Droga do Vanthii

Tekst nieznanego pochodzenia 🙂

„Pod zatrutym jabłkiem” wrzawa rzadko cichła. Gościniec prowadzący do Cesarstwa był często zatłoczony i pełen podróżnych, tak więc stary krasnolud Gromir miał wielu gości w swojej oberży przy gościńcu. A znał on historię Cesarstwa jak nikt inny, gdyż z dziada pradziada był mieszkańcem księstwa. Jego przodkowie walczyli z Daakarami broniąc ziem vanthijskich. Wielu wtedy zginęło, a najeźdźca wygranym będąc, kulturę wielką i wspaniałą w niwecz obrócił, niszcząc miasta i paląc wsie. Czytaj więcej

Pożegnanie postaci J`tsi 07.02.2016

Tekst ten jest pożegnaniem z postacią, moim zdaniem bardzo zacnym i poruszającym. Profil autorki. Wrzucam to tutaj żeby nie zaginęło w pomroce dziejów. Mam nadzieję, że nikt mi za to głowy nie urwie ^^

————————————————————–

Trzeciego dnia to oni stali się łowcami, polując na drobną zwierzynę mającą zaspokoić ich głód. J`tsi – choć imienia swego nie zdradziła przez całą podróż – poświęciła sporą część wieczora na odpowiednie przyrządzenie mięsa lemurożarłoków, nacierając je ziołami, a potem dokładnie opiekając je nad płonącym ogniem aż do momentu, gdy soczysta dawka wytopionego tłuszczu spadła w płomienie, powodując dziki syk, a zaraz potem uniósł się zapach pobudzający soki żołądkowe do intensywniejszego wydzielania i odczucia narastającego głodu. Kolacja przy ognisku była na swój sposób interesującym przeżyciem, gdyż czarnołuska samica (a raczej o barwie ciemnej, zgniłej zieleni, jednakże tonację tę mogło dostrzec wprawne oko dopiero w pełni blasku Solimusa) dawno nie miała już kontaktu z jakimkolwiek przedstawicielem jej rasy. Siedząc, opowiedziała mu co nieco o sobie, imię swoje jednak zostawiając okryte woalem tajemnicy.

Czytaj więcej

Konstytucja Cesarstwa 05.05.2008

Ten tekst już nie pamiętam w jakich okolicznościach powstał, autorem pewnie jest Zaxos ^^

——————————————————

I .Cesarstwo

„Problem charyzmatycznych postaci polega na tym, że nawet barwa ich głosu potrafi wepchnąć w bezmiar otchłani ich idei i na zawsze zmienić świat. To tacy wodzowie budują i zmieniają świat. Gdy przemawiają nie ma się wyboru, trzeba ich słuchać.”
Z „Wielkie Myśli i małe obserwacje”
pióra Zaxosa, Hobbickiego Barda. Czytaj więcej

Kodeks Inkwizycji 31.05.2006

Kiedyś RK nazywało się Inkwizycją, jako iż był jeden kraj zwany Fallathanem więc mogli działać także fabularnie w całym jego obrębie.Poniższy tekst jest fabularną wersją regulaminu Inkwizycji. Wszystko wtedy było beczniejsze xD Autorem już nie pamiętam kto był ale możliwe, że Inkwizytor w glanach bo był aktywny w tym czasie ^^
———————————————————-
Jesteśmy Fallathańskim oddziałem Inkwizycji. Jest nas niewielu, lecz działamy szybko i sprawnie na całym terenie tej krainy. Nie.. Nie jesteśmy jakimiś fanatykami, co by tylko stosy podpalali. Nie obchodzi nas twa wiara i przekonania, lecz tylko to czy jesteś wierny Królowi Thoranowi i jego prawom, którymi to nas w swej łasce obdarzył. Czy jesteś dobry czy zły to nie ma znaczenia, jak i cele, którymi się kierujesz. Jeśli czytasz me słowa to znak, że albo jesteś ciekaw tego ile możemy lub chcesz do nas wstąpić. Do oddziału Fallathańskiej Inkwizycji. W skrócie do Najemników Królewskich. Lecz po kolei… Nie śpieszmy się… Mamy czas…

Oto nasze zasady, którymi się kierujemy:

Ogólne:

1.    Z woli Króla Thorana pilnujemy prawa i spokoju na ulicach Vanthii. Każde przestępstwo związane z zachowaniem w karczmie bądz poza nią [klimatyczność, obraza, reklamy itp.] zostanie surowo ukarane. Wszelkie wypowiedzi w karczmie i listy są brane pod uwage…
2.    Sprawy niejasne lub, w których występują niejasności zgłaszamy do sędziego by osądził od ręki.

Zasady proste… Prawisz herezje i stajesz przeciwko mnie… inkwizytorowi

Dla Inkwizytorów:

1.  Udowodnione dowodami nadużycia władzy będą surowo karane z ręki Króla.
2.  Sami wymagamy to i od nas wymagać muszą… Jakiekolwiek złamanie prawa przez, któregoś z Inkwizytorów będzie sądzone przez Sędziego Najwyższego, a i dowody solidne być muszą.
3.  Dowody na popełnienie przestępstwa zdobyte być muszą drogą legalną. Nie ma szpiegostwa.
4.  Jeśli ktoś poza Sędzią Najwyższym, Księżnymi lub Królem zażąda okazania dowodów na popełnienie zbrodni przez osadzonego Inkwizytor nie ma prawa mu go okazać. Ochrona donosicieli i pokrzywdzonych.
5.  Jeśli Inkwizytor lub jakby go nie nazwać – Najemnik złamie prawo i osadzi kogoś, za co nie powinien być osadzony lub na zdecydowanie zbyt długi okres lub złamie, którąś z innych zasad (np. nadużycie) i powtórzy się to tylko raz – dostaje nagane. Za drugim razem w krótkim odstępie czasu wniosę o jego wydalenie

Prawo może ulec zmianie za sprawą Króla Thorana i za jego zgodą, lecz tylko w sytuacji tego wymagającej.

Chcesz zostać jednym z nas? Musisz spełnić kilka warunków.

1.    Być czysty jak łza wedle prawa. Można darować jak ktoś kiedyś spytał się o coś gdzie nie trzeba raz… Ale nic cięższego. Każdy przecież kiedyś błądzi.
2.    Musi posiadać wyrobioną reputacje. Nie może to być osoba uznawana przez większość społeczeństwa za nieuczciwego szubrawce lub łgarza.
3.    Musi podać umotywowanie swej kandydatury.
4.    Musi wykazać się znajomością prawa.
5.    Oficjalna decyzja o przyjęciu kandydata do Inkwizycji należy do wąskiej grupy osób. Zaakceptować ją muszą: Kanclerzy, Książąt, Króla i Inkwizycji
6.    Przez pierwszy tydzień będę sprawdzał pracę nowego członka oddziału. Jeśli w tym czasie zobaczę jakieś matactwo to wniosę o usunięcie.

Decyzja, co do odwołania danego Inkwizytora należy tylko do Thorana, gdyż to on nas najął.

Rangi wedle kolejności, co do znaczenia w hierarchii:
1)    Dowódca Najemników ( Inkwizycji ) – Jest to dowódca Inkwizycji na terenie Vanthii. Tu wspomnieć należy, iż nazwa Inkwizycja jest tylko umowna, gdyż wszak jesteśmy oddziałem najemników zajmującym się ściganiem przestępców. Pełni on role przedstawiciela Inkwizycji oraz do niego to zgłaszają się chętni o dołączenie do organizacji. Jemu to zgłaszać też muszą raporty „Łowcy Renegatów” punktualnie, co tydzień… (Ma prawo do nakładania kary lochu jak i do wyżej wymienionych już funkcji, może też wdawać pozew do sądu)
2)    Łowca Renegatów – Ma prawo do osadzania przestępców w lochu bez kaucji, lecz wedle obowiązujących praw, które to już wymienione zostały. Co tydzień składa raport Dowódcy Eskadry i gdy występują nieścisłości to on pierw informuje o nich swego przełożonego.

Najpowszechniejsze przestępstwa i kary:

Klimat: dzień lochów, jeśli notorycznie to dwa…
Obrazy i obelgi: dwa dni lochów, jeśli notorycznie mimo ostrzeżenia to cztery…
Reklamy innej gry mimo ostrzeżenia: 3 dni lochów…

Nasze motto: „Nie obchodzi mnie czy jesteś dobry czy zły… Mam gdzieś twe cele… Byle byłbyś uczciwy, a tyle mi starczy.”

Vani – rasa premiowana – 14.10.2010

Rasa ta nigdy nie weszła do gry ze względu na to, że były lepsze propozycje (choć ta dotarła do 2 tury konkursu na rasę premiowaną). Warta jednak wspomnienia ? Projekt zawierał jeszcze alfabet ale go usunąłem. Autorką jest Chochliczek.

