Orcze dylematy…

1600x1067_4520_Old_ork_2d_fantasy_orc_picture_image_digital_artDrodzy czytelnicy, witam ponownie!

Niedziela minęła tak szybko, że naprawdę nie było kiedy szkrobnąć nawet parę zdań, a co dopiero się rozpisać. Za oknem mamy “jesienną zimę”, ale nie o tym będzie dzisiejszy odcinek. Temat mi dziś sam wpadł w ręce, a mianowicie “Orcze dylematy”, a może miało to być “Orkowe dylematy”? W każdym razie pełny tytuł dzisiejszego wpisu powinien brzmieć “Przyjąć Orka, czy nie przyjąć – oto jest pytanie”.

Ork Orka Orkiem pogania, czyli Ork na topie

Dzień jak co dzień. Na kf2 robię odpisy, rozmawiam z tymi, którzy nie boją się zagadać (pamiętajcie, że jestem tą “złą, niedobrą, wredną, gryzącą i w ogóle przeokrutną” operatorką Astenny, która dorobiła się nawet mema – pozdrawiam przy tej okazji fanów filmu “Terminator 2” i powiedzonka Hasta la vista, baby…), zużywam Punkty Akcji i ogólnie czas leci niesamowicie szybko. Znalazł się jednak czas na odkrycie nowego sklepu polskiego na ziemi angielskiej (w mojej mieścinie to pierwszy taki, więc powód do radości przeogromny – uwielbiam polskie jedzenie!; angielskie jest niedobre, tuczące, mega kaloryczne i gorąco nie polecam; jakby mogli to by słodzili tu cukier, a potem się dziwią, że to taki otyły naród, drugi po USA jeśli się nie mylę), na obiad przy stole razem z synem (zjadł kluski – podwójna okazja do świętowania) i wspólną zabawę. I później znowu skok na kf2, bo jak doskonale wiemy “kf2 – jesteś moją kokainą” – uzależniasz zbyt szybko 🙂 Wracając do sedna – zgłosiła się dziś do mnie persona rasy Ork z zapytaniem czy przyjmę do Iter Serico. I nastąpiła taka krępująca cisza i myślówa co mam odpowiedzieć, a raczej jak to zrobić, by nie wyjść znowu na tę “złą, niedobrą, wredną…” dalszy ciąg wyliczanki znacie. Ork w IS to jakby wrzucić wieloryba na Saharę, albo połączyć słonia z wiewiórką – układ jak dla mnie niemożliwy. Ktoś od razu na wstępie powie: IS to rasiści! Nie, nic z tych rzeczy. Masz Leonida, Hobbita, Aenaru, Anioła, Goblina… i szukasz aktywnej organizacji – to nie szukaj dalej… Dobra, stop! Dość reklamy! Nie, rasiści na pewno nie. Spytasz: to co Ci się nie widzi w Orkach? Krzepę mają to mogą kuć żelazo, robić broń cud, miód i orzeszki. Owszem… ale (zawsze jest jakieś “ale”) odpowiadam trwa wojna między Twierdzą Urrthorror a Cesarstwem. Powiesz: no i co z tego? Odpowiem: dla mnie liczą się fabularne konsekwencje, zarówno te handlowe odczuwalne mocno na rynku, jak i polityczne, państwowe, ogólne – te dwa kraje nie pałają teraz do siebie miłością. Powiesz: no i co z tego? Może być Ork, który ma w czterech literkach całą tę wojnę, być indywidualistą. Odpowiem: Ten Ork nie pochodzi z innego regionu Fallathanu, gdzie nie toczyła się wojna, lecz z Twierdzy. I gramy w takich czasach, realiach, gdzie polityka możnowładców, władców, królów wszelkiego rodzaju mają wpływ na życie maluczkich. Prywatnie jednostka może być całkowicie obojętna na to, co się dzieje na świecie, ale w ogólnym rozrachunku ta postać w fabule głównej i tak tkwi w tym wszystkim po uszy przynależąc właśnie do danej rasy. Powiesz: gracz może zmienić obywatelstwo i będzie to Ork z Irimgardu bo mają tam 2% orczej populacji, a Irimgard nie ma z Twierdzą Wojny. Odpowiem: Orkowie zabili obywateli Cesarstwa, splądrowali miasta, niszczyli wioski i osady, ucinali trofea w postaci ludzkich głów. Myślisz, że teraz każdy Ork, nawet mający po kły w pysku tej wojny może czuć się bezpiecznie na terenie Cesarstwa? Nie sądzę. Za niektórymi są nawet listy gończe, konkretnie jeden, ale nie będę robiła reklamy Orkowi Mazuru ^^.  Sądzę raczej, że każdy złapany/ubity Ork będzie mile widziany przez organy władzy cesarskiej, że oczyszcza się ziemie Cesarstwa z tych Zielonoskórych. Powiesz: Ten Ork nie musi być wcale taki zły, może się na coś przydać. Jest silny, to dobra ochrona. Odpowiem: tak, sprzed czasów Wielkiej Wojny owszem, mogłabym  mieć Orków w IS, ale teraz nie ma takiej możliwości. Nie ma “dobrych” Orków, są skłonni czynić tylko dobro, jeśli im się to opłaci, jeśli muszą ratować własny zielony kuper lub jest to w interesie ich społeczności. Nie ufam orczej naturze. Powiesz: dlaczego jesteś taka uparta? Odpowiem: raczej konsekwentna i trzymam się prawa cesarskiego, które mówi, że Orkowie popełnili zbrodnie przeciwko zdrowiu i życiu, czci, mieniu, wolności… Powiesz: ale to jest gra, w której wszystko jest możliwe i dozwolone. Odpowiem: nie dla mnie, trzymam się pewnych zasad fabuły głównej. Oto właśnie chodziło, by były wzajemne zależności pomiędzy rasami, państwami, organizacjami – wojna też jest relacją, tyle że negatywną (dla obu stron). Powiesz: czepiasz się (zaczyna Ci brakować argumentów). Odpowiem: Astenna nie może się bratać z tymi, którzy zabili jej brata, kuzyna i ranili ojca. Zhańbiłaby cesarskich bohaterów, gdyby w jej szeregach był Ork. (Myślisz, co rzec.) (Mówię na sam koniec.) Liczy się także reputacja (miejmy nadzieję, że będzie wprowadzona w grze mechanicznie – tu “paczy” w stronę admina). Powiesz: po jaką cholerę reputacja? Odpowiem: jest potrzebna, to dodatkowa reklama w fabule. Dla praworządnych osób/organizacji to walka o dobry wizerunek, który popłaca w ich “świecie”. Im więcej łotr ma reputacji w półświatku tym lepiej dla niego i tych, którzy wynajmują jego usługi. Orcza persona nie potrafiła zrozumieć mego stanowiska, poszła szukać “bardziej tolerancyjnej” organizacji. Smuteczek mnie ogarnął, że ani przez chwilę nie próbowała zrozumieć tego, co próbowałam przekazać. Nie wątpię, że orcza persona znajdzie szybko swe miejsce w kf2… nie obraziła się aż tak bardzo. “Pa” napisała 🙂

