnie.
Wreszcie uznano że jest gotowa. Cała wiedza jaką mogli jej przekazać została jej oddana, wszystko co powinna potrafić – potrafiła. Była Unitką, Przewodniczą, Tropicielką, Obrończynią. Była Luminus.

RYTUAŁ DOJRZAŁOŚCI OPISANY NA PODSTAWIE HISTORII ARIANA

Wystająca z szyi odłamek skały i promienie zachodzącego słońca to ostatni widok, który dany był Taalmerowi. W jednej sekundzie przypomniał sobie wszystko to, co doprowadziło go do tej chwili. Dzieciństwo na podzamczu, służbę w wojsku księcia Veruna i późniejszą karierę w hierarchii armii. To były niespokojne czasy, lecz tajemnicę swego sukcesu zabrał do grobu. Jako wojownik był prawie niezwyciężony. Miał w sobie moc, która nie raz wyratowała go z opresji. Do dzisiaj…. odkąd skończył okres młodzieńczy i stał się mężczyzną wiedział że chwila taka jak ta nastąpi. Mimo że szala walki przechylała się na stronę wojsk książęcych zabłąkany odłamek skały ciśniętej przez Gluona przebił mu tętnice i czuł jak z każdą sekundą wypływało z niego życie. Nie obawiał się śmierci, wiedział, że dobrze wykonał swą misję. Doprowadził drużynę do siedziby Gluona. Mimo że sam nie mógł go skrzywdzić wiedział że odpowiednio ich dobrał i powinni doprowadzić sprawę do końca.. Odszedł z tego świata z mieczem w dłoni i uśmiechem na twarzy. Mogłoby się wydawać, że to już koniec, lecz wprawne oko dostrzegłoby, że w chwili śmierci Taalmera od jego ciała odłączyła się przezroczysta mgiełka. Ajhos wojownika odłączyła się od ciała by w odpowiednim momencie ponownie powrócić zjednoczona z innym osobnikiem ….

Czasy obecne

Świątynia w Azeloth

Najwyższy kapłan obudził się zlany potem. We śnie ujrzał awatar swego boga, który nakazał mu odnaleźć wybrańca. Nie dał żadnych wskazówek, nic co mogło by naprowadzić Arcykapłana na właściwą ścieżkę poszukiwań. Ufał jednak swemu bogu i miał nadzieję że gdy odnajdzie właściwego otrzyma jakiś znak. Po dwóch godzinach ubrany w podróżny płaszcz i z niewielką obstawą wyruszył w podróż. Najpierw chciał objechać Azeloth i pobliskie wioski….

W tym samym czasie gdzieś na ulicach Azeloth

Ból głowy i potworny kapeć w ustach towarzyszyły Arianowi od momentu, gdy otworzył oczy. – To była ciężka noc – pomyślał usiłując przypomnieć sobie jak tu się znalazł. W przebłyskach pamięci widział karczmę, w której ostatnio wynajmował pokój, parę krasnoludów, z którymi wychylił kilka a może nawet kilkanaście kufli miodu. No i ta ruda elfka. Blask jej błękitnych oczu i niezwykle kształtne, lecz niewielkie piersi niełatwo dały się zapomnieć. No tak wszystko było by pięknie gdyby nie jej brat. Oficer w armii cesarskiej nie był zachwycony zalotnikiem swojej siostry. Tak, więc zwoławszy kilku wojowników wyrzucili spitego i poobijanego Ariana na bruk gdzie stracił przytomność. Teraz, gdy dochodził już do siebie śmiał się z całego zajścia. -Może niepotrzebnie nazwałem go Kozojebem – starał się uzasadnić wrogość oficera. – zresztą teraz już nieważne. Czas by opuścić to miasto. Już jakiś czas temu otrzymał zaproszenie od drwali pracujących przy wyrąbie lasu i propozycja sporej zapłaty przyspieszyła jego wybór. Wrócił więc do swojego pokoju w karczmie, zabrał niewielki dobytek i ruszył na wschodni trakt. Tymczasem Arcykapłan…. Poszukiwania w Azeloth niewiele dały, mimo że Acykapłan odwiedził koszary jak i gildę magów licząc, że to tam znajdzie wybrańca. Na początku miał odwiedzić krainy na zachodzi licząc, że nad brzegiem morza znajdzie to, czego tak usilnie szukał. Kiedy przejeżdżał już przez wschodnią bramę jego koń stracił podkowę i musiał zatrzymać się u kowala. Widząc w tym boską interwencję zmienił plany i jak tylko uregulował rachunek z kowalem ruszył w przeciwnym kierunku, czyli na wschód od granic Azeloth. Na szlaku… Mogłoby się wydawać, że spotkanie Arcykapłana i Ariana przebiegnie jakoś dramatycznie. W tej historii nie ma jednak miejsca na smoki, bandytów czy też ogromne potwory. Spotkanie między naszymi bohaterami odbyło się bez żadnych fajerwerków. Ot zwyczajnie grupa Arcykapłana spotkała skacowanego jeszcze Ariana na szlaku. Nie spodziewał się, że to będzie takie łatwe, ale głos w jego głowie był jednoznaczny. To był WYBRANIEC. Niewiele też czasu potrzebował żeby namówić Ariana na powrót do miasta. Obietnica pełnej sakiewki, brzucha i dobrego napitku podziałała na wojownika i wybiła mu z głowy przyłączenie się do drwali.

W Świątyni…

Niewiele czasu było trzeba żeby Arian wypoczęty, odświeżony i gotowy na ucztowanie stawił się na kolacji. Suto zastawione stoły uginały się pod jedzeniem i winem. Kapłanom nie obce były też mocniejsze trunki, więc i zabawa była przednia. Nieświadom niczego Arian uniósł w toaście złoty kielich, który właśnie wręczył mu Arcykapłan. –Do dna, do dna…- okrzyki akolitów nie pozostawiały wyboru. Gdy ostatnia kropla dziwnego w smaku wina przelała się przez gardziel wojownika opadł zamroczony na fotel. Na wcześniej ustalony sygnał Arcykapłana akolici dyskretnie wyprowadzili nieprzytomnego Ariana do podziemi świątynnych. Pozostawili go też przed drzwiami jednego z pomieszczeń i czekali na przyjście Arcykapłana.

Rytuał

Pozostawiony w ciemnej komnacie, której mrok rozjaśniał tylko blask nielicznych świec Arian leżał nieprzytomny na kamiennym ołtarzu. Mimo że nic nie czuł w jego ciele i umyśle nastąpiły wielkie zmiany. W taki właśnie sposób dusza wojownika dojrzewała w nim. Od tej chwili wszystko co przeżył do tej pory traciło sens. Oto nadszedł czas jego „rytuału dojrzałości”. Na ten moment Ajhos wojownika czekała od dawna. Teraz mogła ujawnić swoją prawdziwą moc Unity. Każdy następny dzień będzie też zbliżał Ariana do momentu konfrontacji z Gluonem. Stanie się on przewodnikiem i obrońcom ludzkości i wszelkich innych ras rozumnych które nawet nie zdawały sobie sprawy z zagrożenia. Unici mimo swoich nadprzyrodzonych zdolności nie mogli walczyć z Gluonami. Bez nich jednak taka walka nigdy by nie doszła do skutków. Tylko Unici potrafili doprowadzić inne istoty do Gluona i wskazać im drogę do zwycięstwa… Gdy rytuał dobiegł końca drzwi do sali otworzył sam Arcykapłan. Nie wiedział co tam miało miejsce lecz pamiętał przestrogi swego boga. Od tej chwili aż przez kolejny rok ma dbać o Ariana. Znaleźć mu najlepszych trenerów do nauki walki jak i zadbać o rozwój jego wiedzy.

Rok później

Był Unitą, był Wojownikiem, był Strażnikiem, był Kroczącym drogą Solinus…. Wiele się zmieniło w życiu Ariana od momentu połączenia. Z przeciętnego raczej szermierza stał się jednym z lepszych. Magia go nigdy nie pociągała lecz do perfekcji opanował sztuczki jakich nauczył się od momentu rytuału. Od teraz po kres swoich dni miał być tym co wskazuje drogę…
Żywotność

Jeżeli Unita przeżyje rytuał dojrzałości może dożyć nawet 500 lat Po śmierci Ajhos Unity wybiera sobie nowego „żywiciela” i poprzez wypaczenie jego duszy przejmuje nad nim kontrolę.

Charakter:

Neutralny Chaotyczny, Chaotyczny

Wierzenia

Unici czczą Pradawne Potęgi na równi. Nie faworyzują żadnych bóstw. Wiedzą jednak iż istnieje we wszechświecie moc która wszystkim kieruje a jakie imię jej się nada nie ma znaczenia.

Zdolności

Instynkt przetrwania (zdolność) – Unita Potrafi szóstym zmysłem wykryć niebezpieczeństwo. Staje się wtedy bardziej wrażliwy na wszelkie bodźce i niełatwo go zaskoczyć. 30% szansy na uniknięcie niespodziewanego ataku (rzut kością k 10)

Kolejne zdolności determinuje „dar bogów” nadawany podczas rytuału dojrzałości Znamiona nadane przy połączeniu (ZDOLNOŚCI WRODZONE pojawiają się w czasie rytuału dojrzałości) (rzut kostką K 10 wykonuje ojciec rasy przy przyjęciu nowego członka)

1. Drugie serce – szybsze krążenie wzmacnia wydolność organizmu jak i pozbycie się trucizn. Przy zranieniu jednak powoduje też szybszą utratę krwi.

2. Niewielkie wypustki na głowach przyjmujące formę rogów, wzmacniają kościeć głowy co czyni ją bardziej odporną na uderzenie

3. Wzmocnione kości – kości Unity stają się mocniejsze przez co staje się on bardziej wytrzymały

4. Druga wątroba – Unita posiadając dwie wątroby dużo szybciej spala alkohol. Dzięki temu potrafi wypić go więcej bez uszczerbku na świadomości.

5. Szklana maska – twarz unity zostaje pozbawiona wszelkich odruchów mimicznych

6. Trzecie oko – Unicie pojawia się trzecie oko (rzut kostką K 10)

* 1-2 na czole
* 3-4 z tyłu głowy
* 5-7 na wewnętrznej części prawej dłoni
* 8-10 na wewnętrznej części lewej dłoni

Dzięki trzeciemu Oku Unita ma większe szanse rozszyfrować gesty, mimikę przez co łatwiej mu poznać czy ktoś kłamie.

7. Kły drapieżnika

8. Czarne oczy – oczy unity są całe czarne lecz spełniają swoje normalne funkcje

9-10. Unita nie otrzymał łaski bogów i jego ciało pozostaje bez zmian

Kolejne umiejętności determinuje ścieżka, jaka jest pisana Unicie:

Umiejętności Solimus

Oślepienie – w chwili zagrożenia nosiciela Unita wyzwala jasne światło, które może oślepić przeciwnika (50 % na powodzenie) na kilka sekund (rzut kością k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

Świetlisty Awatar – po chwili skupienia postać tworzy swoją kopię, która niczym z wyglądu nie różni się od oryginału. Awatar ten nie jest materialny a gdy zostanie zaatakowany znika. Jeśli przeciwnik atakuje ma 50 % szansy na trafienie prawdziwej postaci. Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

Ściana światła – postać potrafi wywołać w dowolnym miejscu (w promieniu 10 metrów od siebie) ścianę światła wielkości 2 na 2 metry. Ściana jest nieprzenikalna przez kilka sekund (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – WYTRZYMAŁOŚĆ

Brak cienia – postać przestaje odbijać światło słoneczne a co za tym idzie nie można jej zobaczyć przez kilka sekund (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Może w tym czasie atakować oraz być zraniona. W przypadku zranienia staje się widzialna. Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

Zimny płomień – ręce postaci rozgrzewają się do ogromnej temperatury. Nie ranią one Unity, lecz wybrany przez niego cel. Czas trwania to kilka sekund (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – SIŁA

Umiejętności Luminus

Płomień Światów (zdolność) – umiejętność ta pozwala wyzwolić lekką poświatę wokół postaci. Może ona służyć do oświetlenia otoczenia na 2 metry. Czas trwania: rzut k10, 1 punkt to jedna minuta.