———————————————————-

Raport Tenau
Sferrum zwane Vanilene
4520 lat przed czasem Fallathańskim

„I powstało kolejne sferrum, które cieszy nasze oczy. Dużo tutaj zielonej roślinności, zwierząt. Pojawiła się także rasa rozumna. Mieszkają w lasach, chociaż nie są zacofani. Łączą ich więzy. Rodzina jest u nich największą wartością. Potrafią porozumiewać się ze zwierzętami. Przypuszczamy, że jest to pozostałość po tym jak sami byli zwierzętami. Na ich pochodzenie wskazuje fakt, że posiadają rogi niczym kozły górskie. Niektórych rogi są zakręcone, a niektórych proste niczym poroże. Czytaj więcej

Khavirowie – rasa premiowana – 06.11.2010

Rasa ta nigdy nie weszła do gry ze względu na to, że były lepsze propozycje. Warta jednak wspomnienia 😉 Nie pamiętam jednak kto był autorem a nie ma tego w opisie :/

—————————————————–

HISTORIA

Ciężko doświadczeni przez los, nie patrzymy się za siebie… idziemy dalej z podniesionymi głowami – fragment khavirskiej pieśni, autor nieznany.

Początki tej rasy nie są dokładnie znane, zwłaszcza, że Khavirowie dość późno zaczęli spisywać swoją historię – po prostu przekazywali ją ustnie w postaci pieśni. To sprawiło, że wiele ważnych wątków zginęło w mrokach dziejów, a część zachowała się w postaci legendy, którą trudno brać na poważnie. Niemniej, warto przytoczyć jej najważniejsze fragmenty. Czytaj więcej

Smok Harold – życie i twórczość

Smok Harold jest postacią dość niecodzienną i dokładnie taką miał być. Nie od razu został NPCkiem, na początku został wymyślony (przeze mnie, Thorana, ID 1, Admina) tylko na potrzeby wydarzenia, które w karczmie miało się odbyć. Nie pamiętam już dokładnie co to było, jakieś urodziny czy coś innego. W każdym razie, żeby wprowadzić trochę luzu wymyśliłem, że wpadnie do karczmy smok, którego ślina będzie powodować wyrastanie penisów na czole a nacieranie rzepą będzie je usuwać ^^ Okazało się też w toku rozgrywki, że smok wcale groźny nie jest… W sumie tego nie planowałem, chciałem początkowo żeby smok zrobił burdel ale niestety nie udało się. Smok okazał się łagodny a do tego uwielbiał landrynki malinowe. Tyyylko, że okazywał radość liżąc po czołach xD

Chyba podczas tego wydarzenia, żeśmy z Leśną kuną (Saurusem) podpieprzyli ławę z karczmy i uciekliśmy do swojej kryjówki w Kryjówce Banitów  ^^ Niestety spaliliśmy ją, żeby się ogrzać i nie pozostała po tym żadna pamiątka. (EDIT: jak się okazuje to nie podczas tego wydarzenia, tylko podczas remontu karczmy Ebiego ^^)
W każdym razie po całym wydarzeniu smok na tyle zapadł w pamięć graczom, że zaproponowali by dodać go do karczmy na stałe i tak też się stało. Smok siedzi sobie w specjalnym miejscu w ogrodzie Euzebiusza. Można go odwiedzać i częstować malinowymi landrynkami, lubi to ^^

Z czasem pojawiły się głosy by smoka z karczmy usunąć bo jest niepoważny ^^ Ale czy wszystko musi być poważne?

A dlaczego Harold? Wszystkie wymyślone zwierzęta nazywam Harold (niewymyślone też :P), tak samo nazywał się koń Thorana, z którym ramię w ramię walczył pod Solinde rzucając rzepą w przeważające siły wroga. True story.

Smok Harold doczekał się także uwielbienia w postaci trunku, który bardzo fajnie oddaje istotę samej postaci xD Opis znajdziecie na wiki.

Banda Czarnego Wilka – historia ~2009 r.

BCW to była jedna z bardziej znanych organizacji dawnych czasów 😉

————————————————-

Stary, pomarszczony dziadek o głowie pokrytej siwymi włosami mlasnął z niejakim uznaniem, wychyliwszy ostatni łyk polewki. Otarł usta rękawem znoszonej koszuli i zamrugał kilkakrotnie w kierunku zgromadzonej dookoła tłuszczy, jakby dziwił się że nadal tutaj są. Odkaszlnął dla dodania sobie animuszu i rozejrzał się po twarzach zebranych w izbie ludzi: chłopów, mieszczan, jakowyś awanturników a nawet szlacheckiej pary siedzącej demonstracyjnie daleko od reszty.
-Taaa…dobra była ta polewka, nie powiem!
-Ty nie o polewce bajajcie, dziadku!
Zniecierpliwił się drwal Odrzywąs, krzyżując na piersi mocarne przedramiona, kilku chłopów pokiwało twierdząco głowami.
-Ah tak, dobra…to o czym ja miałem mówić?
-O Bandzie Czarnego Wilka, dziadku.
-Ahh…racja.
Siedzący na uboczu szlachcic parsknął lekceważąco, patrząc w bok gdy skupiło się na nim kilka spojrzeń.
-Dalibyście spokój…wszak to bajka dla niegrzecznych bachorów, a nie prawda.
-Gówno się znacie, panocku wymuskany! Mój tatko, niech mu ziemia lekką będzie, opowiadał jak na własne oczy widział ichnią bandę gdy w Romen-Dorze bywał!
-Tedy twój ojciec równie głupi był jak i ty, pastuchu.
-A w mordę nie chcesz, paniczyku chędożony?!
Kiedy już miało zacząć się mordobicie, Odrzywąs huknął wielką jak bochen chleba pięścią w blat stołu, aż echo rozeszło się po całej karczmie.
-A zawrzyjcie gęby obaj, bo jednemu i drugiemu przypieprzę! A wy mówcie, dziadku.
Staruszek, wielce kontent z ciszy jaka nagle zapanowała, spojrzał wymownie na kufel w którym poniewierały się smętne kłębuszki piwnej piany. Siedzący na zydlu karczmarz zrazu ruszył ku szynkwasowi i po chwili wrócił, stawiając pełne naczynie przed dziadkiem. Ten zadowolony jeszcze bardziej, odkaszlnął raz jeszcze i upiwszy łyk piwa, rozejrzał się po twarzach słuchaczy.
-Słusznie rzecze ów dobry człek, bo i prawdą najprawdziwszą była hanza banitów, co się wołała Bandą Czarnego Wilka. Swego czasu byli oni prawdziwym postrachem traktów i lasów okalających Romen-Dor…różnie o nich mówiono. Jedni rzekli, iże były to łotry i mordercy bez czci i wiary, którzy za kilka miedziaków gotowi byli puścić z dymem całe sioło. Inni zaś, że to niegdysiejsi członkowie rebelii którzy ukryli się w lasach przed ścigającymi ich rojalistami, jeszcze za czasów Harfiarzy i powstania Romen-Doru. Jeszcze inni, że to szlachetni wojowie którzy niczym Hobin Rood, okradali bogatych i rozdawali biednym…we wszystkim było ponoć ziarno prawdy. Wiadomym jest, że owi banici na długo zapadli w pamięci żołnierzom królewskiej armii…ich buta i arogancja nie znała granic, podobnież jak brawura i fantazja. Za nic sobie mieli królewskie zakazy i nakazy, śmiali się w twarz miejskim urzędnikom a wielu łowców nagród którzy podążyli ich śladem, nigdy już nie powróciło…
Dziadek zrobił krótką pauzę, upił kilka łyków piwa dla zwilżenia gardła. Z zadowoleniem dostrzegł na twarzach słuchaczy zainteresowanie…gdy już się tym nasycił, wznowił swoją opowieść.
-Zaiste, dziwna to była hanza i z nieprzeciętnych osobistości się składała. Był wśród nich Raul Cervantes, kawalerzysta który mimo iż nikczemnego był wzrostu, udowadniał że nie należy go lekceważyć…ani jego, ani jego szabli którą władał niezgorzej aniżeli niejeden fechmistrz. Był też Grefo, iście zaskakujący osobnik, krasnoludzki mag którego skąpstwo i miłość do pieniędzy nie dorównywała jednak walecznej duszy, hartu ducha jak i magicznym umiejętnościom. Nominis…plotki mówiły, iż był to mnich który zbiegł z klasztoru, osobnik tajemniczy i małomówny. Wiadomym jednak było iż za sprawą jego dwóch mieczy wiele głów spadało na bruk, a jego wytrwałość i lojalność sprawiły iż stał się najbardziej zaufanym banitą wśród Bandy. Beregond Ravenclaw, wychowany w głuszy tropiciel dzięki któremu Wilki nie raz uniknęły szykowanych na nie zasadzek, którego odwaga i upór były po stokroć mocniejsze od jego tarczy. Eboneth… elfi fechmistrz, który ponoć przybył z krain odległych od Fallathanu o lata drogi. Osobnik był to małomówny i tajemniczy, lecz jego spokój i opanowanie przywracały Wilkom nadzieję nawet w najtrudniejszych chwilach.
Dziadek urwał, upił kilka kolejnych łyków piwa i zamilkł marszcząc czoło, jakby coś sobie przypominał. Po dłuższej chwili wznowił kiwając sennie głową.
-Roneth Mac Airem, słynący z zamiłowania do piwa i gorzałki krasnolud z krwi i kości który powalał wrogów swym potężnym toporem, co był ponoć równie ciężki jako dowcip jego właściciela. Khazador, kolejny przedstawiciel brodatej nacji…mówiono o nim, że jest niespełna rozumu jednak przeczyły temu wspaniałe zbroje i bronie które wyszły spod jego kowalskiego młota. Hazar…plotki mówiły, iż był to wygnany z kolegium cienia czarnoksiężnik, jeszcze inne iż był to ukrywający się nekromanta. Wiadomym jednak było że jego umiejętności magiczne oraz nieprzeciętna inteligencja niejednokrotnie pomogły wykaraskać się Wilkom z sytuacji, zdawałoby się, bez wyjścia. Argon De`Sanser…zaiste, ciekawa była to postać. Jedni mówili, że został wyklęty przez swoją rodzinę a mimo to obnosił się rodowym nazwiskiem. Inni, że opuścił ją dobrowolnie i zbratał się z Bandą. Wiadomym zaś było, iż był to w połowie człek w połowie mroczny elf korzystający z zakazanych dziedzin magii. Gunnor…awanturnik w całym tego słowa znaczeniu. Pyskaty, arogancki i absolutnie nie uznający żadnego autorytetu…powiadają, że jego niewyparzony język niejednokrotnie wpędził Bandę w kłopoty, acz znacznie częściej za jego pomocą załagadzano konflikty.
Blenheim Blenckert…przybyły z odległych, gorących krain minstrel słynący z trzech rzeczy: przesadnej pewności siebie, zamiłowania do kobiet i trunków, ale i niezwykłej waleczności i pogody ducha. Irwiell Volgrin…jedna z niewielu niewiast z tej hanzie, elfka niezwykle urodziwa i zdawałoby się że nijak nie pasująca do bractwa banitów. A jednak wielu doświadczonych wojów przekonało się na własnej skórze, że pozory potrafią być bardzo mylące….Kasja. O Kasji, jak znam życie, niejeden z Was słyszał…nie? Cóż to za zapadła…a mniejsza z tym. Sroka, tak ją wołano…półelfka o nieprzeciętnej urodzie. Zdawałoby się, że jak każda kobieta nie nadaje się na bandycki ani nawet wojacki styl życia…wkrótce jednak było o niej głośno w całych krainach. Opowiadano iż jej hart ducha, wytrwałość w dążeniu do celu oraz waleczność zjednywała Wilki w najcięższych chwilach. Inni powiadają, że to wszystko zawdzięczała swej zaskakująco ciężkiej ręce i mosiężnej patelni którą władała z nie mniejszą wprawą aniżeli zaklęciami. Mówią też, że była to najbliższa sercu osoba dla Bonharta Svartrasände, który to zował się Czarnym Wilkiem, i hersztem Bandy został. Norsa z odległej, mroźnej Północy który zjednoczył banitów i prowadził ich w bój…i jak powiadają, przyczynił się też do ich upadku, co nigdy nie zostało mu wybaczone. Pewnego dnia po prostu odszedł…jedni mówią, że skoczył w otchłań morza. Inni, że w końcu zawisł na stryczku…był jednak ktoś, kto zdawał się trafić najbliżej tarczy…
Starzec westchnął i z żalem dopił resztkę piwa, i powoli odstawił pusty kufel na blat. Powiódł zmęczonym spojrzeniem po słuchaczach, po czym spojrzał w kierunku okna, które wypadało na Północ.
-Powiadali, iż ruszył do swej ojczyzny…Norski.