Moda na Orka

Niewątpliwym sukcesem okazał się wojenny event. Jest mi tym bardziej miło, że prapoczątek tego epizodu mogłam osobiście opisać we wieści. Wojna od dawna była planowana w fabule głównej, coby rozruszać trochę przykurzone stagnacją państwa. Jak wiemy ostatnia wojna zakończyła się w świecie Fallathanu dokładnie 22 lata temu, czyli w 4345 roku. Oprócz negatywnych konsekwencji w postaci strat materialnych miast, wiosek (tło akcji), zabitych obywateli obu krajów (NPC plus postaci graczy) oraz aktualnej wrogiej polityki handlowej i wzajemnych relacji (tak jak człek musi uważać na terenie Twierdzy, tak i Ork na terenie Cesarstwa) – ten event mechaniczno-fabularny przyniósł pozytywne efekty. Rozruszanie graczy, wszyscy byli pod wrażeniem ilości osób na TS w trakcie eventu (chyba pobito rekord), emocje, które towarzyszyły po równo obu stronom, powiew czegoś innego niż pojedynki i bale, czy zabijanie potworów. I najważniejsza korzyść, która nastała po tym evencie – moda na Orka. Ta dotychczas zaniedbana rasa stała się modna, ożyła, zdobyła zainteresowanie graczy. Ork to nie jest już synonim na kf2 = Dragonias. Można śmiało rzec, że nastała w fabule “orcza epoka”, która ma się o niebo lepiej. Pytanie brzmi – czy naprawdę daną rasę/kraj/lokację itp. można rozreklamować tylko poprzez wojnę? Czy nie ma innego sposobu, równie spektakularnego? Mam nadzieję, że są. I wydaje mi się, że najlepszą wizytówką danej rasy jest po prostu całoroczna, regularna, konsekwentna gra daną postacią.