Srebrzysty bicz – postać może użyć bicza splecionego z promieni księżyca, który może posłużyć do przyciągnięcia przedmiotów i istot. Nie zadaje obrażeń, ale unieruchamia cel na kilka sekund (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

Cisza nocna – postać generuje wokół siebie barierę antymagiczną, która rozprasza wszelką magię, w promieniu dwóch metrów, na kilka sekund (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – SIŁA WOLI

Maska nocy – postać bardzo łatwo znika w ciemnościach, wtapia się w otoczenie i tylko przy bardzo jasnym świetle można ją zdemaskować. (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

Mroczny Awatar – postać potrafi zaskoczyć przeciwnika zmieniając swój wygląd. Przyjmuje wtedy kształty potwora, który może wystraszyć przeciwnika (50 % szansy), co obniża obronę o połowę. Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

PODZIAŁ AP:

* 6 Siła
* 7 Zręczność
* 6 Szybkość
* 5 Wytrzymałość
* 4 Inteligencja
* 2 Siły Woli

Aktualny stan rasy

Rasa jest zgodna z Kosmologią.
–Turgon 16:16, 14 lut 2009 (UTC)

Decyzja w sprawie ras premiowanych 19.10.2009

Tekst ten został spłodzony po dość dużej dyskusji w społeczności gry na temat ras premiowanych w 2009 roku.

———————————–

Jakiś czas temu wydumaliśmy wraz z MG, że można by skasować rasy premiowane i zmienić je w podstawowe – oczywiście po odpowiednim okrojeniu do wymogów poziomu rasy podstawowej np. przez likwidację pewnych umek oraz inne rozłożenie PZ (AP). Po dość burzliwej dyskusji na forum MG postanowiliśmy, że na początku należy porozmawiać z ojcami/matkami/założycielami ras; w końcu to oni są najbardziej zainteresowani tym tematem. Zanim przejdę do omówienia wyniku rozmów, przedstawię dane dotyczące ras:

mamy w grze 15 ras premiowanych, i 58 osób, które w owych rasach odgrywają swoje postacie + kilka osób, które odgrywają szczepy.

Rozmawiałem z 9 opiekunami ras premiowanych. Pozostali byli dla mnie niedostępni przez kilka dni, więc nie naciskałem na kontakt. Konkretnie rozmawiałem z:

  1. Lisard [200] – Leonidzi (sztuk 3)
  2. Jasmine [540] – Wilkołaki (sztuk 8)
  3. Drakin [13] – Haressdreni (sztuk 6)
  4. Anjo [60] – Varla (sztuk 7)
  5. Corvus [2163] – Aenaru (sztuk 3)
  6. Rozene Le Frest D`Saris [267] – Exilianie (sztuk 5)
  7. Smoogie [42] – Nagi (sztuk 0)
  8. Tua [17] – Driada (sztuk 3)
  9. Aelis [8180] – Fanuilos (sztuk 8)
  10. Oraz samym sobą 😉 Nechtan [1] – Unita (sztuk 1)

Reprezentują oni ogólnie 10 ras, które jednoczą 44 osoby.

Wyniki ankiety były zaskakujące dla mnie jak i pewnie będą dla wielu z was. Na pytania:

1) „Czy jesteś za likwidacją ras premiowanych?” 6 opiekunów ras odpowiedziało TAK a 3 odpowiedziało NIE (siebie nie ujmuję w statystykach).

2) „Czy chcesz, by twoja rasa, jeśli rasy premiowane zostałyby zlikwidowane, przeszła na rasę podstawową po korekcie umiejętności i AP?” 8 opiekunów ras odpowiedziało TAK a 1 odpowiedział NIE.

Kolejne pytania były bardziej opisowe i nie będę ich tutaj przytaczał.

W każdym razie z ankiety wynika, że zasadnicza część opiekunów ras chce, by te rasy stały się rasami podstawowymi oraz chce likwidacji ras premiowanych.

Generalnie na podstawie tej ankiety mam podjąć decyzję w sprawie ras premiowanych. Nie będzie ona pochopna czy podyktowana interesami jakiejś grupy ludzi. Nigdy nie ma możliwości podjęcia decyzji dobrej dla wszystkich, w tym przypadku też takiej nie podejmę, ale będę się starał. Na początku wytłumaczę moje pobudki związane z propozycją usunięcia tego typu ras.

Główną przyczyną było zmęczenie ciągłą pracą jaką ja i MG musieliśmy wykonywać cyklicznie jeśli chodzi o rasy premiowane. Ciągłe zmiany, często organizowane przez MG, nie za dobrze wpływają na samopoczucie reszty ekipy. Ma się poczucie, że marnotrawi się czas na ciągłe ulepszanie czegoś, co powinno być idealne już od początku. Rasy premiowane to jest garstka graczy, która absorbuje bardzo dużo czasu MG, co nie jest jakimś zdrowym objawem. MG są dla wszystkich graczy i ich sprawami powinni się zajmować, tymczasem zajmują się (w dużej mierze na własne życzenie) głównie sprawami ras premiowanych.

Kolejny powód dotyczy ciągłego traktowania ras premiowanych jako przepaków, które na pewno mataczyły i kolegowały się z kimś, dlatego mają taką fajną rasę. 😉 Jest to oczywista nieprawda, jednak nie każdy do gry podchodzi zdrowo; żyjemy w Polsce; wszyscy myślą, że na każdym gruncie jest tak, jak u nas w kraju. Rodzi to niesnaski i problemy natury społecznej.

Poza tym alienacja ras premiowanych jest faktem. Wiąże się to z brakiem aktywności w sferze klimatu gry (główna fabuła). Chciałem przypomnieć, że rasy premiowane są stworzone po to, by tworzyły fabułę gry; z założenia są dla elitarnych graczy, którym powinno na tym zależeć. Trochę zatraciliśmy ten sens istnienia ras premiowanych.

W sumie ostatni zarzut jest najcięższy, jeśli chodzi o całą grę. Generalnie problemy te nie pojawiły się znikąd, a w pewnym momencie stają się uciążliwe i wręcz nie do wytrzymania.

Przejdę może do meritum mojej wypowiedzi, czyli do decyzji. Biorąc pod uwagę wyniki ankiety oraz moje prywatne spostrzeżenia, postanowiłem ras premiowanych nie kasować – oczywiście pod pewnymi warunkami, ale o tym potem. Postanowiłem nie kasować ras z kilku powodów:

  1. Ze względu na graczy. Jest to praca setek osób, sposób na prowadzenie postaci, setki sesji i kawał życia dla bardzo wielu. I nie mówię tutaj tylko o tych 58 osobach, ale o wszystkich poprzednich i przyszłych graczach, którzy zechcą grać rasą premiowaną. Ludzie ci może wnoszą niewiele do ogólnego klimatu gry, rasa może być dla nich sposobem na promocję w tłumie, ale bez nich i bez tego, co tworzą w społeczności, KF byłoby niepełne. Niedawno rozmawiałem z bliską mi osobą na temat niszczenia czegoś, co istnieje w grach, ale korzystają z tego nieliczni, i doszedłem do wniosku w kontekście tej rozmowy, że niszczenie ras premiowanych nikomu nie przyniesie korzyści na tyle wymiernych, by zrównoważyć tę pustkę, która powstanie, kiedy ich nie będzie. Brak czegoś nie przynosi korzyści nikomu, istnienie czegoś przynosi korzyść choćby nielicznym.
  2. Ze względu na tych opiekunów którzy się zgadzają. Wyniki ankiety mówią jasno, że opiekunowie ras chcieliby, aby zostały one zlikwidowane i przeniesione na podstawkę. Dało mi to do myślenia, ponieważ sam jestem twórcą rasy premiowanej i nie chciałbym, by ktoś ją likwidował. Pojawia się tutaj jednak szerszy kontekst, a jest nim coś takiego, jak dobro gry. To zadziwiające dla mnie, ale ci ludzie po prostu rozumieją i zauważają problemy, których nie widzą inni, problemy, które dręczą rasy premiowane. W związku z tym są w stanie poświecić jakąś swoją pracę po to, by ulepszyć grę, by pomóc jej się rozwijać. Teraz rozumiem, dlaczego to właśnie ci ludzie prowadzą rasy premiowane, czym jest ich wysiłek, w jaki sposób wiąże się to ze społecznością i grą. Przez wzgląd na ich poświęcenie nie jestem w stanie skasować ras premiowanych, niszczyć pewnego tworu, który stworzyli i nakręcali przez kawał czasu.
  3. Ze względu na tych opiekunów, którzy się nie zgadzają. Jest to nieliczne grono osób, ale nieposłuszeństwo wobec odgórnych nakazów jest prawem każdego człowieka. Dzięki nieposłuszeństwu możemy zatrzymać się dłużej nad problemem i dojść, tak jak ja, do zaskakujących wniosków.

Ludzie, z którymi rozmawiałem odpowiadali długo i bardzo podobały mi się te odpowiedzi. Pozwoliły mi one nakreślić obraz „śmietanki” gry, która jest nią nie tylko dlatego, że posiada rasy premiowane, ale dlatego, że jest w stanie je poświęcić dla dobra ogólnego. Nie myśli tylko o sobie ale i o innych graczach. Jest to coś, czego nie spodziewałem się po tej grze i graczach. Dlatego właśnie ta gra jest tak piękna i zaskakująca, nawet mnie po tylu latach zaskakują ludzie, których wydaje mi się, że znam dobrze.

Ta gra i gracze ciągle ma w sobie potencjał. Zrozumiałem przez to istotę kolejnego problemu, który przewija się od wieków, mianowicie problematyczność ludzi. Ludzie są problematyczni, tworzą problemy, niezdrowe atmosfery, kwasy, schizy i paranoje, kłamstwa i defetyzm, ale jest to pozytywny objaw wg mnie. Społeczność to samokorygujący się mechanizm, który poprzez irracjonalne, nienaturalne zachowania jest w stanie znaleźć ujście dla swych problemów i dzięki temu utrzymać się w kupie. KF to bigos czy syf, ale jest to nasz syf, ten syf znamy i na pewno go lubimy. Dlatego tutaj jesteśmy niezmiennie, mimo licznych odejść 😉 Trzymają nas tutaj ludzie, bo gra znudziła się już dawno, ludzie którzy są nieprzewidywalni a dzięki temu ciekawi i warci poznania. Takie odkrywanie siebie na nowo jest atutem naszej społeczności, nie jesteśmy komercyjną, bezimienną zbieraniną. Jesteśmy elitą i nie tylko dlatego, że jesteśmy mistrzami w tym czy tamtym, ale dlatego, że wytrzymaliśmy ze sobą tak długo. J

Jesteśmy w stanie zmienić sporo. Jeśli chodzi o rasy premiowane już spieszę z opisem wymaganych przeze mnie zmian:

  1. Rasy premiowane, które chcą przejść na podstawkę, mają do tego prawo. Każda rasa premiowana może przejść na podstawkę po okrojeniu wraz z MG projektów, umek itd.
  2. Rasy premiowane, które chcą pozostać premiowane, muszą stworzyć dwie rzeczy: poradnik poprawnego odgrywania rasy, coś a’la kanon odgrywania dla graczy oraz czytelne i jasne zasady rekrutacji do rasy, które zostaną dodane do projektu rasy i Wiki.
  3. Rasy premiowane sporządzą plan wraz z MG ich udziału w ogólnej fabule gry.

Tych kilka wymogów rasy premiowane muszą spełnić. Myślę, że około miesiąca na zastanowienie i przygotowanie wszelkich opisów będzie wystarczające 😉

Tymczasem pozdrawiam

Marcin

————————————

Po tej decyzji Haressdreni, Drowy, Leonidy przeszły na podstawkę ^^

 

Miłość polityczna

jon-paul-studios-1Witajcie kochani już w nowym 2016 roku! Oby Wam wszystkim się dobrze wiodło, nie brakowało weny, sił i zdrowia do pisania, a także pogody ducha i życzliwości wobec współgraczy! W teorii miałam rozpocząć nową serię wpisów podsumowaniem ubiegłego roku, czyli co się działo w fabule i w grze KF, ale wymaga to dogłębnej analizy i zebrania danych, co mi trochę czasu zajmie. Dlatego dziś poruszam inny temat, mam nadzieję, nie mniej interesujący. Na pewno jest na topie w KF, bo tablica ogłoszeń dosłownie urywa się pod ich ciężarem. Miłość… ponoć niejedno ma imię… a na pewno oblicze. Dziś skoncentrujemy wzrok i uwagę na aranżowane małżeństwa i w ogóle partnerstwo w Fallathanie.