———————————————–

Tekst podrzucił Nominis.

Rasa Unita 14.09.2009

Autorski projekt rasy Thorana i Sarvite. Dość szybko wypadła z gry ze względu na brak zainteresowania twórców ^^

————————————-

Historia rasy

Na początku był Bezmiar, który przytłaczał swą pustką i wielkością. Stan ten nie trwał jednak wiecznie. Wraz z otwarciem Bram światów, do Bezmiaru Dostały się potęgi, które na zawsze zmieniły jego charakter i cel. Od teraz targany był nieustającą walką, rzeki wrzącej energii wypełniły jego puste dotąd przestrzenie. Jednak był to początek zmian, dzięki Potęgom Bezmiar stał się siedliskiem żywych istot, które zaczęły badać jego naturę oraz przeznaczenie. Potęgi przyniosły też ze sobą Mgławicę, która stała się symbolem życia, tworzenia oraz nietrwałości.

Wraz z zamknięciem Bram Światów, Potęgi zostały pozostawione same sobie, zostały też odcięte od źródła energii, która zasilała ich wieczną wojnę. Musiały szukać innej drogi pozyskania mocy z Zewnętrznego Wymiaru. Poznały metody kształtowania się Mgławicy, przedarły się do niej dzięki istotom zrodzonym z ich woli i posiadły wiele Światów zwanych Sferrum. Dzięki sługom otrzymywały energię wprost z Zewnętrznego Wymiaru, która płynęła nieprzerwanym strumieniem wiary, ponieważ to wiara otwiera drogę do Zapomnianego Świata. Od tej chwili różne Sferrum były testowane przez Potęgi oraz przejmowane przez ich wyznawców. Widząc to Ajshos postanowił zmienić zasady. Ponieważ to on rozdzielał dusze oraz wybierał istoty obdarzone inteligencją postanowił stworzyć istotę, która stanie się elementem Sferrum takim samym jak Barrum czy Luminus. Jednak pozbawiony mocy sprawczej mógł tylko kształtować podległą mu energię. Stworzył on więc duszę, która posiadała specjalne umiejętności oraz była wyjątkową bramą łączącą Sferrum z Zewnętrznym Wymiarem. Duszą tą Ajshos obdażał kilka istot na Sferrum, przez co stawały się one strażnikami wiary, pilnowały aby równowaga będąca domeną Mgławicy nigdy nie została zachwiana. Ajshos nazwał swój twór Unitą aby podkreślić jego charakter oraz przeznaczenie. Na odpowiedź Potęg nie trzeba było długo czekać. Aby zniszczyć równowagę stworzyły one potwora, który posiadał moc wchłaniania energii, nazwano go Gluonem. Gluon nie był potworem w dosłownym tego słowa znaczeniu, nie posiadał też materialnej postaci, najczęściej jest przedstawiany jako bezkształtna masa, jednak nie to jest jego prawdziwa natura. Jest on stworzony po to by wypaczać oraz niszczyć to co stworzyła energia Mgławicy. Gluon jest chorobą, która może zaatakować każdego, zmienia ona wtedy istotę w okropnego potwora, którego pokonać można tylko za pomocą broni pochodzącej spoza Bezmiaru. Jedyną taką broń posiada Unita. Obdarzony specjalnymi mocami Unita jest w stanie odkryć prawdziwą naturę Gluona, a dzięki swej wiedzy może pokazać drogę jego pokonania rasom zamieszkującym Sferrum. Unita mimo swego pozawymiarowego pochodzenia nie może zabić potwora, może to zrobić tylko istota posiadająca prawdziwą Ajhos (dusza), nie zmodyfikowaną przez Ajshosa.

JEDNE Z NIELICZNYCH OPISÓW DZIAŁANIA UNITY ZACHOWAŁY SIĘ

W STAREJ BIBLIOTECE ŚWIĄTYNNEJ:

Jesień 1270 roku

Cesarskie Inkwizytorium donosi o pewnych dziwnych istotach, którym towarzyszy jasna poświata. Próby schwytania odmieńców spełzły na niczym, są nieuchwytni tak za dnia jak i w nocy. Dziwna aura wokół nich sprawia że stają się niewidzialni, nikt nie jest w stanie powiedzieć skąd się wzięli i jakie są ich zamiary. W związku z ich obecnością wzmocniono ochronę Cesarza obawiając się ataku, dziwne zdolności przybyszy przypominają sztuczki skrytobójców.

Rok 1325 zapiski Derkoda Daakarskiego wróżbity

Miałem dziwną wizję… Trochę boję się o tym pisać ponieważ ciągle mam nadzieję, że to co widziałem nie było prawdziwe…. Czarna noc zalała wszystkie kraje od wschodu po zachód, czarne słońce wzeszło na horyzoncie. Dzień nigdy już nie nastał. Wśród mroków poruszały się czarne jak smoła postacie, koszmarnie zdeformowane, przypominające zmutowane zwierzęta lub ludzi. Każdy kto stanął na ich drodze ginął. Zaleli oni wszystko, wznieśli dziwne budowle, zaczęli odprawiać modły ku swym mrocznym Bogom. Nie ostało się nic co zna człowiek, nie przeżył nikt….

Rok 4205 Brag poszukiwacz przygód

Był ogromny. Dorównywał wielkością Trolowi górskiemu. Całe jego ciało pokryte było bąblami i śluzem, z jego ust wydobywał się ciągły charkot jak gdyby próbował złapać powietrze wypełnionymi wodą płucami. Do końca życia nie zapomnę tego okropieństwa. Zupełnie jak wyjęty z koszmaru. Mam szczęście że uszedłem z życiem, ogromne szczęście…..