Dzisiejszy temat zakończę cytatem z Nonsensopedi:

Zmjażdżym szechświat na płask i zabijem fszystko, co bendzie hciało nam łoddać, My som Orkowie i żyjem, coby walczyć i zwycienżać”

Obżarstwo przy kompie

Drodzy gracze!
Jest mi niezmiernie miło, że macie siły, chęci i czas czytać te wpisy. Z mojej strony postaram się Was nie zawieść, regularnie się tu pojawiać i pisać. Wczoraj obiecałam poruszyć kwestię jedzenia przy komputerze, więc małe co nieco tu się pojawi na ten temat.

Słodycze, piwo i chipsy…

Wstawiłam ten obrazek nie bez przyczyny. Jest parodią tego, jak wygląda życie prawdziwych maniaków komputerowych, a do tego grona zaliczają się także uzależnieni od “Kronik Fallathanu”. Dwa w jednym: chłodzenie rozgrzanego kompa i jedzonko pod ręką. Najlepiej żeby było już gotowe, w sam raz do spałaszowania. Żyć nie umierać! Dużo wolnego, pełna lodówka i hulaj dusza! Chyba każdy z nas choć raz w życiu marzył o takim stanie błogiego lenistwa. Zapewne spora część graczy w okresie wakacyjnym, ferii czy długich weekendów zasmakowała w siedzeniu przed komputerem i bynajmniej nie po to by się na niego tylko patrzeć, a surfować po necie i grać, grać i grać! Oczywiście w “Kroniki Fallathanu”! Nie, nie dostałam odgórnego nakazu reklamy naszej gry na każdym kroku, ale nie mogłam się powstrzymać 🙂 Dobry produkt zawsze znajdzie chętnych i się sprzeda, a ta gra jest dobra i nie musi martwić się o swoją przyszłość. Jedynie, co można zrobić to postarać się ją ulepszyć, usprawnić i uatrakcyjnić, nad czym oczywiście cały czas się pracuje. Odbiegam jednak od tematu dzisiejszego dnia. Komputer, a dokładniej rzecz ujmując, jedzenie i picie przy nim jest delikatnie mówiąc: nieroztropne. Są tego dwie poważne konsekwencje. Pierwsza – nadwaga, która prowadzi do otyłości. Druga – zniszczony sprzęt. Tak, wiem. Z każdej strony jesteście obsypywani kampaniami, które mają na celu uświadomienie jak ważne jest zdrowe odżywianie, zdrowy tryb życia i w ogóle fajnie się gada, trudniej się robi. Przyszła tu taka jedna i kolejny dzień prawi kazanie. Nie! Daleka jestem od prawienia kazań. Ja tylko zarzucam tematem, sygnalizuję, a co Wy z tym zrobicie, czy skłoni Was to do refleksji nad sobą, trybem życia, zmianą nawyków to już zależy tylko od Was. Ucieszyłabym się gdyby ten wpis kogoś zainspirował do pracy nad swoim brzuszkiem. By nie mędrkować po próżnicy opiszę własny przykład dotyczący jedzonka przy kompie i co się działo potem. Przez całe życie, odkąd sięgam pamięcią miałam problemy z utrzymaniem odpowiedniej wagi, adekwatnej do wzrostu. Wynikało to po części z kłopotów zdrowotnych, z których na szczęście udało mi się na tamte dawne czasy wyjść. Cztery lata temu urodziłam syna i o dziwo zaczęłam tyć dopiero po tym cudownym wydarzeniu w moim życiu. Po narodzinach syna przytyłam więcej niż przez całą ciążę. W “Kroniki Fallathanu” gram od lutego 2012 roku, czyli już kilka lat. I przytyło się jeszcze bardziej. O wiele wiele za dużo. Tendencja była cały czas wzrostowa i bałam się, że jak tak dalej będzie to zabraknie skali na wadze. Nie, nie przesadzam. Jak waga pokazała 110 kg to zdębiałam z przerażenia. To był wstrząs, bo powinnam maksymalnie ważyć góra 75kg. Musiałam się wyrwać ze szponów czekoladek, chrupek, chipsów, paluszków, mlecznych czekoladowych napoi, pączków toffi, batoników i innych rzeczy, które dzień za dniem, tydzień za tygodniem znikały w moim brzuchu. I teraz, z perspektywy czasu wiem, że najwięcej zajadałam, gdy byłam właśnie przy komputerze. Z drugiej strony takie nagłe, szybkie, zaskakujące wręcz przytycie zaniepokoiło mnie pod kątem zdrowotnym, czy aby nie jest to także w wyniku jakiejś choroby? Znalazłam czas, by dać przebadać krew na