Miłość

Nie będę tu pisać traktatu o miłości, ponieważ jest to temat rzeka, a poza tym nie da się zapodać jej definicji. Miłość jest tak szerokim pojęciem, tak różnorodnym, o tylu znaczeniach, w tylu postaciach, że nie da się tego tematu wyczerpać, ani nawet ująć w jakieś konkretne ramy. Poeci, muzycy, pisarze, reżyserzy próbują na wiele sposobów przedstawiać miłość łączącą ludzi w określonych warunkach, miejscu, epoce, ale każdy wie, że jest to sprawa indywidualna. Nie ma takiego zasobu słów, które ujęłyby i zobrazowały te pojęcie. Mogłabym w tym miejscu próbować pisać o drżeniu serca, myślach kierowanym ku ukochanej osobie, niewysłowionej tęsknocie, pożądaniu, efekcie “motyli w brzuchu”, braku apetytu i snu, o całej chemii, feromonach, fascynacji, podnieceniu… ale to wszystko lub część tych “objawów” zapewne przeżyło choć raz w życiu każde z Was. Do czego zmierzam?

Miłość w KF

Cieszy fakt, że w natłoku wojennych zawieruch, zawieranych sojuszy, paktów i układów, pośród uroku licznych podróży, wydarzeń kulturalnych, obfitości festiwali, świąt i pojedynków postaci mają czas na miłość. Problem w tym, że nie jest to taka łatwa sprawa, jakby się wydawało. A nawet jeszcze bardziej trudniejsza niż miłość w świecie rzeczywistym… Powiesz: w czym problem? Odpowiem: sprawa jest skomplikowana, pozwól, że przedstawię ją w punktach i wyjaśnieniach. Odpowiesz: no dobrze, czekam zatem na to, co tam wymyśliłaś. Powiem: raczej co zaobserwowałam.

  1. Moda na miłość – trend nieustająco popularny. Był, jest i będzie na topie. Prawie każda postać wcześniej czy później uwikłana jest albo w zawirowania duchowo-miłosne albo typowo związane z pożądaniem. Postaci nie wzbraniają się przed uczuciami – gracze dość obrazowo potrafią rozpisać wszystko, od kurtuazyjnego pocałunku w dłoń szlachcianki, skończywszy na naturalistycznym opisie miłości cielesnej. Miłość odmieniana i opisywana jest na wszystkie możliwe sposoby – zaloty, flirt, uwodzenie (mamy nawet taką umiejętność – jest dość popularna), seks… i małżeństwa.
  2. Romantyzm kontra chuć – nie zapominajmy o różnicach w postrzeganiu miłości, bo to dość istotne. Dla większości kobiet (nie licząc “babochłopów”, konserwatywnych feministek i twardzielek, uważających miłość za coś zbędnego i fikcyjnego, a mężczyzn za niepotrzebny podgatunek) miłość jest związana z uczuciowością, partnerstwem, troską, bliskością, czułością, intymnością i romantyzmem. Takie są fakty. Mężczyźni zaś większą wagę przywiązują do tego, aby sprawdzić się jako mężczyzna, nie tylko w seksie, ale żeby swej partnerce czymś zaimponować, nie pozwolić “rywalowi”, innemu “samcowi” odbić swojej partnerki. Mężczyzna musi być interesujący, ujmujący, intrygujący, a przede wszystkim inteligentny, zaradny i pracowity. Jak wiemy mężczyźni są wzrokowcami i nie ma co zaprzeczać. Natury się nie da wyprzeć ani oszukać. Dla mężczyzn ważna jest uroda partnerki, wygląd, jej wdzięk, powab, to “coś”, a na drugim planie jest dopiero osobowość, która jest o niebo cenniejsza, niż nawet najpiękniejszy wygląd, który i tak z wiekiem przemija (choć często się o tym zapomina). W KF jest to też widoczne – graczki chętnie by rozpisywały długofalowe, wieloodcinkowe sesje, gdzie flirtu by nie brakowało, natomiast gracze bardzo szybko chcą przechodzić swoimi postaciami do tzw. “konkretów”, traktują kobiece postaci niczym zdobycze, które trzeba uwieść – te różnice wpływają często na nieporozumienia fabularne i nie tylko.
  3. Erotyka – “Nie piszę erotyków” – to największe kłamstwo występujące w profilach graczy. Zdanie te jest totalną hipokryzją i aż mi się nóż w kapsie otwiera, jak to czytam w prawie każdej zakładce profilu postaci. Wierutna bzdura, która jest tylko szpanerską próbą bycia takim samym jak inni, bo “wszak inni to mają to ja także”, “ja nie rozpisuję ero, nigdy w życiu, a skądże!”. To fałszywa iluzja obronna, mająca pokazać stopień dojrzałości fabularnego gracza – całkowicie wyparcie się prawdy pod płaszczykiem modnego określenia “Nie rozpisuję ero…” – “… ale chętnie podejmę wątek, jeśli pojawi się w fabule”. Tak powinno to brzmieć. Przynajmniej to jest już szczere hasło. Na palcach jednej ręki można policzyć w KF graczy, którzy mają odwagę napisać w profilu w OT, informację szczerą, prostą i autentyczną w stylu – “Nie brzydzę się erotyki. Występuje ten motyw w codziennikach.” Jak czytam czasami te sztuczne, nienaturalne wypieranie się grywalności wątków erotycznych, to aż ręce opadają. Postaci potrafią jeść, walczyć, spać, jeździć konno, kuć broń, liczyć złoto, podziwiać cnych rycerzy, ale seks?! Współżycie?! – “Mnie to nie dotyczy!”, “Jestem zbulwersowana!”, “To obrzydliwe!”… Taa… realistycznie opisujemy pole bitwy i ekwipunek, analizujemy czy postać dobrze trzyma broń i nią włada, ale kompletnie jest oderwana od pożądania, obojętna na wdzięki, atrybuty kobiecości czy męskości, wszystkie postaci są takie zimne jak lód, nic nie czują, nie pożądają… Tia… Mam nadzieję, że ironia jest dobrze wyczuwalna. To jedna kwestia – nie róbmy z postaci świętych, żyjących w celibacie, bo to bajka, w którą nie wierzą już nawet przedszkolaki. Natomiast, co jest sprawą szalenie istotną – jest kolosalna różnica między erotyką przez duże “E” a erosem, tzw. “ero”, gdzie jest to opis tylko samego współżycia… obdartego całkowicie z ambitnej, na poziomie fabuły, gdzie postaci nawet dobrze się nie znają, nie ma żadnych powiązań itp. Dobra erotyka fabularna jest wtedy, gdy opis nie jest wulgarny, dosadny, przejaskrawiony (oj, panowie lubią sobie dodawać centymetry, a panie serwować nieskazitelne ciała o figurach modelek), nachalny, ze szczegółami anatomii człowieka (lub innej rasy). Erotyka to cała ta otoczka, która wpływa na bardzo pozytywną relację przy odgrywaniu/opisywaniu fabularnego połączenia miłosnego pary kochanków. To budowanie napięcia, dreszczyku emocji, to sztuka uwodzenia, przyciągania wzroku, uwagi, wzbudzania pożądania, to fantazjowanie, delektowanie się miłością, a przede wszystkim partnerem fabularnym… Mam nadzieję, że przestaniemy się wstydzić wątków erotycznych, erotyki, która występuje w fabule i jest częścią życia postaci. Dość hipokryzji. Miejmy odwagę przyznać się, że postać żyje pełnią fabularnego życia, łącznie z seksem.
  4. Małżeństwa z miłości – luksus, na który stać nielicznych w grze KF. Dlaczego? Ponieważ jest nikły odsetek graczy, którzy decydują się na fabularne małżeństwo. Może to dziwić, wszak jest tyle par w fabule, tyle miłości… ale nie powinno dziwić. Gracze nie chcą zawierać małżeństw ponieważ wiąże się to z wiernością, która jest tak trudna przecież… Jest tyle seksownych, urodziwych niewiast/mężczyzn, które trzeba uwieść, że na co mi żona/lub mąż. Po co się wiązać? Na co mi to? Hulaj dusza, piekła nie ma! Brutalna prawda – postaciom nie śpieszno do ożenku, bo nie można wtedy bezkarnie hasać sobie na prawo i lewo, z kwiatka na kwiatek. Z wiernością stoimy na bakier, bo nie każdy chce postać ustatkować i mieć miłość tylko z jedną postacią. Nie każdy jest na to fabularnie też gotowy swą postacią np. z racji wieku, wydarzeń życiowych itp. Ci, którzy mają postaci w małżeństwie mogą być szczęśliwcami – dokonali wręcz niemożliwego w fabule. Wszystkim fabularnym małżonkom, życzymy wiele szczęścia i wytrwałości w uczuciach! Ten punkt połączony jest z kolejnym, a mianowicie…
  5. “To tylko gra fantasy” kontra “Realia średniowieczne” – te dwa zdania stają się coraz popularniejsze i występują w użyciu coraz częściej i szczególnie wtedy, gdy jest to wygodne w danej sytuacji. Kobieta w spodniach w średniowieczu – zostałaby spalona na stosie, kobieta używająca magii – czarownica! Na stos! Na szczęście jest to tylko gra fantasy, gdzie wszystko jest możliwe! Kobieta może nosić gacie a nawet machać mieczem, nie tylko czarować. I nie zginie na stosie. Co ma to wspólnego z małżeństwami i miłością? A to, że niby obowiązuje w grze (przynajmniej w niektórych krajach np. Cesarstwie) system feudalny (za wiki KF). Oznacza to, że tak naprawdę nie powinno istnieć coś takiego jak “małżeństwo z miłości” (przynajmniej w klasie szlacheckiej). Oznacza to także, że panny-szlachcianki nie powinny szlajać się po karczmach, a już na pewno nie bez przyzwoitki, służki czy ochroniarza. Samodzielne podróżowanie szlachcianki? Niedopuszczalne. Kobieta szlachcianka sam na sam z mężczyzną? W średniowieczu – coś nie do pomyślenia. I tu przychodzi na pomoc słynny tekst “To tylko gra fantasy”… Mnie osobiście nie podoba się taki miks… ale trudno… każdy orze jak może. Wolałabym aby szlachta była bardziej szlachtą, jeśli ktoś już powołuje się na “realia średniowieczne”.
  6. Sedno tematu – małżeństwa aranżowane – to hit sezonu. Nowa moda, która nigdy jeszcze nie przybrała w KF tak bardzo na sile. Ogłoszenia pękają w szwach, rody prześcigają się w zachęcaniu graczy, aby to do nich przyjść ze swoimi postaciami, wdrożyć do rodu… Czytając te ogłoszenia można odnieść wrażenie, że to trend wywołany tym, że “grunt pali się pod nogami” i trzeba na gwałt coś wymyślić. Najwyraźniej sam admin gry nie przewidział, że swoją decyzją wykupu lokacji wywoła prawdziwe trzęsienie ziemi… na arenie obyczajowo-małżeńskiej! Nigdy wcześniej rody nie byłe tak chętnie otwarte na aranżowane małżeństwa, byle szybko, byle już! Liczy się każda sekunda. Są plusy i minusy tej zaistniałej sytuacji. Patrząc na dobre strony to na przykład, w końcu się przyda profesja “Swatka” –> http://gildwars.net/viewtopic.php?f=316&t=6068. Wypisz wymaluj, jak znalazł! Jakby obecnie już byłaby taka profesja w grze, to postać zbiłaby majątek! Swaci, szczególnie dobrzy mieli powodzenie pośród możnych. Zaaranżować małżeństwo to nie było byle co. To twarde negocjacje, handel wymienny, gdzie ustala się warunki niczym u sprzedaży owiec czy koni. Taka jest bolesna, przykra prawda. Kobiety były zmuszane do małżeństw, gdzie swoich wybranków czasami nawet na oczy nie widziały przez długie lata, albo byli to o wiele starsi mężczyźni. Jak która miała szczęście to natrafiała na względnie znośnego. Zadaniem kobiety było tylko jedno – dać potomka. Kobieta musiała być zdrowa i płodna… niczym kobyła. Tak… na tym polega ten brutalizm – całkowicie obdarci z uczuć, miłości, możliwości zakochania. Małżeństwo było transakcją, układem rodziców, głów rodów. A co się liczyło w tym wszystkim? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o złoto, złoto i jeszcze raz złoto… Fakty: a) rodom brakuje ludzisków graczy (każdy chce mieć jak najwięcej, bo im więcej tym lepiej) b) małżeństwa dadzą szereg korzyści od powiększenia rodu, po majątkowe i polityczne c) sojusze rodowe dają korzyści gospodarcze, polityczne i militarne d) life is brutal – każdy chce teraz zwerbować graczy, byle mieć od kogo doić złoto… na wykup lokacji. Sęk w tym, że to na niewiele się zda… lokacje są tak drogie… że nie sądzę, by posagi coś w tym znacząco pomogły 🙂 Pamiętajmy by w tej gonitwie za złotem nie zapomnieć o najważniejszym – graczu, postaci i fabule – bo tylko inwestycja we współgracza nawet zaczynającego od 1 poziomu jest najlepszym krokiem, który w przyszłości zaprocentuje. By zbierać plony, trzeba najpierw zasiać… Niech chciwość Was nie oślepi. I coś na koniec – jeśli to Was pocieszy mnie też brakuje na wykup wszystkiego, co planuję 🙂 Ale skoro gra KF ma być jeszcze długie lata… to mnie się nigdzie nie śpieszy. Przynajmniej nie aż tak…
  7. Homofobia w KF – I na deser ciekawostka. Żadne prawo w danym państwie Fallathanu (jeśli się nie pomyliłam przy sprawdzaniu) nie zabrania zawierania małżeństw tej samej płci. Jest wzmianka o zachowaniu czystości rasy [np. nie mieszać Elfki z Krasnoludem 😀 – żarcik], ale to inna kwestia, niż ta poruszana w tym punkcie. Co to oznacza? Oznacza to, że w tym momencie działa określenie “To tylko gra fantasy”, a nie obowiązuje “Realia średniowiecza”, bo można się swobodnie hajtać z kim chcemy. Pytanie brzmi dlaczego jest tak mało par lesbijskich lub gejowskich w fabule? Prawo tego nie zabrania. Tępiona jest prostytucja, ale nie małżeństwa. Ciekawe prawda? Myślę, że przyczyna leży w głęboko zakorzenionej homofobii i tym, że od razu taki gracz miałby przerąbane, jakby oficjalnie jego męska postać w fabule głównej trzymałaby się za rączkę ze swoim mężem, ponieważ z automatu oznacza to “aha, jak ma postać geja, to na pewno w realu to też pedał, na bank”. Rozbijam ten stereotyp – są gracze zdolni zagrać po prostu wszystko, bo potrafią, mają taki kaprys i chcą rozwijać swój warsztat i dorobek fabularny. To samo dotyczy niewiast postaci, które się wzajemnie miłują. Im łatwiej ukryć się przed potępieniem, bo mogą udawać przyjaciółki (bliskie, serdeczne), ale to nie zmienia faktu, że gracze są skostniali w swej tolerancji. Nie, nie namawiam nikogo, aby kochał od razu gejów i lesbijki. Nie o to chodzi. Chodzi o zrozumienie, że “to tylko gra fantasy” umożliwia właśnie granie postacią to, co byśmy w życiu nie zrobili w realnym świecie. Gramy jak chcemy, z kim chcemy, kiedy chcemy… a to z kim postać sypia nie ma akurat najmniejszego znaczenia. Pamiętajmy o tym.
  8. Rozwody – nie ma róży bez kolców… albo dymu bez ognia. Tak i w miłości bywa czasami naprawdę źle, krucho… i w ogóle jest niewesoło. Byliśmy już świadkami kilku ślubów… ale ślad po małżonkach zaginął… brak aktywności w fabule, kasacje kont, koniec gry… rozstanie… rozwód. Obawiam się, że czeka to i moją postać, definitywnie, skoro gracz nie odpisuje na sesje, które tak ochoczo chciał… Ech… Trudno mi zrozumieć przyczyny fabularnych rozstań, zaprzestania gry, kiedy wszystko wskazywało na dobre ugrywanie. Jeśli się nie miesza reala z grą, odpisuje, czas jest… to naprawdę nie znam przyczyn rozwodów. Znudzenie? Stwierdzenie, że to była pomyłka? A może “zdobyłem com chciał, czas się stleniać”? Rozwody przewijają się w fabule regularnie i co gorsza… pamięta się chyba o nich bardziej niż o ślubach… Miejmy nadzieję, że będzie ich jak najmniej.