Brag zmarł dwa dni później w wyniku otrzymanych obrażeń, stracił nogi, tylko dzięki szczęściu i ogromnej sile woli udało mu się przeczołgać w rozpadlinę gdzie znaleźli go poszukiwacze złota. Odniesiony rany nie zostały zadane przez znane mi zwierze.. Nie wiem co to mogło być.. Może jego przedśmiertne słowa są prawdziwe? Chciała go pożreć ciemność….?
Lekarz z Adenburga

RYTUAŁ DOJRZAŁOŚCI OPISANY NA PODSTAWIE HISTORII NECHTANA

– Już czas – donośny głos rozległ się w obszernej sali, rozchodząc na wszystkie strony, wciskając w każdy zakamarek. Podniosłem głowę by spojrzeć na kapłana, który stojąc nade mną wpatrywał się we mnie swoimi bladoniebieskimi oczyma.
– Nie spieszy mi się – pomyślałem wyzwalając gniew, po chwili jednak przełamałem swoją wolę i podniosłem się z ziemi na której przez ostatnie kilkanaście godzin kazano mi leżeć. Skinąłem głową kapłanowi – Prowadź – wskazałem na drzwi. Ten bez zbędnych ceregieli ruszył ku wyjściu prowadząc mnie na spotkanie mojemu przeznaczeniu.
Nigdy nie byłem religijnym człowiekiem. Zawsze omijałem błaznowate przedstawienia jakie urządzali w swoich świątynia kapłani i klerycy. Nie bawiło mnie bezsensowne tracenie czasu na rzeczy, które z mojego punktu widzenia były tylko sposobem na zmanipulowanie i wycyckanie ze złota poczciwych ludzi, do których się zaliczałem. Czy aby na pewno? Naprawdę byłem zaskoczony gdy wczoraj natknąłem się na jednego z kapłanów, to był jeden z tych …. “poszukiwaczy”. Ubrany na czarno, z przesłoniętą kapturem twarzą. Ci ludzie nie zaczepiają nikogo bez potrzeby, aż ciarki mi przeszły po plecach gdy jeden z nich wskazał mnie palcem na ulicy. Od razu pochwycili mnie jego klerycy, którzy zawsze w kilku pałętają się przy “poszukiwaczach”. Nie stawiałem oporu. Może to właśnie czują ludzie, którzy idą na pewną śmierć ale czulem i czuję spokój. Jest on bardzo silny… hm w każdym razie nigdy się tak nie czułem. Nawet teraz idąc ciemnymi korytarzami za kapłanem Isgariotha nie czułem niczego prócz spokoju i pustki. Być może moje jestestwo pogodziło się z tym co ma nastąpić, być może…. .
Doszliśmy w końcu do zdobionych, metalowych drzwi. Drwiący uśmieszek pojawił się na mojej twarzy. W życiu nie uda mu się tych drzwi otworzyć, spojrzałem na cherlawego kapłana ukradkiem. Był ubrany w bialą szatę, jak wszyscy kapłani Boga światła, jego chude ciało mimo swej małej masy jak gdyby ciążyło mu, przyciągając go do ziemi. Nie mógł być stary, ale mimo to wydawał się się strasznie zmęczony, jedynie skrzące oczy zdradzały potężną inteligencję oraz mądrość.
– Drzwi musisz otworzyć sam – odezwał się kapłan odwracając do mnie. Uśmieszek automatycznie zszedł mi z twarzy jak zmyty wiadrem zimnej wody – To będzie twoja pierwsza próba, nie mogę iść z tobą dalej – pozwolił by jego słowa dotarły do mnie i znowu zaczął mówić patrząc mi w oczy – Zostałeś wybrany by stać się naczyniem, jeśli okażesz się godnym uzyskasz ogromną moc, jeśli zaś nie…. stracisz wszystko. – westchnął, przez chwilę zdawało mi się że miał na myśli kogoś innego, ale to pewnie tylko złudzenie ponieważ po chwili oczy prawie że zapłonęły mu ogniem – Ruszaj Nechtanie, niech Isgarioth nada twemu życiu sens… sens który do tej pory odrzucałeś!! – wskazał mi ręką drzwi i zamilkł ostatecznie. Jedynie chrapliwy oddech i świdrujące spojrzenie zdradzało oznaki życia. – Stary zamienił się w posąg – westchnąłem i pchnąłem drzwi. O dziwo ustąpiły bez problemu. Nie były ciężkie, co dziwniejsze … chyba ich wcale nie było. Tak samo jak i nie było też mnie. Po przejściu przez próg poczułem jak moje jestestwo szarpane jest na drobne kawałeczki. Nie było miejsca ani czasu. Cholerni kapłani, wiedziałem że składają ofiary z ludzi swoim chorym Bogom……….!!!!!!

Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Gdzie jestem? Nie mogę się ruszyć! Skup się człowieku! Otworzyć oczy, tak to jest dobry pomysł. Tak, dokładnie, najpierw jedna powieka potem druga. Udało się. Wszystko wirowało przez chwilę aż w końcu wzrok przyzwyczaił się do światła i skupił na twarzy, która wisiała nade mną. Ty zdradziecki…..!!! Co? Kapłan nachylił się nade mną coś mówiąc. Podniósł moją głowę i nalał mi wody na spękane usta. Co tu się dzieje? Próbowałem poruszyć głową ale nie mogłem. Zwymiotowałem, na szczęście kapłan przechylił moją głowę na bok tak żebym się nie zadławił. Nagle moje uszy ożyły, wszystkie dźwięki otaczającego mnie świata uderzyły ze zdziesieciokrotnioną siła. Nie mogłem się ruszyć, nie mogłem ich zasłonić. Zacisnąłem tylko powieki. Chciałem umrzeć, zniknąć byle tylko nie słyszeć! Nagle wszystko się urwało. Otworzyłem oczy. Kapłan uśmiechnął się do mnie pokazując spróchniałe zęby, chyba naliczyłem osiem. Uśmiechnąłem się w myślach do siebie. Za dużo świątynnego żarcia i picia gagatku.
Kapłan znowu podniósł mi głowę dając się czegoś napić. Było okropnie gorzkie a moja świadomość chwilę po wypiciu znowu odpłynęła z ciała.

Pięć lat później:

Przeżyłem. Zmieniłem się, ale nie tylko wewnętrznie. Moje cialo zmieniło się także…. czuję się mocniejszy, sprawniejszy. Wchodząc pięć lat temu do świątyni nie pomyślałbym że wszystko obierze taki kierunek. Dzisiaj… dzisiaj wiecznie w drodze. Ciągle na koniu przeczesuje Fallathan w poszukiwaniu złego. Stalem się gorliwym wyznawcą Pana Światła, może nawet nadgorliwym. Mój miecz służy teraz słusznej sprawie! Co się stało w świątyni? Żadne słowa nie będą nigdy w stanie tego opisać. Nikt nie zagrałby na instrumencie tak by opisać to co się tam wydarzyło. Z resztą. Nie ma to teraz znaczenia. Dzisiaj prowadzi mnie Isgarioth i jego święte prawo. Plugastwo musi zostać zniszczone i spalone ogniem!!

RYTUAŁ DOJRZAŁOŚCI OPISANY NA PODSTAWIE HISTORII LEVII

Wybrana. Jedna z opiekunek, strażniczek świata. Unitka. Limia powoli osunęła się na ziemię. Najpierw na kolana, następnie podparła się rękoma… Umierała. Wiedziała to. Wiedziała to ona i wiedział to Gluon. Poniósł porażkę. Ona doprowadziła do niego tych którzy władni byli dokonać jego żywota. Nim jednak to się stało musieli stoczyć walkę. W trakcie tej właśnie walki ona otrzymała śmiertelny cios. Klinga która dosięgnąć miała kogo innego cios skupiła na niej. Nie mogła pozwolić by drużynę osłabiono. Mgła powoli zaczęła zasnuwać jej wzrok. To koniec. Czy aby na pewno? Na zbroczoną krwią wojowniczki trawę upadło jej ciało. Ostatkiem sił obróciła się na plecy by po raz ostatni ujrzeć niebo. Gdyby ktoś w tym momencie skupił na niej spojrzenie widziałby jak srebrzysta mgiełka niby opar jakiś unosi się z jej ciała, jak ajhos oddziela się by poszukać innego wojownika, który wybranym jest by chronić to sferrum.

