Kronika Villquara

TEN PROFIL TO AUTENTYCZNA, DOŚĆ SZCZEGÓŁOWA I ZARAZEM SUBIEKTYWNA CHRONOLOGIA WYDARZEŃ Z GRY Z PERSPEKTYWY VILLQUARA, SIĘGAJĄCA JEGO NARODZIN CZYLI POCZĄTKÓW PRZYGODY Z GILD WARS/KRONIKAMI FALLATHANU(2005r) DO CHWILI OBECNEJ.  W TYM CZASIE WIELOKROTNIE ZMIENIANO MAPY, LOKACJE, DATY, KOSMOLOGIE, PRZESUWANO FABUŁĘ I POPRAWIANO HISTORIE WOBEC TEGO NALEŻY DO NIEJ PODCHODZIĆ Z ODPOWIEDNIM DYSTANSEM A CZĘŚĆ WYDARZEŃ PRÓŻNO SZUKAĆ NA OSI CZASU, TYM NIEMNIEJ CAŁA HISTORIA OPARTA JEST NA FAKTACH.

OSTATNIA AKTUALIZACJA (07.12.2018)

Tom I – Początek

Pochodzenie Vanadaina nie jest do końca znane. Po latach dopiero z ust przyrodniego brata dowiedział się, że jest wynikiem przypadkowej i przelotnej znajomości elfickiego maga i półelfickiej Księżniczki ze wschodnich kresów Cesarstwa. Będąc dzieckiem z nieprawego łoża groziło mu poważne niebezpieczeństwo, dlatego matka postanowiła oddać niemowlę członkom druidzkiego kręgu gdzie dorastał i wychowywał się wśród natury, wraz z innymi podrzutkami, znajdami i owocami chwili zapomnienia, które mogły zaszkodzić wizerunkowi rodziców.


Vanadaina szkolono, aby w przyszłości dołączył do kasty druidów, jednak jego talent łuczniczy został zauważony przez Nolaana jednego z “Trójcy” Strażników Lasu. Młodzieniec bez namysłu porzucił nudną i wymagającą druidzką szkółkę i przystąpił do Leśnej Straży, licząc na zew przygody i walki, którą w tym wieku przedkładał ponad wszystko. Przez 6 lat wiernie służył klanowi odpierając ataki grasantów i rzezimieszków szukających schronienia w gąszczach Talmil i napadających na wędrownych handlarzy. W tym czasie piął się w hierarchii Straży, stając się w końcu bliskim współtowarzyszem i prawą ręką samego Patriarchy Austa. Wkrótce dowodził już własnym oddziałem zwiadowczym zyskując reputacje nierozsądnego młodzika rzucającego się w wir walki, ryzykującego życie swoje i swych towarzyszy. Jednak opatrzność nad nim czuwała, gdyż uchodził bez szwanku z większości potyczek, cudem nieraz unikając śmierci. Dla Vanadaina najważniejsza była sława, która rosła wraz liczbą pokonanych wrogów. Dla młodego Elfa był to nie lada powód do dumy, mimo że ponury rozgłos przynosił mu więcej kłopotów niż pożytku.

Wtedy też nadszedł czas, który kronikarze nazywają końcem I ery. Bogowie odwrócili się od swego ludu a Cesarstwo ogarnęła wojna domowa. Nad niebo zaciągnęły chmury, a czas zaczął płynąć nierównym strumieniem. Zawierucha trwała pół roku, jednak w tym czasie kalendarze straciły znaczenie a naszej pamięci nie można już wierzyć. Vanthia spłynęła krwią, ziemia zatrzęsła się a brat wystąpił przeciw bratu. Cały ten okres Vanadain spędził na równinie Kalran walcząc z maruderami i polując na bandytów, za których głowy wyznaczono nagrody.

Gdy ten niespokojny okres w dziejach krainy dobiegł końca a natura i pokryte bliznami ziemie krainy zaczęły się odradzać, Elf powrócił do swego domu w Loren. Lecz zamiast łez radości przywitały go ból i cierpienie spowodowane wieścią o śmierci Patriarchy Austa. Zrozpaczony, poprosił o pomoc Druidów, których naukami niegdyś wzgardził. Ci pomimo chowanej urazy odprawili rytuał przywołujący ducha księcia lasu. W jego trakcie, dość spontanicznie wyszły na jaw ukryte dotąd zdolności Vanadaina, które ewidentnie i niezaprzeczalnie dowodziły bijącego w nim niestabilnego magicznego źródła.

Od tego czasu zaszła w nim widoczna zmiana. Z pełnego życia i energii, uśmiechniętego młodzieńca o zadziornym spojrzeniu stał się cichym, unikającym towarzystwa, snującym się cieniem dawnej osoby. Pewnego dnia wyjechał z Osady bez słowa i ślad po nim zaginął. Nikt nie wie gdzie był i co robił przez następne lata. Sam unika rozmów na ten temat. W każdym razie to, co widział i doświadczył przez ten okres zmieniło go na zawsze. W Loren pamięć po Vanadainie powoli zacierała się a na horyzoncie pojawiło się nowe zagrożenie w postaci Bractwa Czarnej Róży z Krwawą Lorelay na czele.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8