 

Jak przetrwać święta Bożego Narodzenia?

Witajcie kochani! Wybaczcie tę dłuższą nieobecność, ale zdrówko szwankowało, a czas przedświąteczny rządzi się także swoimi prawami. Mam nadzieję, że w nowym roku spotykać się będziemy częściej, tak jak to planowałam od początku prowadzenia bloga. W każdym razie musicie wiedzieć, że o Was pamiętam 🙂

Boże Narodzenie – dawniej i teraz

Może nie jest to temat typowo związany z grą “Kroniki Fallathanu”, ale na pewno święta obchodzone w “realu” mają bezpośrednie przełożenie na graczy, bez których gra nie miałaby racji bytu. Święta Bożego Narodzenia w rankingu ulubionych świąt zajmują bardzo wysokie miejsce. Dla rodzinnych i gościnnych Polaków są one bardzo ważne. Jak to wyglądało kiedyś, w latach 80-tych? Pamiętam sztuczne choinki, które były takiej produkcji, składające się z poszczególnych części, gałązek, które trzeba było złożyć. Były bardzo skromne i nie oszukujmy się – ubogie. O wiele przyjemniejszym wspomnieniem jest żywa choinka, świeżo ścięta, pachnąca lasem. To od tego momentu w domu czuło się niezwykłość miesiąca grudnia i zbliżających się świąt. Pamiętam również spadające igliwia, które trzeba było zamiatać, po tym jak się skończyło ubierać drzewko świąteczne. Co do ozdób – ręcznie robiło się zawieszki do bombek, z nici lub sznurków, nie tak jak teraz, które są już gotowe, nic tylko wieszać. Same bombki – kiedyś były to przede wszystkim szklane, przepiękne arcydzieła, przekazywane z pokolenia na pokolenie, a teraz jesteśmy zalewani plastikowym badziewiem. Wygodą jest niewątpliwie to, że obecnie można znaleźć bombki we wszystkich możliwych kolorach. Jest także niesamowita różnorodność ich form, kształtów i przede wszystkim wielkości. Przenosząc się jednak do przeszłości, wtedy naprawdę ubieranie choinki było wydarzeniem w życiu domowników. Własnoręcznie z kolorowego papieru robiłam łańcuchy i inne ozdoby. Królowała też bibuła i brokat. Często dodawało się cukierki albo inne słodkości, na które tęsknie się spoglądało. Prawdziwym luksusem były działające lampki. Wiem, że kilka razy mieliśmy także świeczki na choince, ale tylko kilka i umiejscowione tak, by nam nie poszła z dymem i choinka i mieszkanie 🙂 Trzeba było uważać. Czego nie było w tamtych czasach, a co obecnie jest wszędobylskie – komercja. Najgorsze jest to, że nie mamy na nią żadnego wpływu. Musiałby powstać całkowity bunt wobec handlarzy, aby coś się zmieniło, jednak nigdy to nie nastąpi. Zbyt wiele osób dało się porwać tej świątecznej komercyjnej modzie. Działa tu psychologia reklamy i tłumu, presja, że nie możemy być gorsi, biedniejsi, “zastaw się postaw się” i po prostu czasy, w których żyjemy. Kiedyś nie było listopadowego szaleństwa w sklepach, szumnie brzmiących wyprzedaży (naprawdę trzeba się orientować wcześniej w cenach produktów, by widzieć, czy jest rzeczywiście obniżka czy tylko nas robią w bambuko napisem “wyprzedaż”). Nie było na każdym kroku stad “mikołajów”, tylko jeden, przy kościelnej salce na katechezy, gdzie przebrany mężczyzna naprawdę wyglądał niczym prawdziwy Mikołaj. Do dziś mam zdjęcie z tego wręczania prezentów. Miałam dwa kucyki i średnią minę. Może się obawiałam jednak tej białej, długiej brody? 🙂 Najśmieszniejsze jest to, że na tym zdjęciu byłam z dziewczynką, z którą uczęszczałam do szkoły podstawowej, a która obecnie mieszka ode mnie rzut beretem, w Londynie. Do dziś utrzymujemy kontakt. Mam wrażenie, że dawniej naprawdę liczył się w tym wszystkim po prostu człowiek, przyjaźń, rodzina. Wartości, które dziś uległy spłyceniu, obojętności… Trudno mi to ująć w słowa, ale mam wrażenie, że teraz nie czuje się tej magii świąt. Dawniej, w świecie, gdzie polityka pieniądza nie była tak bardzo nachalna, brutalna, widoczna (nie przeczę, że dawniej pieniądze się nie liczyły i rzeczy materialne, ale było to wszystko tak jakoś inaczej…) świętami się żyło, celebrowało, delektowało się, cieszyło! Człowiek cieszył się z takich drobiazgów, na które dziś nie zwraca się już uwagi. Wszystko było bardziej prawdziwe, smakowitsze, zapadające w pamięć. Pierogi, zapach mielonego przez maszynkę maku, aromat prawdziwego suszu (uwielbiam!), barszczyk nie z torebki, jeden zachowany w całości migdał, a kto go wyłowił z makówek (mak, mleko, bakalie, bułka i cukier = ubóstwiam!) ten miał mieć szczęście przez cały najbliższy rok. Zapach sianka, który długo się utrzymywał… Wyglądanie pierwszej gwiazdki, TEJ gwiazdki, choć będąc dzieckiem nie miało się pojęcia tak naprawdę o jaką gwiazdę chodzi, byle patrzeć w niebo. A karp w wannie? Czy ktoś jeszcze godzinami obserwuje jak karp pływa i otwiera ten swój pyszczek? Głaszcze po śliskiej skórze i nie wyobraża sobie tego, że to “coś” pływające będzie wkrótce jadł. Moja babcia była prawdziwą killerką przy pozbawianiu życia karpia. Czyniła to szybko i z zabójczą wprost precyzją, aby się ryba nie męczyła. Tak, pamiętam to, bo kiedyś nie wytrzymałam i podejrzałam te zbrodnicze momenty. Żal mi było tych ryb, a potem raczej kiepsko smakowały. Aktualnie nie jadam karpia, to jedyne moje “odejście” od tradycji. Zawsze musiało być 12 potraw plus opłatek. Choćby ilość jedzenia miałaby być symboliczna, to musiało się wszystko zgadzać. A zapach pomarańczy? To pewnie dlatego stał się moim ulubionym pośród aromatów. Wszystko co ma nutę tego zapachu przywodzi dobre wspomnienia. Głowa rodu, czyli mój dziadek odprawiał modlitwę, przy stole, przy którym siedzieliśmy wszyscy. Składanie życzeń często było wzruszające. Po wieczerzy (bez zapalonego telewizora w tle) wszyscy śpiewaliśmy kolędy. Nikt się nie wstydził, czy przejmował fałszowaniem. Liczyło się to, że byliśmy razem. A potem otwieranie prezentów. To były też czasy, kiedy śnieg otulał wszystko dookoła grubą, zauważalną warstwą, która nie roztapiała się chwilę później. Zima była taka jaką być powinna. Śnieżna i mroźna. A szopki bożonarodzeniowe? A pasterka? Wspaniale się to wspomina. Dla takich świąt naprawdę czekało się cały rok z wielkim wytęsknieniem.