Śniło jej się że widzi czarną masę zalewającą powoli wszystko mrokiem. Ludzie uciekali w panice a wszystko co stanęło ‘ciemnej sile’ na drodze ginęło natychmiast. Nagle dosłownie zauważyła jeźdźca na koniu. Światło od niego biło rozpraszając mrok. Miał ze sobą kilku wojowników, którzy natychmiast ku niebezpieczeństwu ruszyli. W tym właśnie momencie owy jeździec obróciła głowę w jej stronę…
Levia usiadła na posłaniu gwałtownie, cała zlana potem. Powoli uniosła dłoń i otarła czoło.
– To tylko sen… – Mruknęła do siebie lecz już nie położyła się spać. Kilka dni później sen wrócił. Nie był jednak dokładnie taki jak poprzedni. Tym razem jakaś osoba wędrowała po lasach i górach prowadząc za sobą grupę wojowników. Przy jaskini jakiejś doszło do walki. I znów przewodnik nie brał w niej udziału. Znów odwrócił się i spojrzał na nią… i znów obudziła się zlana potem.
Z każdym kolejnym dniem coraz częściej nawiedzały ją dziwne sny i w każdym działo się to samo. Jakaś postać prowadziła wojowników w różne miejsca w których czekała bezkształtna masa którą mieli zabić.
Ścieżki losu niezbadane są. Młoda dziewczyna żyjąca sama w lesie siedziała na pniu powalonego drzewa. Za plecami miała swój dom. Las. Tam żyć potrafiła, z tym lasem się zżyła. Najmniejszy dźwięk odróżniała i najmniejszy ślad znaleźć potrafiła. Młody jej wiek był. Niespełna 18 wiosen sobie liczyła. Wiek to jednak taki iż w życiu nęci coś, woła i ciekawi. Nigdy nie była wierząca. Teraz jednak z całych sił starała się zrozumieć wiarę innych. Co skłoniło ich do wiary? A może warto poznać te ich bóstwa? Może oni znają odpowiedź na nurtujące ja pytania? Co znaczą te sny? Ostatnio nawiedzające ją co noc przybierały na sile. W ostatnim zdarzyło się coś dziwnego. Zobaczyła twarz przewodnika. Z namysłem powoli ruszyła w stronę Azeloth w poszukiwaniu świątyni i kapłanów. Może oni znają odpowiedź na dręczące ją pytania?
Podróż do samego miasta nie trwała długo. Niebawem dziewczyna przekroczyła jego mury a tym samym zbliżyła się do swego przeznaczenia. Podróż jednak sprawiła iż Levia potrzebowała odpoczynku. Wynajęła pokój w jakiejś gospodzie i z myślą o planach na dzień następny udała się na odpoczynek.

To był dzień jak każdy inny. Tak przynajmniej mogło się wydawać osobom które nie znały jego przebiegu. Kapłan Najwyższy Świątynny udał się na modlitwę. Medytację czy jak kto woli rozmowę z bogiem. Siedząc jak zwykle na kamiennej posadzce świątyni oddał się modlitwie i medytacji. W umyśle powoli kształtował się obraz kwiecistej polany w środku lasu. Słowa modlitwy szeptane przez kapłana z lekkim szumem rozchodziły się po polanie odbijane przez echo. Zdawać mogłoby się że jakaś siła przeniosła starca do innej krainy, że duszą przeniósł się gdzie indziej pozostawiając tym samym swe ciało w innym świecie. Wiele już takich podróży w swym życiu przeżył więc i ta nie wydawała mu się niczym nadzwyczajnym. Miejsce do którego się przeniósł zdawać mogłoby się zwykłym zagajnikiem jakich wiele na ziemiach Fallathanu gdyby nie fakt że nie był na niej sam. Widział sylwetkę wojowniczki upadającej na ziemię. Widział jak umiera i… jak ajhos uchodzi z niej. Po raz pierwszy nie był w swojej wyobraźni w tym ulotnym świecie sam. Medytacja przerodziła się w przekaz, wizję mającą mu wskazać co czynić powinien. – Znajdziesz tę która duszę wojowniczki w sobie nosi. Tę której przeznaczeniem jest chronić te ziemie. Wysłałem ją do Ciebie. Będziesz wiedział. – Usłyszał słowa które dobiegały do niego zewsząd. Nie widział osoby która do niego mówiła. Wiedział jedynie że bogowie raczyli do niego przemówić i ich wolę należy wypełnić.
Kraina rozmazała się przed oczami Kapłana który gwałtownie został przywrócony do rzeczywistości. Siedział jeszcze chwilę nieruchomo a w uszach wciąż dźwięczały mu słowa które usłyszał.
– Będę wiedział… – Powtórzył cicho niczym echo po czym podniósł się z posadzki i ku drzwiom ruszył by w spokoju przechadzając się po ogrodzie przemyśleć wizję jaką go obdarowano. – Spełnię boską wolę i uczynię z niej unitkę. – Drzwi zamknęły się za nim z lekkim trzaskiem.
Dzień później Dzień spokojny i słoneczny był toteż Mędrzec w spokoju rozmyślając nad powierzonym mu zadaniem po ogrodzie się przechadzał. Nagle zatrzymał się obserwując zjawisko jakie pierwszy raz w życiu jego miejsce miało.
Zdawać mogłoby się iż na kształt człowieka coś przemknęło ogrodem w stronę świątyni. Na chwile jeno zatrzymać się raczyło niby krople wody zatrzymane podczas spadania z nieba w świetle promieni słonecznych.
Kapłan wyczulony na wszelakie znaki zbliżać się począł do miejsca gdzie na chwilę owy ‘znak’ jak nazwał to w myślach., raczył się zatrzymać. Po świetlistym zjawisku dawno już śladu nie było gdy kapłan w określonym miejscu stanął. Z zamyśleniem wielkim wymalowanym na twarzy rozglądać się począł w poszukiwaniu tego co wskazane mu miało być. W tymże właśnie momencie dostrzegł młodą dziewczynę o włosach brązowych długich i mocnych oraz oczach intensywnie zielonych. Od jej osoby biła siła jakaś mimo iż kobietą była. W tym momencie Kapłan zdał sobie sprawę kto przed nim stoi oraz jakie jest jej przeznaczenie a każde kolejne słowo późniejszej rozmowy upewniało go w przekonaniu że to ją Ajshos wybrał spośród wszystkich innych. Tymczasem dziewczyna zbliżyła się do kapłana i przyglądać zaczęła mu się uważnie.
– Czego dziewczę szukasz w murach świątynnych jednak poza samym świętym miejscem?- Zapytał starzec uważnie lustrując sylwetkę młodej tropicielki. Levia chwilę milczała słowa dobierając tak by nie urazić w żaden sposób kapłana a jednocześnie by wyrazić swe myśli dostatecznie jasno i klarownie.
– Szukam sensu siedzenia tu. Co widzicie w tej wierze? Co Wam to daje? W co wierzycie? – Pytania wydawać się mogły dziecinne jednak jakże inaczej brzmieć mogą pytania ateistki do Kapłana?
– Dziecko moje… – Kapłan nie spuszczał spojrzenia z jej wzroku, który o dziwo był zdecydowany i pewny siebie. Widać dziewczyna miała w sobie pewien hart ducha. Pewną siłę którą nie często się spotykało u ludzi czy elfów a tym bardziej wśród kobiet. – … każdy z nas potrzebuje wiary.
Wierzymy w różne rzeczy, w różnych bogów. Jednak wierzymy. Ja wierzę że nie przyszłaś tu bez powodu. Wierzę że bogowie Cię tu sprowadzili. A Ty? W co Ty wierzysz moje dziecko?
– Ja… – Zmarszczyła brwi na moment a w zielonych oczach błysnęła iskierka zastanowienia. – wierzę we własne możliwości. W siłę swoich mięśni i racjonalne myślenie.
– I nie zastanawiałaś się nigdy nad własnym przeznaczeniem?
– Nie. – Padła krótka zwięzła odpowiedź. – Prosić jednak bym chciała o coś.
– Słucham zatem.
– Ostatnio nawiedzają mnie dziwne sny. W każdym z nich jest to samo. Czy mogłabym…? – Zawiesiła głos pozostawiając tym samym kapłanowi do domysłu dalszą część.
– Opowiedz mi zatem te sny…
Tak więc opowiedziała. Kapłan słuchał jej uważnie a z każdym słowem jego spojrzenie stawało się bardziej czujne i podejrzliwe. Zadawał dziewczynie kolejne pytania a ona na nie odpowiadała. W końcu jednak zadał ostateczne pytanie:
– Więc kto był tym przewodnikiem?
Pytanie zadane przez Kapłana, a konkretnie odpowiedź na nie sprawiła Levii sporo kłopotu. Tak samo z resztą jak kolejne jakie zadawał jej starzec…
– Ja. – Odpowiedziała zwięźle.
Tak rozpoczęła się dość długa i wiele ucząca rozmowa. Odpowiedzi jakie uzyskał Kapłan jeszcze bardziej wzbudziły w nim wątpliwości. Przeczytał w swoim życiu wiele ksiąg. Tak wiele iż czasem wiedza jego zdawała się być niepewną. Przypomnieć sobie postanowił zatem czy o czymś takim w swym życiu nie czytał. Zaprosił Levię by spędziła noc w świątyni. Sam natomiast zaraz po tym jak dziewczyna na spoczynek się udała rozkazał by przygotowano ołtarz specjalny. Sam dopatrywał wszelakich szczegółów tak by wszystko było idealnie. Kamienna posadzka i świece płonące przy ścianach… Wszystko było gotowe. Następnego dnia Kapłani i uczniowie dostali za zadanie pilnowanie dziewczyny by ta nieświadomie nie oddaliła się od świątyni. Zajmowali ją zatem mądrościami i prawidłami swej wiary a ona słuchała spokojnie i z zaciekawieniem. Tak było aż do wieczora. Gdy zaszło słońce i podano kolację Levia oznajmiła iż jest to ostatnia noc jaką spędza w świątyni. Kapłan nic nie odpowiedział tylko nalał jej wina do kielicha. Butelkę zaś odstawił niezauważalnie na bok tak by nikt już więcej się z niej nie napił. Kolacja minęła w spokoju. Dziewczyna powoli sączyła trunek podany jej przez kapłana. Gdy jednak powstać chciała po posiłku spotkała ją niespodzianka. Poczuła jak słabnie. Powoli świat pogrążył się w ciemności a ona prawie upadła na posadzkę, gdyby nie Bracia Świątynni którzy w porę ją złapali. Za poleceniem najwyższego z nich zaniesiono ją na ołtarz i tam ułożono. Drzwi zamknęły się za kapłanami i nieprzytomna dziewczyna została sama. Cisza jaka spowijała pomieszczenie oraz światło i cień jakie zlewały się tam ze sobą nadawały temu miejscu niezwykłego spokoju. Niby nieprzytomna, niby nieświadoma, jednak w jej ciele i umyśle miały miejsce drastyczne zmiany. W tym bowiem spokoju, w tej ciszy do ciała młodej tropicielki zbliżyła się srebrzysta mgiełka, obłoczek. Wsiąknął on powoli w jej ciało chwiejąc jej życiem. Zmiany jakie przechodziło zarówno jej ciało jak i umysł a co najważniejsze dusza były tak drastyczne, gwałtowne i silne że na chwilę dosłownie serce w jej piersi zwolniło. Zaraz jednak zabiło mocniej. Była wystarczająco silna by przetrwać tę próbę. Dusza wojowniczki jaka mieszkała w jej ciele dojrzała.
Drzwi do sali otworzono dopiero gdy kapłan był pewien iż rytuał dobiegł końca. Stanął on w drzwiach i spojrzał na tę która miała od teraz być ich uczennicą jak i zarazem przewodniczką. Najpierw jednak należało nauczyć ją tyle ile tylko się dało. Tak więc rozpoczęły się długie lata nauk. Księgi, opowieści, wpajanie wiedzy. Treningi, szkolenia… wszystko to posplatane ze sobą tworzyło swoistą całość. Zadawała pytania.
Zadawała masę pytań. Kapłan jak i jej nauczyciele odpowiadali na nie starając się by dziewczyna zapamiętała jak najwięcej. Podczas jednego z cięższych treningów zadała pytanie jakże proste i zarazem jakże skomplikowane.
– Po co? Dlaczego? Jaki to ma cel? – Przez czas spędzony na naukach i rozmowach z kapłanami nauczyła się wiary. Ktoś zapytałby się ‘jak można nauczyć się wiary?’ Można. Nauczyła się że to wszystko co się stało, co się dzieje i co ma mieć miejsce jest przewidziane. Wszystko jest zaplanowane i na wszystko przyjdzie pora.
– By chronić te ziemie. To jest Twoje zadanie. Jesteś Unitą. Musisz umieć znaleźć zło. Musisz umieć walczyć by nie dać się zabić. Musisz umieć go znaleźć i wybrać tych którzy go zgładzą. To jest Twoja misja… Mijały dni, miesiące, lata podczas których uczyła się jak wykorzystywać swe zdolności. Opanowała je tak by posługiwać się nimi niemalże perfekcyjnie.
Wreszcie uznano że jest gotowa. Cała wiedza jaką mogli jej przekazać została jej oddana, wszystko co powinna potrafić – potrafiła. Była Unitką, Przewodniczą, Tropicielką, Obrończynią. Była Luminus.