cukrzycę, cholesterol, a także na hormony tarczycy. Podstawowe. I jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się… że miałam dobre przeczucie. Kochani gracze! Znajdźcie czas w zabieganym życiu i zróbcie sobie te badania w miarę możliwości. Prywatnie nie są drogie. Da się jeszcze to przeżyć (gorzej jest już ze specjalistycznymi badaniami krwi, ale to jest już dalszy etap, jak się wykryje czy cosik nie jest w porządku). Dla kobiety nadwaga to naprawdę coś dyskomfortowego, podejrzewam, że dla panów też, bo każdy chce być młody, piękny i gładki, czyli atrakcyjny. Zastanawiałam się ile w tym nagłym przytyciu było mojej winy, a ile wynikającej z choroby, w każdym razie nie miałam zamiaru uczynić z siebie powiem wprost: grubej baby i wzięłam się za siebie. Tak po prostu, z dnia na dzień. Całkowicie zmieniłam nawyki jedzenia. Zaczęłam od tego, że maksymalnie ile się dało ograniczyłam słodycze. Pojawiła się woda mineralna, proste sałatki z pomidorów, ogórków, cebuli i papryki (pychota!), jogurty zamiast czekoladowych słodkości, owoce, które powinno się jeść tylko do późnego popołudnia (kocham winogrona!). Zrezygnowałam z kolacji, a gdy siedzę do drugiej, trzeciej nad ranem, a żołądek wypowiada mi wojnę i domaga się jedzenia wtedy dużo piję wody i skubię słonecznik. Jak wspominałam we wcześniejszym wpisie, dowiedziałam się, że sen sprzyja odchudzaniu. I po eksperymencie mogę rzec, że to prawda. Ma to wpływ na wagę. Moją akcję odchudzanie rozpoczęłam od września tego roku i udało mi się już zrzucić 10 kg, czyli uważam to za sukces. Na słodkość pozwalam sobie tylko w weekendy (bo inaczej bym zwariowała), ale nie jest to już na pewno obżarstwo. I odstawiłam sól kuchenną, na sól himalajską, różową. Jest to najzdrowsza sól na świecie, nie powoduje zatrzymywania wody w organizmie a wystarczy jej szczypta, by obiad nie smakował jak nijaka papka. Nigdy nie piję przy komputerze – nad nim, przy klawiaturze (bogowie, jak to zabrzmiało “nie piję” jakbym chlała wódkę litrami) – nie mam takiego nawyku odkąd nauczyciel z informatyki jeszcze w szkole średniej pokazał nam na lekcji zalaną klawiaturę. Przynajmniej kilka osób na kf2 zwierzyło mi się, że zalali sobie klawiatury i przeklinali na czym świat stoi. Będę brutalnie szczera i okrutna – była to ich wina, ich nierozwaga (powinnam napisać głupota, ale będę miła). Będąc uzależniona od “Kronik Fallathanu” zapłakałabym się na śmierć, jakbym zalała sobie komputer. Na szczęście nie zginę w łzach, bo nie dopuszczam żadnych trunków przy komputerze, pilnuję tego bardzo, tym bardziej, że mam w okolicy brzdąca, dość ruchliwego. Ogólnie na czas papu powinno się odejść od komputera, usiąść po ludzku przy stole, zjeść jak człowiek w towarzystwie swych bliskich. Jeśli ich akurat nie ma, to nic się złego nie stanie, jak przy stole/ławie zjemy na spokojnie, delektując się posiłkiem. Zróbcie sobie w ten sposób przerwę do komputera, odpocznijcie. Jedzenie to sama przyjemność! Gorzej jest z przygotowaniem, jeśli ktoś nie lubi gotować. Dodatkowo na lodówce powiesiłam sobie kartkę z ulubioną kiecką i napisem, że gdy mnie najdzie ochota na żarcie – to absolutnie mam opuścić strefę przylodówkową i się opamiętać. I pamiętać o wytyczonym celu. Trzymajcie za mnie kciuki. Walka z nadwagą, obżarstwem ciągle trwa, bo to bardzo trudny i podstępny przeciwnik. Jeśli nie chcecie być grubasami (nie, to co rzecze Maniek w “Epoce Lodowcowej”, że nie jest gruby a puszysty, to nie jest prawda – jest gruby i ma sadełko), a być atrakcyjni, zdrowi, dobrze czuć się w swojej skórze to nie obżerać się przy komputerze!
Dzisiejszy wątek zakończę cytatem: “Po obżarstwie głód jest znacznie dokuczliwszy.”
Aleksander Minkowski (z książki Dolina Światła)