Obecnie nadal pamięta się o sianku, opłatkach, nie ma problemów z karpiami, choć większość kupuje już gotowe płaty rybne, by nie pozbawiać łba i wnętrzności samemu narażając dzieci na krwawe widoki. Często wiele osób nie potrafi po prostu gotować, albo się nie chce, albo nie ma się sił i ochoty. Wszystko można już dziś kupić. Wystarczy mieć pieniądze i iść na zakupy. Pierogi, uszka, pomarańcze jakże dostępne… Czy obecne święta Bożego Narodzenia są złe? Tego bym nie powiedziała. Po prostu straciły wiele na swym uroku i wyjątkowości. To, że w sklepach świąteczne akcenty są już w listopadzie zniechęca. Nim nastanie 24 grudzień człowiek jest już tym zmęczony, oglądaniem, słuchaniem wszędzie piosenek związanych ze świętami. Można raczej stwierdzić, że teraz święta nie trwają parę dni, tylko dwa miesiące. Wszędzie jesteśmy bombardowani mnogością mikołajów, setką tysięcy światełek… a jak pamiętamy, kiedyś obchodzono święta bez tego, ulice były skromnie dekorowane i ludzie żyli (nie mówiąc o oszczędności energii). W USA dekorowanie domów lampkami przybiera rozmiary absurdów. Trzy miesiące dekorować dom, byle zaszpanować, że się ma światełka (nie mówię o tu już o kosztach takiego przedsięwzięcia). Owszem, jest to bardzo efektowne, miłe dla oka, ale pytanie brzmi czy jest to niezbędne człowiekowi? Więcej w tym widzę pozerstwa, chwalenia się przed sąsiadami niż szczerych intencji. Nie wystarczają już światełka na choince? Przecież to ona jest symbolem świąt, a nie cały budynek. W czasie wigilii nie jesteśmy na zewnątrz, tylko w środku domu… Liczy się wnętrze nie tylko naszego domostwa, ale i ducha, które w dzisiejszych czasach jest niestety mocno “zmaterializowane” w sensie pieniężnym. Wydawałoby się, że obecnie mamy wszystko: piękne choinki, dekoracje, muzykę, bezproblemowe zakupy żywności, a mimo to, dlaczego tęsknimy za tamtymi świętami? Bo jesteśmy zmęczeni komercjalizacją. Mówi się o tym coraz więcej, zauważa problem, ale na tym się kończy. Praw rynku nie zmienimy ani gospodarki, ale możemy zmienić nasze podejście do świąt, by naprawdę były wyjątkowymi, pełnymi ciepła, dobrej atmosfery. Nie ulegajmy szaleństwu, zachowujmy zdrowy rozsądek, dystans do tego wszystkiego. Porządki nie róbmy na ostatnią chwilę, a w ratach, na spokojnie. Tu nie chodzi o to by się zaharować na śmierć. Nikt nam nie będzie sprawdzał czystości podłóg, czy wypucowane i czy wszędzie kurze starte. Święta to dom, w którym mamy czuć się dobrze i jeśli ktoś nie chce to niech nie sprząta na wysoki połysk, wystarczy, że ogarnie na tyle, by było przytulnie. Dlaczego nie włączyć sobie kolędy przy ubieraniu choinki by pomóc sobie przy “powrocie do przeszłości”? Wysyłanie kartek świątecznych – czy ktoś jeszcze o tym pamięta? W dobie maili i smsów czy ktoś jeszcze wysyła kartki? Mam nadzieję, że tak i że poczta ma jednak co robić. Nie wysyłajmy kartek na ostatnią chwilę, dajmy szansę im dojść na czas do naszych najbliższych czy dobrych znajomych, o których pamiętamy. Prezenty – czy naprawdę muszą to być drogie upominki, gadżety, drogie kosmetyki, czy biżuteria? Mam nadzieję, że potrafimy się cieszyć z każdego prezentu (no dobra, przy trzecim z kolei sweterku czy piątej parze kapci szlag by mnie trafił). Dobrym prezentem jest książka (polecam każdemu, przynajmniej odpocznie się od netu). Płyta z muzyką czy filmem (przy okazji wspierajmy artystów, pisarzy itp.). A może coś własnoręcznie zrobionego? Otrzymałam kiedyś tekturową szkatułkę, pomalowaną farbami z dedykacją w środku. Pamięta się takie rzeczy, bo są oryginalne i robione od serca. Czy potrafimy w dniu wigilii zatrzymać się i spojrzeć przez okno w niebo, pomyśleć życzenie czy po prostu powspominać jak to było, gdy się było dzieckiem? Czy jesteśmy już aż tacy “dorośli”, że takie zachowanie jest “śmieszne”? Dla mnie nie. Pamiętam, że życie ma się tylko jedno, a ja nie chcę z roku na rok mówić, że święta są nudne, oklepane, komercyjne. Staram się sama z siebie, by święta były za każdym razem takie, by nie mówić o nich źle czy ze znudzeniem. Życzę Wam drodzy Czytelnicy abyście zachowali równowagę wewnętrzną w tym okresie “przedbożonarodzeniowym”. Nie negujcie tego wszystkiego, co obecnie jest oferowane, ale nie popadajcie w szaleństwo zakupoholizmu czy bezmyślności. Odnajdźcie w sobie własny sposób na przetrwanie świąt, ale nie mam na myśli tutaj ucieczki od świąt – zamykania się w pokoju i że się ma na to wszystko “wywalone”. Nie, szkoda tak podchodzić do kwestii świąt. Pomagajmy w domu, bądźmy z rodziną, pogódźmy się, jeśli się z kimś pokłóciliśmy, dajmy sobie szansę na dobre święta. Jeśli ktoś jest chory lub ma złamane serce po rozstaniu… bo wiadomo, różne są życiowe sytuacje, które psują pozytywny odbiór świąt… cóż mogę doradzić… otaczajcie się wartościowymi ludźmi, rodzina, przyjaciele, na których można polegać, zajmijcie się hobby, tym, co sprawia Wam radość. Nie poddajcie się, jeśli zdarzą się trudne momenty czy próby, przez które trzeba przejść. Niech świąteczny czas i zbliżający się koniec roku będzie tym czasem, kiedy poprawimy swoje życie i podejście do świąt. One mogą być naprawdę dobre, tylko my musimy się nauczyć patrzeć na nie oczami, jak to robiliśmy za czasów dzieciństwa… Nie zatraćmy tego w sobie.

Boże Narodzenie w innych krajach

Niemcy

Niemieckie dzieci zaczynają przygotowania do Bożego Narodzenia z początkiem grudnia. W niektórych domach wykonuje się bardzo oryginalne kalendarze z girlandami i malutkimi paczuszkami. W każdą niedzielę adwentu na wieńcu zapalana jest jedna świeczka. W dniu św. Barbary do wazonu wkłada się forsycje, które zakwitną na święta. W mikołajki dzieci zostwiają buty przed drzwiami swoich pokojów. Podaje się w wigilię pieczoną gęś, czerwoną kapustę i ziemniaki.

Anglia

Na początku grudnia wysyła się kartki do przyjaciół i rodziny (ten zwyczaj jest też w szkołach czy miejscach pracy, gdzie wręcza się je osobiście). Otrzymane kartki przyozdabiają ściany. Zostają zdjęte na Trzech Króli. Kartki przykleja się do wstążek, a następnie wiesza na ścianie. Najważniejsze kolory w dekoracjach to czerwony i zielony. Wiele dzieci pisze listy do świętego Mikołaja. W przeddzień Bożego Narodzenia najmłodsi na ulicach śpiewają kolędy. W zamian dostają cukierki i drobne upominki. Każde dziecko wiesza przy łóżku dużą skarpetę na prezenty, a dla świętego Mikołaja zostawia się ciasteczka i kieliszek porto pod choinką. Świąteczna kolacja nie może się odbyć bez indyka z kasztanami oraz słynnego puddingu. Jest tu moda na “walec z papieru”. Zawierający niespodziankę w środku robi “bum” przy otwarciu.

Dania

Też jest tu popularny wieniec adwentowy z czterema świecami, które zapala się kolejno w każdym tygodniu adwentu. Przed świętami przystraja się dom gałązkami świerku, aniołkami, skrzatami oraz słomianymi gwiazdami. Dzieci własnoręcznie robią wiele ozdób. Tradycyjna świąteczna kolacja rozpoczyna się około 18:00. Na deser podawany jest ryż na mleku, w którym ukryto cały migdał. Ten, kto go znajdzie otrzymuje prezent – marcepanową świnkę. Jest zwyczaj dekorowania choinki miniaturkami duńskiej flagi, świeczkami oraz biało-czerwonymi sercami. Ojciec zapala świeczki a potem rodzina chwyta się za ręce i śpiewają kolędy, poruszając się w koło choinki.

Norwegia

Wszyscy ozdabiają swoje domy. Świerkowy wieniec na drzwiach wejściowych oznacza, że przygotowania do świąt są w toku. Na podwórku stawiane są słomiany kozioł i snopki zboża. W oknach zawiesza się dekoracyjne gwiazdy. 24 grudnia na grobach zapala się świeczki. W całym domu ustawia się tulipany lub hiacynty. Popularne są tulipany w doniczkach, ponieważ w takiej postaci są trwalsze. Przygotowuje się gofry w kształcie serca. W miarę możliwości elementem świąt jest przejażdżka saniami. Tu również tańczy się wokół choinki śpiewając kolędy.

__

Informacje z książki pt. Boże Narodzenie, Emilie Beaumont. Wydawnictwo Olesiejuk.

Lokacje niejedną mają nazwę

Kochani Czytelnicy! Wybaczcie, że nie daję teraz codziennie artykułów. Czas przedświąteczny rządzi się swoimi prawami, dodatkowo pogoda bardzo negatywnie ostatnio na mnie wpływa i zdrówko też tak sobie. Bywało lepiej. Na zimę czuję wyraźny spadek formy. To pewnie przez brak słonecznej pogody. Mimo zdrowego jedzenia, zażywania witaminy D i picia soków coś lipnie się czuję. Dlatego dziś temat łatwy, lekki i przyjemny. Taka odskocznia od ostatnich, poważnych rozważań na temat wiary. Cóż tam dzisiaj wzięłam do obgadania? Lokacje. Tak moi mili, coś na topie, szczególnie teraz, gdy gracze ostro wzięli się za rozpisywanie lokacji związku z wprowadzeniem do gry opcji ich wykupu.

Lokacje

Cóż takiego jest ta lokacja? To nic innego jak określenie danego miejsca, który jest wycinkiem świata kreowanego przez graczy. W “Kronikach Fallathanu” ustalono, że mamy trzy typy lokacji:

  1. Rodowe – wchodzące w skład majątku danego rodu, który jest mechanicznie i fabularnie założony w grze.
  2. Organizacji – wchodzące w skład majątku danej organizacji, która jest mechanicznie i fabularnie założona w grze.
  3. Lokacje ogólnego przeznaczenia (zwane Ogólnodostępne) – czyli powszechne dla każdej postaci, ogólne, nie mieszczące się w dwóch wyżej wymienionych kategoriach.

Kalkulator wyceny

Podział na typy lokacji ma znaczenie, ponieważ jest ściśle powiązany z wykupywaniem mechanicznym lokacji i określaniem ceny za pomocą prostego w obsłudze narzędzia – kalkulatora: https://docs.google.com/spreadsheets/d/1bME9LlojaERdyspxn5eQV_yEE0KZzLVJZoqb2m9K54A/edit#gid=0 Wystarczy być zalogowanym na gmailu i gotowe. Klikamy na “Parametry lokacji” –> wyskakuje okienko z poszczególnym mieniem –> wpisujemy w interesujących nas miejscach liczby, a w tych, które nas nie dotyczą wszędzie dajemy zero –> zatwierdź –> mamy gotową wycenę.

Przykład:

Mamy postać samotnego chłopa, który mieszka w chacie. Posiada 4 pola, na których ma sad. Ma też wykupiony stragan, aby móc na nim sprzedawać owoce z sadu razem z jednym pracownikiem-pomocnikiem (NPC). Jak widzimy kalkulator obliczył, że koszt to 11 mln z drobnymi. Skład osobowy do wykupienia na naszym przykładzie: wliczamy postać gracza (nasz chłop – zaznaczona była cyfra 1 przy populacji w wierszu “Chata”) oraz jeden NPC (zaznaczona cyfra 1 przy populacji w wierszu “Stragan”)

Rozpiska kosztów lokacji – skopiuj komórki poniżej
1x Chata = 0,001867683721% * CLZ( 12  848 961  134) = 2 399  780
4x Pole = 0,004260603382% * CLZ( 12  848 961  134) = 5 474  433
1x Stragan +1 populacji = 0,002679922279% * CLZ( 12  848 961  134) = 3 443  422
Łączna cena = 0,008808209382%CLZ = 11 317 634

{“location_parameters”:[
{“paramname”:”populacja”, “paramvalue”:2},
{“paramname”:”obrona”, “paramvalue”:0},
{“paramname”:”produkcja materiałów”, “paramvalue”:0},
{“paramname”:”generowanie prestiżu”, “paramvalue”:0},
{“paramname”:”produkcja złota”, “paramvalue”:5},
{“paramname”:”luksus”, “paramvalue”:1},
{“paramname”:”skrytka”, “paramvalue”:1},
{“paramname”:”rzemieślnictwo”, “paramvalue”:0},
{“paramname”:”grawernia”, “paramvalue”:0},
{“paramname”:”koszty NPC”, “paramvalue”:4},
{“paramname”:”stragan”, “paramvalue”:2},
{“paramname”:”wiara”, “paramvalue”:0},
{“paramname”:”nauka”, “paramvalue”:0},
{“paramname”:”CLZ%”, “paramvalue”:0.0880821%},
{“paramname”:”cena w złocie”, “paramvalue”:11317634}]}

Taki pełny wpis wyceny wklejamy do punktu 6 schematu lokacji.