RYTUAŁ DOJRZAŁOŚCI OPISANY NA PODSTAWIE HISTORII ARIANA

Wystająca z szyi odłamek skały i promienie zachodzącego słońca to ostatni widok, który dany był Taalmerowi. W jednej sekundzie przypomniał sobie wszystko to, co doprowadziło go do tej chwili. Dzieciństwo na podzamczu, służbę w wojsku księcia Veruna i późniejszą karierę w hierarchii armii. To były niespokojne czasy, lecz tajemnicę swego sukcesu zabrał do grobu. Jako wojownik był prawie niezwyciężony. Miał w sobie moc, która nie raz wyratowała go z opresji. Do dzisiaj…. odkąd skończył okres młodzieńczy i stał się mężczyzną wiedział że chwila taka jak ta nastąpi. Mimo że szala walki przechylała się na stronę wojsk książęcych zabłąkany odłamek skały ciśniętej przez Gluona przebił mu tętnice i czuł jak z każdą sekundą wypływało z niego życie. Nie obawiał się śmierci, wiedział, że dobrze wykonał swą misję. Doprowadził drużynę do siedziby Gluona. Mimo że sam nie mógł go skrzywdzić wiedział że odpowiednio ich dobrał i powinni doprowadzić sprawę do końca.. Odszedł z tego świata z mieczem w dłoni i uśmiechem na twarzy. Mogłoby się wydawać, że to już koniec, lecz wprawne oko dostrzegłoby, że w chwili śmierci Taalmera od jego ciała odłączyła się przezroczysta mgiełka. Ajhos wojownika odłączyła się od ciała by w odpowiednim momencie ponownie powrócić zjednoczona z innym osobnikiem ….

Czasy obecne

Świątynia w Azeloth

Najwyższy kapłan obudził się zlany potem. We śnie ujrzał awatar swego boga, który nakazał mu odnaleźć wybrańca. Nie dał żadnych wskazówek, nic co mogło by naprowadzić Arcykapłana na właściwą ścieżkę poszukiwań. Ufał jednak swemu bogu i miał nadzieję że gdy odnajdzie właściwego otrzyma jakiś znak. Po dwóch godzinach ubrany w podróżny płaszcz i z niewielką obstawą wyruszył w podróż. Najpierw chciał objechać Azeloth i pobliskie wioski….

W tym samym czasie gdzieś na ulicach Azeloth

Ból głowy i potworny kapeć w ustach towarzyszyły Arianowi od momentu, gdy otworzył oczy. – To była ciężka noc – pomyślał usiłując przypomnieć sobie jak tu się znalazł. W przebłyskach pamięci widział karczmę, w której ostatnio wynajmował pokój, parę krasnoludów, z którymi wychylił kilka a może nawet kilkanaście kufli miodu. No i ta ruda elfka. Blask jej błękitnych oczu i niezwykle kształtne, lecz niewielkie piersi niełatwo dały się zapomnieć. No tak wszystko było by pięknie gdyby nie jej brat. Oficer w armii cesarskiej nie był zachwycony zalotnikiem swojej siostry. Tak, więc zwoławszy kilku wojowników wyrzucili spitego i poobijanego Ariana na bruk gdzie stracił przytomność. Teraz, gdy dochodził już do siebie śmiał się z całego zajścia. -Może niepotrzebnie nazwałem go Kozojebem – starał się uzasadnić wrogość oficera. – zresztą teraz już nieważne. Czas by opuścić to miasto. Już jakiś czas temu otrzymał zaproszenie od drwali pracujących przy wyrąbie lasu i propozycja sporej zapłaty przyspieszyła jego wybór. Wrócił więc do swojego pokoju w karczmie, zabrał niewielki dobytek i ruszył na wschodni trakt. Tymczasem Arcykapłan…. Poszukiwania w Azeloth niewiele dały, mimo że Acykapłan odwiedził koszary jak i gildę magów licząc, że to tam znajdzie wybrańca. Na początku miał odwiedzić krainy na zachodzi licząc, że nad brzegiem morza znajdzie to, czego tak usilnie szukał. Kiedy przejeżdżał już przez wschodnią bramę jego koń stracił podkowę i musiał zatrzymać się u kowala. Widząc w tym boską interwencję zmienił plany i jak tylko uregulował rachunek z kowalem ruszył w przeciwnym kierunku, czyli na wschód od granic Azeloth. Na szlaku… Mogłoby się wydawać, że spotkanie Arcykapłana i Ariana przebiegnie jakoś dramatycznie. W tej historii nie ma jednak miejsca na smoki, bandytów czy też ogromne potwory. Spotkanie między naszymi bohaterami odbyło się bez żadnych fajerwerków. Ot zwyczajnie grupa Arcykapłana spotkała skacowanego jeszcze Ariana na szlaku. Nie spodziewał się, że to będzie takie łatwe, ale głos w jego głowie był jednoznaczny. To był WYBRANIEC. Niewiele też czasu potrzebował żeby namówić Ariana na powrót do miasta. Obietnica pełnej sakiewki, brzucha i dobrego napitku podziałała na wojownika i wybiła mu z głowy przyłączenie się do drwali.

W Świątyni…

Niewiele czasu było trzeba żeby Arian wypoczęty, odświeżony i gotowy na ucztowanie stawił się na kolacji. Suto zastawione stoły uginały się pod jedzeniem i winem. Kapłanom nie obce były też mocniejsze trunki, więc i zabawa była przednia. Nieświadom niczego Arian uniósł w toaście złoty kielich, który właśnie wręczył mu Arcykapłan. –Do dna, do dna…- okrzyki akolitów nie pozostawiały wyboru. Gdy ostatnia kropla dziwnego w smaku wina przelała się przez gardziel wojownika opadł zamroczony na fotel. Na wcześniej ustalony sygnał Arcykapłana akolici dyskretnie wyprowadzili nieprzytomnego Ariana do podziemi świątynnych. Pozostawili go też przed drzwiami jednego z pomieszczeń i czekali na przyjście Arcykapłana.