Uzależnieni

Witajcie ponownie! Tak wiem, wiem, miał być wpis w nocy, ale wybaczycie mi prawda? Tyle się dzieje w fabule! Nie wiem nawet jak to się stało, że cztery nowe sesje mi przybyły. Propozycje z każdej strony, w grze aż wrze. A to dopiero początek. O zwiększonej aktywności ludzisków w grze to później porozważam, najpierw chciałam poruszyć kwestię z jednej strony starą i wydawałoby się oklepaną, z drugiej zaś, wciąż aktualną – uzależnienie od komputera. Czytaj więcej

Relacje Astenny, czyli świat KF babskim okiem

Witajcie!

Codziennikowy porządek

Listopadowa szaruga za oknem, w domu spokój, muzyczka gra. Tak mnie dziś coś naszło na zrobienie porządków z codziennikami. Chciałam je chronologicznie ułożyć w sesjowniku, który prowadzę. Ułatwia to nie tylko szybkie odnalezienie linka do danej sesji, ale umożliwia ułożenie kalendarium postaci i rodu, do którego postać przynależy. Jeśli zakładkę przegląda jakiś gracz (w szczególności nowy) to ma jak na dłoni całą aktywność fabularną postaci. Jest to codziennikowa wizytówka i muszę przyznać, że jest to popularny trend występujący w profilach graczy Kronik Fallathanu. Dobrze jest wiedzieć, że znajdzie się przynajmniej kilkanaście osób lubiących podobny porządek. To dobry, pozytywny trend. Czytaj więcej

Mapy Fallathanu

Fallathan nie był zawsze taki sam, choć jeden element pozostał w nim niezmienny ale też nie do końca 😛 Pierwotnie stolicą Fallathanu była Vanthia, jedyne miasto w świecie gry. Z czasem jednak i ono się zmieniło w Azeloth, wielką stolicę Daakarskiego imperium, które upadło… A na jego miejsce powstało wiele krain. Poniżej przedstawiam całą galerię zmian jakie przez lata zachodziły w GW/KF. To pozwoli wam lepiej sobie zobrazować jak to wszystko przebiegało choć oczywiście wielu rzeczy tutaj nie znajdziecie bo zagineły w pomroce dziejów ale pamiętają o nich gracze 😉 Czytaj więcej