WAŻNE! Tę wycenę z kalkulatora wstawiamy dopiero po otrzymaniu na forum akceptu.

Schemat lokacji

A cóż to jest za ustrojstwo? Schemat lokacji teoretycznie istniał od zawsze, ale jak się przyjrzeć starej wiki to opisy różniły się między sobą diametralnie. Każdy gracz uwzględniał coś innego i w ten sposób zrobił się jeden wielki bur… bałagan. Dlatego z chwilą, gdy postanowiono wziąć się za uporządkowanie wiki jakieś trzy lata temu, admin gry ustanowił schemat lokacji, by była spójność tego, co się w opisie ma znaleźć, czyli:

Tytuł tematu: [Lokacja] Nazwa Lokacji

1. Położenie lokacji (Państwo, Księstwo, koordynaty na mapie jeśli leży poza miastem, można je zdobyć na mapie świata gry klikając na określony punkt)
2. Opis lokacji (wszelkich budynków/ruin, jakie mogą się na niej znajdować)
3. Historia lokacji (zawierać też powinna historię księstwa, hrabstwa, rodu, organizacji jeśli to lokacja danego typu)
4. Lista NPC, którzy ją zamieszkują (jeśli takowi są; zależne od możliwej populacji wynikającej z cennika)

Miano:
Rasa:
Wiek:
Charakter:
Specjalność:
Profesja:
Zajmowane stanowisko:
Historia postaci:

5. Lista stworzeń oraz roślin, jakie można tam napotkać (wszelkie charakterystyczne)

Flora:

Fauna:

6. Proponowany koszt lokacji wg cennika: https://docs.google.com/spreadsheets/d/ … mvRi8/edit (ostateczna cena będzie wyliczana na dzień zaakceptowania lokacji, proszę też spojrzeć na punkt 6 tego regulaminu)
7. Typ lokacji (prywatne, rodowe, organizacji) – proszę podać kto będzie właścicielem (ID właściciela, nazwa rodu/organizacji).                                                                                                                                                                                 8. Autor – proszę podać ID autora/autorów opisu.

Odnośnie punktu 1. Położenie lokacji powinno się tam jeszcze uwzględnić Hrabstwa (Państwo –> Księstwo –> Hrabstwo) – ponieważ tę kwestię też w końcu uregulowano. Opis lokacji dotyczy głównie położenia geograficznego, klimatycznego, jak tam się można dostać do tej lokacji, co się tam znajduje, ogólne informacje. W historii dla przyzwoitości powinna znaleźć się choć jedna, dwie daty, tuż obok obszerniejszego opisu jaki ma swój początek lokacja, jak powstała, w jakich okolicznościach, kto, kiedy i dlaczego? Tak w ogólnym skrócie. Później są opisywani NPC. Następnie fauna i flora. Najlepiej po pięć przykładów z każdego. Dobrze radzę. Punkt 6 to miejsce na wklejenie wyceny z kalkulatora. Punkt 7 tutaj określamy typ lokacji. I na koniec podajemy autora lub autorów opisu lokacji. To tyle jeśli chodzi o omówienie schematu lokacji, który obowiązuje w “Kronikach Fallathanu”.

Droga od “marzenia” do szczęśliwego akceptu, czyli co trzeba zrobić?

  1. Mieć pomysł, koncept, a przede wszystkim być pewnym tego, co się chce rozpisać. Zastanowić się czy aby jest taka lokacja Tobie potrzebna? Czy będziesz z niej korzystał w fabule? Czy będzie z niej pożytek dla Fabuły Głównej? Czy chcesz się tym na pewno zająć? Czy masz czas na rozpisanie i poprawki? Jeśli na większość tych pytań odpowiesz “tak” to przechodzimy do następnego etapu.
  2. Forum “Kronik Fallathanu” – konieczna jest rejestracja, by samodzielnie założyć temat w odpowiednim dziale. To znaczy: http://www.gildwars.net/index.php –> Fabularny kącik –> Opisy fabularne –> Lokacje –> Projekty nowych lokacji (oraz do poprawy) –> Tu zakładasz swój temat np. [Lokacja] Karczma “Pod Hobbicim Wałkiem” (Cesarstwo) –> Opisujesz lokację zgodnie ze schematem.
  3. Co potem? Czekasz aż Skryba to sprawdzi. Ponieważ aktualnie jest tylko jedna osoba (fizycznie one, uno, man, solo, sztuk jeden) sprawdzająca opisy (co woła o pomstę do nieba i nie tylko – tak, mam odwagę to napisać, a co mi tam, raz się żyje) termin sprawdzania nie jest zadowalający, trzeba się uzbroić w bagaż cierpliwości. I złożyć paciorek, by ta sytuacja się poprawiła. A najlepiej całą litanię. Teraz jak jest dziki szał z lokacjami organizacji to przydałyby się dodatkowe pary rąk, nóg i przede wszystkim głów do sprawdzania. Zbliżają się Mikołajki to pomyślmy życzenie 🙂 o więcej sprawdzających. Oczywiście piszę to z dniem 4.12. Sytuacja może się zmienić i za jakiś czas ten wątek artykułu będzie nieaktualny.
  4. Jak masz pierwsze sprawdzenie za sobą, przyjrzyj się uważnie poprawkom, jakie masz nanieść. Pamiętaj, Skryba to tylko gracz po drugiej stronie monitora, też człowiek i nie jest nieomylny. Co doradzam? Daję do sprawdzenia nim wrzucam lokację innym osobom, aby obiektywnie przeczytały i wychwyciły błędy nie tyle stylistyczne, co merytoryczne. Doradzam pisanie krótkich, rzeczowych zdań (długie, złożone nie są mile widziane). Polecam zapoznanie się z wiki, sprawdzenie dat, faktów z historii danego państwa, jeśli do niego nawiązujemy. Sprawdzać najpierw samemu. Najlepiej ze trzy razy. Bazować na danych z wiki KF, wieści oraz osi czasu gry. Ponieważ oś czasu gry nie jest kompletna odsyłam do projektów państw. Tak będzie bezpieczniej. Używać argumentów i logiki przy tłumaczeniu własnych racji, albo tłumaczyć na przykładach, bo nie zawsze to, co jest dla nas oczywiste, jest zrozumiałe dla czytającego. W przypadku totalnego nie dogadania się można poprosić admina by przyjrzał się tematowi. Nie pisać tej prośby na forum, lecz przez pocztę w grze/forum/gg itp. Trzeba pamiętać, że pójście do admina, jest wyjściem awaryjnym.
  5. Jak już wszystko w projekcie jest pięknie i ładnie, nie ma baboli i jest cud, miód i malina możesz się cieszyć akceptem lokacji.
  6. Ta lokacja po wykupieniu (wykup nie dotyczy lokacji Ogólnodostępnych) wyląduje na wiki KF, graczowi (autorowi opisu) przysługuje dodatkowo przyznanie Punktów Kronik Fallathanu (PKF) zgodnie z tym regulaminem.

Bogactwo lokacji

Lokacje mogą być rozmaite. Podam tutaj najczęściej rozpisywane do tej pory kategorie:

  1. lokacje miejskie np. miasta, grody, osady itp.
  2. pomniejsze lokacje miejskie np. domy, sklepy, pracownie, karczmy, zamtuzy, świątynie itp.
  3. lokacje typowo geograficzne np. Pola Nadziei, Dolina Szeptów, Srebrne Jezioro, Dziadowska Knieja itp.
  4. lokacje przygodowe np. ruiny, świątynie, wieże itp.
  5. lokacje rodowe np. posiadłości, stajnie, plantacje, kopalnie itp.
  6. lokacje organizacji np. siedziby, pracownie, magazyny itp.
  7. lokacje półświatka np. kryjówki, doki, areny walk, targowiska, karczmy, jaskinie itp.
  8. duże lokacje geograficzno-polityczne np. państwa, księstwa, hrabstwa itp.

Jaki jest najlepszy sposób na rozpisanie lokacji?

  1. Wyspać się. Tylko naprawdę “nocne Marki” mogą sobie pozwolić na takie warunki pracy. Tak, bo rozpisanie lokacji jest formą pracy – dokładniej uściślając – na rzecz gry. Wymaga czasu, wyobraźni i zdolności przelania wizji na klawiaturę, dobrania w słowa.
  2. Zjeść coś. Nie ma nic gorszego niż pisać z pustym żołądkiem. Mnie osobiście najlepiej się pisze w nocy, przy ulubionej muzyce, kiedy mam spokój. Doradzam, gdy się rozpisuje projekt lokacji nie być zalogowanym w grze, bo bez przerwy czerwona koperta czy powiadomienia w dzienniku będą rozpraszać i wybijać z rytmu. Jeśli ktoś ma podzielą uwagę i nie przeszkadza mu w tym czasie rozmowa z innymi osobami to nie ma sprawy. Ja osobiście wolę, by mi nie zawracano głowy, chyba że konsultuję coś w sprawie lokacji, dopytuję się czy sprawdzam dane fragmenty opisu.
  3. Przeznaczyć na to odpowiednią ilość czasu. Jeśli wiesz, że masz gdzieś iść, coś zrobić, to nie bierz się za rozpisywanie. Trzeba mieć spokój, by się po prostu zabrać do roboty.
  4. Ja osobiście zawsze zaczynam od mapy i obrazków. Dlaczego? Ponieważ mam już z głowy punkt 1 i wiem jak zacząć opis, czyli punkt 2. Ilustracje są dla mnie jedną wielką inspiracją – wystarczy, że spojrzę na obrazek i już wiem, gdzie to może być, do czego najbardziej pasuje, kto tam może mieszkać, kto zarządza, jakich NPC dopasować. Dla mnie grafiki są na wagę złota, bo tak naprawdę widząc dany obrazek mam już lokację w wersji podstawowej, czyli jako wizja, gdzie, co i jak ma być.
  5. Następnie uzupełniam punkt 7 – typ lokacji i 8 – autor – bo są to tylko formalności.
  6. Później zabieram się za florę i faunę czyli punkt 5. Bezcenną pomocą przy tym punkcie są te dwa poradniki: Fauna: Bestie – miejsce występowania Flora: Miejsce występowania – flora fallathańska
  7. Rozpiska NPC jest równie prosta. Najwięcej czasu zajmuje szukanie mi imion NPC po różnego rodzaju  generatorach nicków. Zastanawiam się w ten sposób, jakie postaci są przydatne w danej lokacji, kogo by chętnie postać spotkała, zawsze staram się dawać przedstawicieli różnych ras, co by było urozmaicenie.
  8. Na sam koniec zostawiam historię, bo to tak naprawdę najtrudniejszy punkt schematu. Wymyślam daty, sprawdzam powiązania z projektu danego państwa, wieści, by się wszystko zgadzało. Co ważne – trzeba liczyć także wiek postaci, by nie było wpadek typu, że podajemy daty, a są tak odległe, że człowiek nie miałby szans tego dożyć. Pamiętam zawsze, że maksymalny dopuszczalny wiek rasy Człowiek w KF to 120 lat. Do lokacji miejskich jest o tyle łatwiej wymyślić historię, że jest ona po części powiązana z historią miasta lub danego regionu. Fundamentalnym punktem odniesienia wykorzystywanym w historiach lokacji jest wojna z Daakarami i Nacjaninami. Trwały one wystarczająco długo, że każdy może się jakoś “upchnąć” datowo i sytuacyjnie. Najtrudniej jest wymyślić pierwsze zdanie, a jak już się nam to uda, to później pójdzie już z górki.

W razie czego służę pomocą 🙂 Punkt “doradztwa lokacyjnego” czynny w godzinach, gdy jestem zalogowana w grze 🙂

Zakończę przeróbką cytatu “Ten najszczęśliwszy z ludzi, któremu nic zapału do ksiąg nie ostudzi” Jana Kasprowicza

“Ten najszczęśliwszy z ludzi, kto mu nikt zapału do rozpisywania lokacji nie ostudzi.”

Czar świąt

Witajcie kochani! Wracam po krótkiej przerwie weekendowej, w trakcie której rodzina jest najważniejsza – to znaczy cały czas jest ważna, ale w weekendy szczególnie 🙂 Od kilku dni pada intensywny deszcz i wieje silny wiatr. Kiedy stanęłam przy oknie obserwując tę ulewę, szczerze współczułam nie tylko przechodniom, ale i mężczyznom, którzy zakładali na ulicy lampki świąteczne. I wszystko po to, by przez kilka tygodni było ładniej i przyjemniej dla oka. Święta tuż tuż, ledwo trzy tygodnie zostały do wielkiej laby. I tak oto mam kolejny temat do rozważań.