Rytuał

Pozostawiony w ciemnej komnacie, której mrok rozjaśniał tylko blask nielicznych świec Arian leżał nieprzytomny na kamiennym ołtarzu. Mimo że nic nie czuł w jego ciele i umyśle nastąpiły wielkie zmiany. W taki właśnie sposób dusza wojownika dojrzewała w nim. Od tej chwili wszystko co przeżył do tej pory traciło sens. Oto nadszedł czas jego „rytuału dojrzałości”. Na ten moment Ajhos wojownika czekała od dawna. Teraz mogła ujawnić swoją prawdziwą moc Unity. Każdy następny dzień będzie też zbliżał Ariana do momentu konfrontacji z Gluonem. Stanie się on przewodnikiem i obrońcom ludzkości i wszelkich innych ras rozumnych które nawet nie zdawały sobie sprawy z zagrożenia. Unici mimo swoich nadprzyrodzonych zdolności nie mogli walczyć z Gluonami. Bez nich jednak taka walka nigdy by nie doszła do skutków. Tylko Unici potrafili doprowadzić inne istoty do Gluona i wskazać im drogę do zwycięstwa… Gdy rytuał dobiegł końca drzwi do sali otworzył sam Arcykapłan. Nie wiedział co tam miało miejsce lecz pamiętał przestrogi swego boga. Od tej chwili aż przez kolejny rok ma dbać o Ariana. Znaleźć mu najlepszych trenerów do nauki walki jak i zadbać o rozwój jego wiedzy.

Rok później

Był Unitą, był Wojownikiem, był Strażnikiem, był Kroczącym drogą Solinus…. Wiele się zmieniło w życiu Ariana od momentu połączenia. Z przeciętnego raczej szermierza stał się jednym z lepszych. Magia go nigdy nie pociągała lecz do perfekcji opanował sztuczki jakich nauczył się od momentu rytuału. Od teraz po kres swoich dni miał być tym co wskazuje drogę…
Żywotność

Jeżeli Unita przeżyje rytuał dojrzałości może dożyć nawet 500 lat Po śmierci Ajhos Unity wybiera sobie nowego „żywiciela” i poprzez wypaczenie jego duszy przejmuje nad nim kontrolę.

Charakter:

Neutralny Chaotyczny, Chaotyczny

Wierzenia

Unici czczą Pradawne Potęgi na równi. Nie faworyzują żadnych bóstw. Wiedzą jednak iż istnieje we wszechświecie moc która wszystkim kieruje a jakie imię jej się nada nie ma znaczenia.

Zdolności

Instynkt przetrwania (zdolność) – Unita Potrafi szóstym zmysłem wykryć niebezpieczeństwo. Staje się wtedy bardziej wrażliwy na wszelkie bodźce i niełatwo go zaskoczyć. 30% szansy na uniknięcie niespodziewanego ataku (rzut kością k 10)

Kolejne zdolności determinuje „dar bogów” nadawany podczas rytuału dojrzałości Znamiona nadane przy połączeniu (ZDOLNOŚCI WRODZONE pojawiają się w czasie rytuału dojrzałości) (rzut kostką K 10 wykonuje ojciec rasy przy przyjęciu nowego członka)

1. Drugie serce – szybsze krążenie wzmacnia wydolność organizmu jak i pozbycie się trucizn. Przy zranieniu jednak powoduje też szybszą utratę krwi.

2. Niewielkie wypustki na głowach przyjmujące formę rogów, wzmacniają kościeć głowy co czyni ją bardziej odporną na uderzenie

3. Wzmocnione kości – kości Unity stają się mocniejsze przez co staje się on bardziej wytrzymały

4. Druga wątroba – Unita posiadając dwie wątroby dużo szybciej spala alkohol. Dzięki temu potrafi wypić go więcej bez uszczerbku na świadomości.

5. Szklana maska – twarz unity zostaje pozbawiona wszelkich odruchów mimicznych

6. Trzecie oko – Unicie pojawia się trzecie oko (rzut kostką K 10)

* 1-2 na czole
* 3-4 z tyłu głowy
* 5-7 na wewnętrznej części prawej dłoni
* 8-10 na wewnętrznej części lewej dłoni

Dzięki trzeciemu Oku Unita ma większe szanse rozszyfrować gesty, mimikę przez co łatwiej mu poznać czy ktoś kłamie.

7. Kły drapieżnika

8. Czarne oczy – oczy unity są całe czarne lecz spełniają swoje normalne funkcje

9-10. Unita nie otrzymał łaski bogów i jego ciało pozostaje bez zmian

Kolejne umiejętności determinuje ścieżka, jaka jest pisana Unicie:

Umiejętności Solimus

Oślepienie – w chwili zagrożenia nosiciela Unita wyzwala jasne światło, które może oślepić przeciwnika (50 % na powodzenie) na kilka sekund (rzut kością k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

Świetlisty Awatar – po chwili skupienia postać tworzy swoją kopię, która niczym z wyglądu nie różni się od oryginału. Awatar ten nie jest materialny a gdy zostanie zaatakowany znika. Jeśli przeciwnik atakuje ma 50 % szansy na trafienie prawdziwej postaci. Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

Ściana światła – postać potrafi wywołać w dowolnym miejscu (w promieniu 10 metrów od siebie) ścianę światła wielkości 2 na 2 metry. Ściana jest nieprzenikalna przez kilka sekund (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – WYTRZYMAŁOŚĆ

Brak cienia – postać przestaje odbijać światło słoneczne a co za tym idzie nie można jej zobaczyć przez kilka sekund (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Może w tym czasie atakować oraz być zraniona. W przypadku zranienia staje się widzialna. Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

Zimny płomień – ręce postaci rozgrzewają się do ogromnej temperatury. Nie ranią one Unity, lecz wybrany przez niego cel. Czas trwania to kilka sekund (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – SIŁA

Umiejętności Luminus

Płomień Światów (zdolność) – umiejętność ta pozwala wyzwolić lekką poświatę wokół postaci. Może ona służyć do oświetlenia otoczenia na 2 metry. Czas trwania: rzut k10, 1 punkt to jedna minuta.

Srebrzysty bicz – postać może użyć bicza splecionego z promieni księżyca, który może posłużyć do przyciągnięcia przedmiotów i istot. Nie zadaje obrażeń, ale unieruchamia cel na kilka sekund (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

Cisza nocna – postać generuje wokół siebie barierę antymagiczną, która rozprasza wszelką magię, w promieniu dwóch metrów, na kilka sekund (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – SIŁA WOLI

Maska nocy – postać bardzo łatwo znika w ciemnościach, wtapia się w otoczenie i tylko przy bardzo jasnym świetle można ją zdemaskować. (rzut k10, 1 punkt to jedna sekunda). Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

Mroczny Awatar – postać potrafi zaskoczyć przeciwnika zmieniając swój wygląd. Przyjmuje wtedy kształty potwora, który może wystraszyć przeciwnika (50 % szansy), co obniża obronę o połowę. Cecha – ZRĘCZNOŚĆ

PODZIAŁ AP:

* 6 Siła
* 7 Zręczność
* 6 Szybkość
* 5 Wytrzymałość
* 4 Inteligencja
* 2 Siły Woli

Aktualny stan rasy

Rasa jest zgodna z Kosmologią.
–Turgon 16:16, 14 lut 2009 (UTC)

Decyzja w sprawie ras premiowanych 19.10.2009

Tekst ten został spłodzony po dość dużej dyskusji w społeczności gry na temat ras premiowanych w 2009 roku.

———————————–

Jakiś czas temu wydumaliśmy wraz z MG, że można by skasować rasy premiowane i zmienić je w podstawowe – oczywiście po odpowiednim okrojeniu do wymogów poziomu rasy podstawowej np. przez likwidację pewnych umek oraz inne rozłożenie PZ (AP). Po dość burzliwej dyskusji na forum MG postanowiliśmy, że na początku należy porozmawiać z ojcami/matkami/założycielami ras; w końcu to oni są najbardziej zainteresowani tym tematem. Zanim przejdę do omówienia wyniku rozmów, przedstawię dane dotyczące ras:

mamy w grze 15 ras premiowanych, i 58 osób, które w owych rasach odgrywają swoje postacie + kilka osób, które odgrywają szczepy.

Rozmawiałem z 9 opiekunami ras premiowanych. Pozostali byli dla mnie niedostępni przez kilka dni, więc nie naciskałem na kontakt. Konkretnie rozmawiałem z:

  1. Lisard [200] – Leonidzi (sztuk 3)
  2. Jasmine [540] – Wilkołaki (sztuk 8)
  3. Drakin [13] – Haressdreni (sztuk 6)
  4. Anjo [60] – Varla (sztuk 7)
  5. Corvus [2163] – Aenaru (sztuk 3)
  6. Rozene Le Frest D`Saris [267] – Exilianie (sztuk 5)
  7. Smoogie [42] – Nagi (sztuk 0)
  8. Tua [17] – Driada (sztuk 3)
  9. Aelis [8180] – Fanuilos (sztuk 8)
  10. Oraz samym sobą 😉 Nechtan [1] – Unita (sztuk 1)

Reprezentują oni ogólnie 10 ras, które jednoczą 44 osoby.