Święta w “Kronikach Fallathanu”

“A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż gracze KFu nie gęsi, iż swoje święta mają”.

Myślę, że Mikołaj Rej nie obraziłby się na to, że troszkę zmieniłam jego słynny cytat. Dzisiaj bowiem skupimy się na duchowej sferze, jaka także występuje w Fallathanie. Bogowie, wiara, kapłani, świątynie… Czy kiedykolwiek choć na chwilę zastanawialiście się nad tym, jak bardzo ten aspekt w fabule jest zaniedbywany? Odpowiesz: głupstwa pleciesz, na każdym kroku słyszę “Na Moradina!”, “Na wszystkich bogów!” itp. Odpowiem: i na tym kończy się ta aktywność. Ile było opisów świątyń? Ile graczy gra postaciami Kapłanów? Ile było sesji z wątkiem religijnym? No właśnie, tu jest pies pogrzebany. Nie wiedzieć czemu motyw wiary w fabule “Kronik Fallathanu” leży i kwiczy, bo inaczej nie można tego ująć. I dziwuję się wielce, ponieważ jest to fantastyczny temat. Odpowiesz: to dlatego, że nie ma jeszcze na wiki działu Bóstwa. A ja odpowiem: i co z tego? Każdy kto pamięta starą wiki kojarzy Moradina, Athiel, Masziela, Tilliona i wielu innych. Nie ma problemu na tym bazować dopóki nie uporządkuje się Panteonu bóstw w Fallathanie. Poza tym ci bogowie są ujęci w projektach państw, więc można jak najbardziej z tego korzystać. Do czego zmierzam – przez te prawie cztery lata jak obserwuję fabułę główną w grze, to na palcach jednej ręki można policzyć sesje, w których brali udział Kapłani, w tle miejsca akcji była świątynia, a osią główną codziennika święto zaczerpnięte z projektu państwa. Wiem na pewno, że dwa lata temu z projektu państwa Cesarstwo wykorzystano święto Urodziny Cesarza, a w obecnym Pojedynek Bogów. Moje pytanie, jakie dzisiaj stawiam: a co się dzieje z resztą państw? Gdzie święto-obchody założenia Homany lub wyzwolenia Solinde? Czemu Krasnoludy nie obchodzą Święta Trzech Nocy –

W czasie, gdy kończy się rok wierni zbierają się w świątyniach i kaplicach paląc na specjalnych stosach kartki ze swoimi prośbami skierowanymi do Moradina.

A co ze Świętem Prawych Braci?

Ustanowione przez Najwyższą Radę święto odbywające się z okazji Wielkiej Czystki, czyli wygnania rodzaju elfiego z Królestwa Careogrodu. W trakcie świętowania Krasnoludy piją na umór, popisują się sprawnością bojową/fizyczną i śpiewają pieśni ku czci bohaterów owego wydarzenia. W świątyniach odprawiane są uroczystości za pomyślność khazadów i całego Królestwa. W szeregach armii w tym dniu odbywają się nadania tytułów oficerskich. Istny krasnoludzki karnawał.

Mogłabym tak wymieniać bez końca. Reptilia, Romen-Dor, Almanan, Amarth, Twierdza… nie rozumiem dlaczego gracze zapominają o takiej skarbnicy pomysłów na ciekawe sesje, mając je tak naprawdę pod nosem? Powiesz: i co z tego, że wezmę taki pomysł na sesję, co to da? Odpowiem: przyniesie to wiele korzyści. Jakie? Już wyliczam. Na pierwszym miejscu jest promocja danego kraju, a po sesji FG zawsze jest wieść, co oznacza, że nie zaginie to w odmętach czasu i gry. Fabularnie taki kraj też zyskuje rozgłos, tym bardziej, jeśli na uroczystościach są osoby z innych sąsiadujących państw.  Takie wielkie święta roznoszą się szerokim echem. Druga korzyść: większa integracja rasy, bo jeśli potrzebujesz do sesji np. Khazadów to takowych trzeba znaleźć. Znajomi, wyszukiwarka, ranking – szukaj danej rasy – ślesz zaproszenia lub dajesz ogłoszenie o naborze do sesji i tylko czekać na odzew. Trzecia korzyść: dobra zabawa. Większość świąt ma charakter dziękczynny, gdzie prym wiedzie radość, tańce, pijaństwo, swawola. Można z tej okazji organizować różne festyny, turnieje, walki, spotkania. Naprawdę jest szerokie pole do popisu i to bez względu na profesje. Czwarta korzyść: wierzcie mi, że Ci, którzy wymyślali te święta do projektów państw będą bardzo zadowoleni i dumni, że na coś ich praca się przydała. Nie ma bowiem nic przyjemniejszego dla autorów różnych opisów, gdy ich praca jest wykorzystywana w grze, w fabule, a nie że tylko jest bo jest. I jest także piąta korzyść: możliwość zorganizowania mechanicznego eventu, powiązanego z danym świętem. Sądzę, że nie byłby to duży kłopot zrobić event, gdzie składane są dary, czy modli się w zamian za dodatkowe PA lub bonusy czasowe do statystyk. Jest więc jak widać szereg korzyści z czerpania pomysłów z wiki KF.

Co z tą wiarą?

Kiedyś była w grze możliwość wybrania danej wiary lub mieć postać ateistę. Aktualnie wybór wiary czeka na uporządkowanie Panteonu bóstw, natomiast co do bycia ateistą, to jeśli się nie mylę zostało to zniesione w grze. W sumie się z tym zgodzę – każdy w coś wierzy. Niektórzy wierzą w bogów, inni w Przeznaczenie, Los, Fatum, jeszcze inni wierzą w dane osoby lub własne umiejętności. Wiara dodaje sił i to jest akurat prawda. Może przynieść ulgę w chwilach trudnych, może dodać “skrzydeł”, gdy naprawdę chcemy coś osiągnąć. Jest na pewno niezbędna u magów, jeśli chcą czerpać moc za pomocą “Nici Wiary”. Niektórzy to nawet wierzą w cuda, a i one czasami się zdarzają. Mnie osobiście najbardziej podoba się wiara reprezentowana przez kapłanów Masziela. Czynem, dobrym przykładem i pracą niźli słowem (swoją drogą przydałaby się taka postawa dzisiejszym duchownym, bo mam wrażenie, że więcej gadają po próżnicy niż robią – w tym miejscu nie chcę urażać niczyich uczuć religijnych, fakty jednak mówią same za siebie – kiedyś duchowni mimo wszystko byli bliżej ludzi, więcej udzielali się społecznie, charytatywnie – teraz jest tego mniej…).  Wracając do bóstw w KF – “dopóki będą w nich wierzyć, póty będą trwać”. Taka jest filozofia wiary w bogów. Dopóki postaci będą w nich wierzyć, składać ofiary, nie braknie kapłanów ani świątyń, to będą istnieć bogowie i kulty z nimi związane. “Kroniki Fallathanu” mają tę fajną opcję, że istnieje w ramach organizacji założenie kultu, co także jest bardzo ciekawą opcją fabularną, do tej pory mało wykorzystaną. Liczę jednak, że to się zmieni w przyszłości.

Kapłani

Zastanawia mnie co sprawia, że tak mało jest popularna ta profesja pośród graczy? Grałam w życiu wystarczająco długo, by wiedzieć, że pomysłodawcy gier nie bagatelizują ani bogów, ani świątyń, ani kapłanów i możliwości jakie te elementy stanowią dla fabuły. Wszak bohaterowie mogą zostać tam uleczeni, kupić mikstury, dać datek w zamian za modlitwę, znaleźć schronienie lub zdobyć wiedzę. Wykonują misje na rzecz danego boga i świątyni. Jest tyle fascynujących motywów z tym związanych, które można samemu wymyślić aby zapodać w codzienniku. Jak zawsze ogranicza nas tylko wyobraźnia. Może pokutuje stereotyp, że kapłan to musi być stary dziadek z długą, białą brodą i kosturem w ręce oraz “sukience” aż po kostki. Guzik prawda. Kapłan może być młody, piękny i gładki, nawet powabny (no chyba, że dany kult stanowi inaczej i jego kryteria przyjmowania nowicjuszy). Innym stereotypem dość szeroko rozpowszechnionym jest, że do kapłaństwa w świecie fantasy to najlepiej nadają się żeńskie postaci. Powiedziałabym w tym miejscu inny wyraz rozpoczynający się też na “g” i kończący na “o”, ale obowiązuje mnie tu cenzura. Guzik prawda. To idealna profesja dla mężczyzn jak i kobiet. Bez wyjątku. A jeśli ktoś uważa, że ta profesja jest mało męska, to jest w bardzo dużym błędzie. A może gracze obawiają się, że jak ich postaci będą kapłanami to mogą już zapomnieć do końca życia postaci rzecz jasna o seksie. Jak dla mnie nie ma tu także większego problemu. Nie wszystkie kulty nastawione są na celibat. W świecie fantasy są reguły takie jak ustalą pomysłodawcy, czy twórcy bóstw, kultów itp. i nie wszędzie jest kryterium wstrzemięźliwości seksualnej, a nawet wręcz przeciwnie. Skądś znamy orgie… wszystko ku chwale i potędze bóstw. O ofiarach z dziewic nie wspomnę, ale co się mroczni kapłani naoglądali to ich. Kapłani z reguły cieszyli się dużym poważaniem społecznym, za wyjątkiem tych złych, mrocznych i niedobrych, więc to kolejny argument by nie bać się obrania fabularnej kapłańskiej drogi. Moim zdaniem na pewno jest oryginalna na tle setek rzemieślników, tysiąca magów i biliona wojowników.

Świątynie

Pewnie dlatego tak mnie fascynuje ten aspekt fabuły, bo od czasów podstawówki uwielbiam ponad wszystko starożytną Grecję, Rzym, Egipt, jak i kulturę celtycką oraz nordyjską. Mitologia to jest coś pięknego i życzę każdemu, by zaraził się tą pasją jej odkrywania. Szczególnie polecam lekturę Zygmunta Kubiaka, nie tylko powszechnie znanego Jana Parandowskiego. Znowu zbaczam z tematu. Świątynie to nie tylko wspaniałe budowle, lecz doskonałe miejsca akcji, gdzie bardzo wiele może się wydarzyć i nie mam tu na myśli odprawiania tylko ceremonii religijnych. Zabójstwo kapłana? Już jest temat. Zbezczeszczenie świątyni? Super motyw. Kradzież relikwii? Mamy niezły wątek. Tak jak mówiłam – ogranicza nas tylko wyobraźnia. Cała reszta jest do zrealizowania. Aktualnie pracuję nad państwem Selash, czyli krajem Daakarów, gdzie wiara, religia, kapłaństwo i świątynie wedle mego konceptu będą szalenie istotne, pierwszoplanowe. Chciałabym uniknąć tego błędu, który teraz występuje w fabule głównej w Cesarstwie, gdzie Cesarz choć jest zgodnie z projektem państwa BOGIEM, traktowany jest lekceważąco, z pogardą i w ogóle nie ma tego efektu, że jest bogiem, ani tym bardziej, że wiara w niego jest czymś normalnym i powszechnym, a tak właśnie powinno być. Pozwolę sobie zacytować fragmenty mojego postu dotyczące wiary w Cesarstwie, bo już jakiś czas temu ta kwestia mnie zastanowiła:

Córka Iteana wielokrotnie zastanawiała się nad tym, dlaczego tak wielu kwestionuje Cesarza jako boga? Przecież na terenie Cesarstwa powszechną religią jest właśnie kult władcy. I ta myśl jest zakorzeniona od setek, jeśli nie tysięcy lat. Cesarz jest ucieleśnieniem władcy panującego na ziemi, ale i jednocześnie bogiem. Jeśli ktoś urodził się na terytorium Cesarstwa, dorastał, żył to nie był przecież oderwany od życia religijnego, praktyk religijnych czy obchodzonych rokrocznie świąt. Kult władcy był rozpowszechniany od kołyski aż po grób, dotyczył i małych dzieci i starców, wszędzie na każdym kroku o tym mówiono, wpajano, umacniano w wierze. Pilnowano, by żadna inna religia nie wyparła kultu boskiego władcy. To, że Cesarz przyzwalał na działalność innych kapłanów niż cesarskich, było tylko jego dobrą wolą, wyrazem wspaniałomyślności. Jednak ostrożności nigdy za wiele, chcąc mieć absolutną pewność, że nikt na głos nie podważa boskiego majestatu władcy powołana Inkwizycja działała w ukryciu i czuwała nad procesem „cesarzonizacji” pośród ludu. Zdecydowana większość ludności Cesarstwa to niepiśmienni chłopi, prości ludzie, rzemieślnicy. I jak tu nie było większych problemów z rozpowszechnianiem kultu Cesarza, tak Inkwizycja bacznie przyglądała się przedstawicielom szlachty i arystokracji, klasie wyższej, wykształconej, gdzie myśl intelektualna mogła być bardzo niebezpieczna dla pozycji… Cesarza. Jedno było pewne, tak naprawdę każda istota potrzebuje „coś”, w co będzie wierzyć. Niektórzy nazywają tę siłę „bogiem”, inni „przeznaczeniem, losem”. Nieważne czy to jest bóg wojny albo patron medyków, nieistotna jest tak naprawdę nazwa – liczy się wiara. Niektórzy wierzą w „siłę pieniądza”, inni „w samych siebie” – ale zawsze jest to forma wiary. Co kraj to inne wierzenia, inna religia, czyli bez względu na państwo, krąg kulturowy zawsze istoty rozumne ciągnie do czegoś więcej niż życia materialnego. Duchowość – tym różnimy się od zwierząt i bestii. Mało kto jest autentycznym ateistą, bo odruchowo, instynktownie w chwili zagrożenia modlimy się, bądź przeklinamy bogów… Czyli jednak coś w tych „siłach wyższych” musi być. Pytanie fundamentalne brzmi – czy w obliczu takich prób, jak śmierć najbliższych nasza wiara zostanie niezachwiana, czy można dalej wierzyć w bogów, czy Przeznaczenie, którzy są tacy okrutni i tak boleśnie doświadczają zwykłych śmiertelników?
Mam nadzieję, że Wasze postaci będą krzewić wiarę w bogów, których wyznają, że coś ruszy się w fabule i mocniej zaakcentuje się obecność kapłanów. Liczę, że świątynie nie będą tylko szarym tłem, a miejscem wartkiej akcji, a święta państwowo-religijne w świecie “Kronik Fallathanu” czymś więcej niż nudnym, martwym dodatkiem w projektach.

Miejsce akcji – domostwa

Witam wszystkich ponownie! Niektórzy pewnie już zaczynali robić zakłady, że zaczyna mi brakować tematów 😀 Jednak jestem. Co tam dzisiaj bierzemy do analizy? Temat rzadko poruszany, uważany za całkowicie drugoplanowy, ale ośmielę się przypuszczać, że dla wielu fabularnych graczy jest on jednak istotny.

Miejsce akcji

Definicja miejsca akcji nie jest skomplikowana, jak sama nazwa na to wskazuje. To po prostu określony wycinek świata przedstawionego, w którym przebywają dane postaci i gdzie zachodzą różne interakcje. Wyróżniamy pięć kategorii miejsc akcji. 1) Na zewnątrz – czyli w plenerze np. miejskim, wiejskim, górskim itp. 2) Wewnątrz – czyli na określonej przestrzeni w różnego rodzaju budynkach lub innych pomieszczeniach np. jaskiniach 3) W przestrzeni powietrznej – np. dla latających bestii czy ras jak Anioły czy Aenaru 4) W podziemiach, czyli miejscach ulokowanych pod ziemią np. teren państwa Drowów (w przygotowaniu) czy krasnoludzkie tunele w Careogrodzie.  5) Pod wodą, czyli miejsca idealne dla poławiaczy pereł czy poszukiwaczy skarbów. Co z tego wynika? A mianowicie to, że wszyscy prowadzący codzienniki mają bardzo bogaty wybór miejsc akcji, a wiki “Kronik Fallathanu” pęka w szwach od interesujących lokacji. Po co więc ten dzisiejszy temat, który wydaje się być oczywistym? Zawsze się opisuje miejsce akcji i wie o tym już każdy. Nawet parę zdań, ale zawsze, gdzie dane postaci zaczynają swą przygodę. Zgadza się. Jest to bardzo oczywiste w przypadku miejsc akcji: na zewnątrz, w przestrzeni powietrznej, w podziemiach i pod wodą, ale jeśli chodzi o opisy wewnątrz, to nie jest już tak łatwo, lekko i przyjemnie. Przyjrzyjmy się zatem, co w trawie piszczy.

Domostwa

Celowo do dzisiejszego wpisu wzięłam ten obrazek jako przykład, bo w moim odczuciu jest on idealny do realiów “Kronik Fallathanu”. Dotyczy sfery wyższej, ale i o zwykłych chałupach ze strzechą także nawiążę. Na wstępie bardzo często zapominamy wspomnieć o pogodzie. Jeśli dana postać przebywa w komnacie, w której są okna powinno się opisać stan pogody. Spytasz się: po jakiego czorta, bawić się w takie pierdoły? Odpowiem: nie tylko dla wiedzy samej postaci, dla której może mieć to znaczenie bo np. chciała udać się po rozmowie z gościem na przejażdżkę konną, a tu pogoda popsuje te plany. Uwiarygadnia to też NPC. Jeśli przybywa posłaniec z wieścią to jego okrycie jest przemoczone. Woda kapie na marmurową posadzkę. Przechodzi inny NPC lub postać, która się spieszy do wyjścia i może się poślizgnąć. Ciąg przyczynowo-skutkowy. Niby pierdoła, ale zawsze może coś się nieoczekiwanego stać. Pada deszcz za oknem? To raczej postać go nie otworzy, by wysłać w taką ulewę kruka z wiadomością. Spytasz się: na co jeszcze zwracać uwagę? Odpowiem: na to by nie przeginać z opisem, bo czasami są takie kwiatki, że głowa boli. Często widać jak bardzo przesadza się z opisem wnętrz, a dokładnie z jego wyposażeniem. Owszem, istnieje szkło i szklane wyroby, ale są one kosztowne. Szasta się nim na prawo i lewo, a czasami nie ma to przełożenia na stan sakwy. Podobnie jest z opisami bibliotek. W każdym domu, siedzibie, a nawet wieżach są biblioteki. Tu też zalecałabym umiar. Rozumiem, że fantasy to fantasy, ale powinno się pamiętać, że co za dużo to nie zdrowo. Na pergamin, skórę, zwoje, mapy, księgi stać było tylko i wyłącznie najbogatszych. W średniowieczu za jedną księgę można było wioskę kupić, taka była równowartość. Księgi są jednymi z najdroższych i ekskluzywnych  towarów. Oczywiście, że przyjmuję w fabule opcję nagłego wzbogacenia się, odkrycia skarbu, podwędzenia komuś majętności w tym właśnie ksiąg, ale regały ksiąg wypełnione od sufitu aż po ziemię w różnego typu opisach są sporym nadużyciem. Zupełnie inaczej też odbiera się takie miejsce, gdy postać zostaje uświadomiona, że taki zbiór to dzieło kilku pokoleń. Wtedy ma to już jakieś logiczne uzasadnienie. Spytasz: o czym się nagminnie zapomina w opisach domostw? Odpowiem: niewielki procent prowadzących sesje opisuje kwestię światła w pomieszczeniach. A jest taki bogaty wybór: od płomieni ognia w kominku, po pochodnie, świece, skończywszy na magicznych kryształach oświetlających wnętrza, a nawet rośliny luminescencyjne, które można wykorzystać do tego celu by było jaśniej. Szczególną uwagę zwracam na to np. w “Złotej Szacie” gdzie pracują krawcy. Nie szyją raczej po nocach przy świecach, bo by szybko oczy “zgubili”. Wykorzystuje się głównie porę dnia do pracy. Co następne – dywany, arrasy, kobierce. Czasami też nie ma w tym umiaru. Wszystko ma swoją cenę. A teraz najlepsze – zastawa. Wielkim plusem jest to, że gracze elegancko operują wyrazami jak “kielich, puchar, misa” itp. Używane są terminy jak “jadło i trunki”, a nie “jedzenie i picie”. Jest ten powiew średniowiecznego klimatu zachowany. Jednak największe zagalopowanie jest w opisach materiałów budowlanych: marmur i granit pogania marmur i granit. Często zapomina się o tym, że głównym budulcem był kamień i drewno. A potem można było wykańczać drogimi materiałami. Z drugiej strony wiem, że mamy tutaj w “Kronikach” trochę miks z różnych epok, renesans, barok (szczególnie jeśli chodzi o bogactwo zdobień siedzib szlachciurów). Ja sama w opisie posiadłości uznałam, że nie chce mieć złotem płynącej siedziby. Postawiłam na kolumny, rzeźby, trofea, malowidła, ekspozycję broni czy pamiątek z podróży. Wydało mi się to nie tylko ciekawsze, bo nadające klimat siedziby, ale takie bardziej “normalne”. Ulubionym motywem są kominki. Robią prawdziwą furorę 🙂 Przydatne, ozdobne. Ciekawa jestem ile osób pamięta, że trzeba wynieść popiół z tych pięknych kominków? Część graczy zapomina także o tym, że są to czasy kiedy nie ma centralnego ogrzewania i że trochę czasu zajmie nim się dane pomieszczenie nagrzeje, no chyba, że napiszemy, że wcześniej służba rozpaliła. W zamkach panował ciągły chłód, stąd przyda się szlachciankom umiejętność “Odporność na choroby”. Miejsca akcji w wewnątrz są za to świetnie opisywane na przykładach karczm. Nie wiem czemu się tak dzieje, ale większość graczy potrafi stworzyć opis gospody na poczekaniu i to całkiem dobrze, z zachowaniem klimatu dawnych czasów. Pewnie dlatego, że motyw gospód często przewija się w grach komputerowych i wizerunkowo graczom utrwala się w pamięci. Przynajmniej przy okazji jakąś korzyść płynącą z gier znalazłam 🙂 Czy coś jeszcze odnośnie pomieszczeń powinniśmy pamiętać? Tak. Wielkość. To są istotne dane, ponieważ różne cuda cudeńka mogą się w fabule wydarzyć. I jeśli np. dana postać musi nagle uciekać czy walczyć to powinno się chociaż w przybliżeniu określić jaka jest odległość od okna, ile jest przedmiotów i jakich po drodze np. stół, krzesła, stojąca zbroja, którą można pchnąć na przeciwnika i zyskać na czasie, czy jest powieszona broń, którą można wykorzystać do obrony itp. Niby pierdoły, ale co do czego, to okaże się w fabule ważne. Coś jeszcze? Tak. Magia. Szalenie ważna rzecz, o której 90% graczy zapomina, a może to czasami uratować życie postaci. Jak kierujemy magiem, nigdy, ale to nigdy nie zapominać napisać, zadeklarować w post o próbie “zeskanowania” otoczenia, szczególnie jeśli pierwszy raz się tam udaje i go nie zna. Wykrycie magii, wykrycie magicznych pułapek – to jest to, co powinno być jak oddychanie. Gorzej, jeśli rzuty się nie wyjdą, ale to już jest inna inszość, jednak przynajmniej macie świadomość, że bardzo dobrze kierujecie swoją postacią. Rozważnie. W sumie to dotyczy każdej postaci, która ma taką umiejętność “Wykrycie magii”, “Wykrycie pułapek” czy “sekretnych przejść” jeśli jest taka możliwość, by nie było później płaczu. Serdecznie zalecam ten nawyk w fabule sobie wyrobić. Zdecydowanie dobrze wypadają opisy chat wiejskich, gdzie dominuje drewno, drewno i drewno oraz słoma. Jedynym grzechem popełnianym to nadmierna ilość pomieszczeń. Chata to nie dworek. Zapomina się o kamiennej podłodze, a raczej klepisku. Zapomina się o insektach czy zapachu zwierząt np. kotów, psów, kur itp. W chatach bardzo uważać na świece, czy palenisko. Jednak tak ogólnie to całkiem dobrze w fabule te ich opisy się prezentują. Mam nadzieję, że ten dzisiejszy wpis przydał się na coś i spojrzeliście na kwestię wnętrz zupełnie innym okiem.

Tradycyjnie zakończę temat cytatem: “Nie możemy kochać domu, który nie ma swego oblicza i w którym kroki są pozbawione sensu.” Antoine de Saint – Exupéry