Wyniki ankiety były zaskakujące dla mnie jak i pewnie będą dla wielu z was. Na pytania:

1) „Czy jesteś za likwidacją ras premiowanych?” 6 opiekunów ras odpowiedziało TAK a 3 odpowiedziało NIE (siebie nie ujmuję w statystykach).

2) „Czy chcesz, by twoja rasa, jeśli rasy premiowane zostałyby zlikwidowane, przeszła na rasę podstawową po korekcie umiejętności i AP?” 8 opiekunów ras odpowiedziało TAK a 1 odpowiedział NIE.

Kolejne pytania były bardziej opisowe i nie będę ich tutaj przytaczał.

W każdym razie z ankiety wynika, że zasadnicza część opiekunów ras chce, by te rasy stały się rasami podstawowymi oraz chce likwidacji ras premiowanych.

Generalnie na podstawie tej ankiety mam podjąć decyzję w sprawie ras premiowanych. Nie będzie ona pochopna czy podyktowana interesami jakiejś grupy ludzi. Nigdy nie ma możliwości podjęcia decyzji dobrej dla wszystkich, w tym przypadku też takiej nie podejmę, ale będę się starał. Na początku wytłumaczę moje pobudki związane z propozycją usunięcia tego typu ras.

Główną przyczyną było zmęczenie ciągłą pracą jaką ja i MG musieliśmy wykonywać cyklicznie jeśli chodzi o rasy premiowane. Ciągłe zmiany, często organizowane przez MG, nie za dobrze wpływają na samopoczucie reszty ekipy. Ma się poczucie, że marnotrawi się czas na ciągłe ulepszanie czegoś, co powinno być idealne już od początku. Rasy premiowane to jest garstka graczy, która absorbuje bardzo dużo czasu MG, co nie jest jakimś zdrowym objawem. MG są dla wszystkich graczy i ich sprawami powinni się zajmować, tymczasem zajmują się (w dużej mierze na własne życzenie) głównie sprawami ras premiowanych.

Kolejny powód dotyczy ciągłego traktowania ras premiowanych jako przepaków, które na pewno mataczyły i kolegowały się z kimś, dlatego mają taką fajną rasę. 😉 Jest to oczywista nieprawda, jednak nie każdy do gry podchodzi zdrowo; żyjemy w Polsce; wszyscy myślą, że na każdym gruncie jest tak, jak u nas w kraju. Rodzi to niesnaski i problemy natury społecznej.

Poza tym alienacja ras premiowanych jest faktem. Wiąże się to z brakiem aktywności w sferze klimatu gry (główna fabuła). Chciałem przypomnieć, że rasy premiowane są stworzone po to, by tworzyły fabułę gry; z założenia są dla elitarnych graczy, którym powinno na tym zależeć. Trochę zatraciliśmy ten sens istnienia ras premiowanych.

W sumie ostatni zarzut jest najcięższy, jeśli chodzi o całą grę. Generalnie problemy te nie pojawiły się znikąd, a w pewnym momencie stają się uciążliwe i wręcz nie do wytrzymania.

Przejdę może do meritum mojej wypowiedzi, czyli do decyzji. Biorąc pod uwagę wyniki ankiety oraz moje prywatne spostrzeżenia, postanowiłem ras premiowanych nie kasować – oczywiście pod pewnymi warunkami, ale o tym potem. Postanowiłem nie kasować ras z kilku powodów:

  1. Ze względu na graczy. Jest to praca setek osób, sposób na prowadzenie postaci, setki sesji i kawał życia dla bardzo wielu. I nie mówię tutaj tylko o tych 58 osobach, ale o wszystkich poprzednich i przyszłych graczach, którzy zechcą grać rasą premiowaną. Ludzie ci może wnoszą niewiele do ogólnego klimatu gry, rasa może być dla nich sposobem na promocję w tłumie, ale bez nich i bez tego, co tworzą w społeczności, KF byłoby niepełne. Niedawno rozmawiałem z bliską mi osobą na temat niszczenia czegoś, co istnieje w grach, ale korzystają z tego nieliczni, i doszedłem do wniosku w kontekście tej rozmowy, że niszczenie ras premiowanych nikomu nie przyniesie korzyści na tyle wymiernych, by zrównoważyć tę pustkę, która powstanie, kiedy ich nie będzie. Brak czegoś nie przynosi korzyści nikomu, istnienie czegoś przynosi korzyść choćby nielicznym.
  2. Ze względu na tych opiekunów którzy się zgadzają. Wyniki ankiety mówią jasno, że opiekunowie ras chcieliby, aby zostały one zlikwidowane i przeniesione na podstawkę. Dało mi to do myślenia, ponieważ sam jestem twórcą rasy premiowanej i nie chciałbym, by ktoś ją likwidował. Pojawia się tutaj jednak szerszy kontekst, a jest nim coś takiego, jak dobro gry. To zadziwiające dla mnie, ale ci ludzie po prostu rozumieją i zauważają problemy, których nie widzą inni, problemy, które dręczą rasy premiowane. W związku z tym są w stanie poświecić jakąś swoją pracę po to, by ulepszyć grę, by pomóc jej się rozwijać. Teraz rozumiem, dlaczego to właśnie ci ludzie prowadzą rasy premiowane, czym jest ich wysiłek, w jaki sposób wiąże się to ze społecznością i grą. Przez wzgląd na ich poświęcenie nie jestem w stanie skasować ras premiowanych, niszczyć pewnego tworu, który stworzyli i nakręcali przez kawał czasu.
  3. Ze względu na tych opiekunów, którzy się nie zgadzają. Jest to nieliczne grono osób, ale nieposłuszeństwo wobec odgórnych nakazów jest prawem każdego człowieka. Dzięki nieposłuszeństwu możemy zatrzymać się dłużej nad problemem i dojść, tak jak ja, do zaskakujących wniosków.

Ludzie, z którymi rozmawiałem odpowiadali długo i bardzo podobały mi się te odpowiedzi. Pozwoliły mi one nakreślić obraz „śmietanki” gry, która jest nią nie tylko dlatego, że posiada rasy premiowane, ale dlatego, że jest w stanie je poświęcić dla dobra ogólnego. Nie myśli tylko o sobie ale i o innych graczach. Jest to coś, czego nie spodziewałem się po tej grze i graczach. Dlatego właśnie ta gra jest tak piękna i zaskakująca, nawet mnie po tylu latach zaskakują ludzie, których wydaje mi się, że znam dobrze.

Ta gra i gracze ciągle ma w sobie potencjał. Zrozumiałem przez to istotę kolejnego problemu, który przewija się od wieków, mianowicie problematyczność ludzi. Ludzie są problematyczni, tworzą problemy, niezdrowe atmosfery, kwasy, schizy i paranoje, kłamstwa i defetyzm, ale jest to pozytywny objaw wg mnie. Społeczność to samokorygujący się mechanizm, który poprzez irracjonalne, nienaturalne zachowania jest w stanie znaleźć ujście dla swych problemów i dzięki temu utrzymać się w kupie. KF to bigos czy syf, ale jest to nasz syf, ten syf znamy i na pewno go lubimy. Dlatego tutaj jesteśmy niezmiennie, mimo licznych odejść 😉 Trzymają nas tutaj ludzie, bo gra znudziła się już dawno, ludzie którzy są nieprzewidywalni a dzięki temu ciekawi i warci poznania. Takie odkrywanie siebie na nowo jest atutem naszej społeczności, nie jesteśmy komercyjną, bezimienną zbieraniną. Jesteśmy elitą i nie tylko dlatego, że jesteśmy mistrzami w tym czy tamtym, ale dlatego, że wytrzymaliśmy ze sobą tak długo. J

Jesteśmy w stanie zmienić sporo. Jeśli chodzi o rasy premiowane już spieszę z opisem wymaganych przeze mnie zmian:

  1. Rasy premiowane, które chcą przejść na podstawkę, mają do tego prawo. Każda rasa premiowana może przejść na podstawkę po okrojeniu wraz z MG projektów, umek itd.
  2. Rasy premiowane, które chcą pozostać premiowane, muszą stworzyć dwie rzeczy: poradnik poprawnego odgrywania rasy, coś a’la kanon odgrywania dla graczy oraz czytelne i jasne zasady rekrutacji do rasy, które zostaną dodane do projektu rasy i Wiki.
  3. Rasy premiowane sporządzą plan wraz z MG ich udziału w ogólnej fabule gry.

Tych kilka wymogów rasy premiowane muszą spełnić. Myślę, że około miesiąca na zastanowienie i przygotowanie wszelkich opisów będzie wystarczające 😉

Tymczasem pozdrawiam

Marcin

————————————

Po tej decyzji Haressdreni, Drowy, Leonidy przeszły na podstawkę ^^