Czar świąt

Witajcie kochani! Wracam po krótkiej przerwie weekendowej, w trakcie której rodzina jest najważniejsza – to znaczy cały czas jest ważna, ale w weekendy szczególnie 🙂 Od kilku dni pada intensywny deszcz i wieje silny wiatr. Kiedy stanęłam przy oknie obserwując tę ulewę, szczerze współczułam nie tylko przechodniom, ale i mężczyznom, którzy zakładali na ulicy lampki świąteczne. I wszystko po to, by przez kilka tygodni było ładniej i przyjemniej dla oka. Święta tuż tuż, ledwo trzy tygodnie zostały do wielkiej laby. I tak oto mam kolejny temat do rozważań.

Święta w “Kronikach Fallathanu”

“A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż gracze KFu nie gęsi, iż swoje święta mają”.

Myślę, że Mikołaj Rej nie obraziłby się na to, że troszkę zmieniłam jego słynny cytat. Dzisiaj bowiem skupimy się na duchowej sferze, jaka także występuje w Fallathanie. Bogowie, wiara, kapłani, świątynie… Czy kiedykolwiek choć na chwilę zastanawialiście się nad tym, jak bardzo ten aspekt w fabule jest zaniedbywany? Odpowiesz: głupstwa pleciesz, na każdym kroku słyszę “Na Moradina!”, “Na wszystkich bogów!” itp. Odpowiem: i na tym kończy się ta aktywność. Ile było opisów świątyń? Ile graczy gra postaciami Kapłanów? Ile było sesji z wątkiem religijnym? No właśnie, tu jest pies pogrzebany. Nie wiedzieć czemu motyw wiary w fabule “Kronik Fallathanu” leży i kwiczy, bo inaczej nie można tego ująć. I dziwuję się wielce, ponieważ jest to fantastyczny temat. Odpowiesz: to dlatego, że nie ma jeszcze na wiki działu Bóstwa. A ja odpowiem: i co z tego? Każdy kto pamięta starą wiki kojarzy Moradina, Athiel, Masziela, Tilliona i wielu innych. Nie ma problemu na tym bazować dopóki nie uporządkuje się Panteonu bóstw w Fallathanie. Poza tym ci bogowie są ujęci w projektach państw, więc można jak najbardziej z tego korzystać. Do czego zmierzam – przez te prawie cztery lata jak obserwuję fabułę główną w grze, to na palcach jednej ręki można policzyć sesje, w których brali udział Kapłani, w tle miejsca akcji była świątynia, a osią główną codziennika święto zaczerpnięte z projektu państwa. Wiem na pewno, że dwa lata temu z projektu państwa Cesarstwo wykorzystano święto Urodziny Cesarza, a w obecnym Pojedynek Bogów. Moje pytanie, jakie dzisiaj stawiam: a co się dzieje z resztą państw? Gdzie święto-obchody założenia Homany lub wyzwolenia Solinde? Czemu Krasnoludy nie obchodzą Święta Trzech Nocy –

W czasie, gdy kończy się rok wierni zbierają się w świątyniach i kaplicach paląc na specjalnych stosach kartki ze swoimi prośbami skierowanymi do Moradina.

A co ze Świętem Prawych Braci?

Ustanowione przez Najwyższą Radę święto odbywające się z okazji Wielkiej Czystki, czyli wygnania rodzaju elfiego z Królestwa Careogrodu. W trakcie świętowania Krasnoludy piją na umór, popisują się sprawnością bojową/fizyczną i śpiewają pieśni ku czci bohaterów owego wydarzenia. W świątyniach odprawiane są uroczystości za pomyślność khazadów i całego Królestwa. W szeregach armii w tym dniu odbywają się nadania tytułów oficerskich. Istny krasnoludzki karnawał.

Mogłabym tak wymieniać bez końca. Reptilia, Romen-Dor, Almanan, Amarth, Twierdza… nie rozumiem dlaczego gracze zapominają o takiej skarbnicy pomysłów na ciekawe sesje, mając je tak naprawdę pod nosem? Powiesz: i co z tego, że wezmę taki pomysł na sesję, co to da? Odpowiem: przyniesie to wiele korzyści. Jakie? Już wyliczam. Na pierwszym miejscu jest promocja danego kraju, a po sesji FG zawsze jest wieść, co oznacza, że nie zaginie to w odmętach czasu i gry. Fabularnie taki kraj też zyskuje rozgłos, tym bardziej, jeśli na uroczystościach są osoby z innych sąsiadujących państw.  Takie wielkie święta roznoszą się szerokim echem. Druga korzyść: większa integracja rasy, bo jeśli potrzebujesz do sesji np. Khazadów to takowych trzeba znaleźć. Znajomi, wyszukiwarka, ranking – szukaj danej rasy – ślesz zaproszenia lub dajesz ogłoszenie o naborze do sesji i tylko czekać na odzew. Trzecia korzyść: dobra zabawa. Większość świąt ma charakter dziękczynny, gdzie prym wiedzie radość, tańce, pijaństwo, swawola. Można z tej okazji organizować różne festyny, turnieje, walki, spotkania. Naprawdę jest szerokie pole do popisu i to bez względu na profesje. Czwarta korzyść: wierzcie mi, że Ci, którzy wymyślali te święta do projektów państw będą bardzo zadowoleni i dumni, że na coś ich praca się przydała. Nie ma bowiem nic przyjemniejszego dla autorów różnych opisów, gdy ich praca jest wykorzystywana w grze, w fabule, a nie że tylko jest bo jest. I jest także piąta korzyść: możliwość zorganizowania mechanicznego eventu, powiązanego z danym świętem. Sądzę, że nie byłby to duży kłopot zrobić event, gdzie składane są dary, czy modli się w zamian za dodatkowe PA lub bonusy czasowe do statystyk. Jest więc jak widać szereg korzyści z czerpania pomysłów z wiki KF.

Co z tą wiarą?

Kiedyś była w grze możliwość wybrania danej wiary lub mieć postać ateistę. Aktualnie wybór wiary czeka na uporządkowanie Panteonu bóstw, natomiast co do bycia ateistą, to jeśli się nie mylę zostało to zniesione w grze. W sumie się z tym zgodzę – każdy w coś wierzy. Niektórzy wierzą w bogów, inni w Przeznaczenie, Los, Fatum, jeszcze inni wierzą w dane osoby lub własne umiejętności. Wiara dodaje sił i to jest akurat prawda. Może przynieść ulgę w chwilach trudnych, może dodać “skrzydeł”, gdy naprawdę chcemy coś osiągnąć. Jest na pewno niezbędna u magów, jeśli chcą czerpać moc za pomocą “Nici Wiary”. Niektórzy to nawet wierzą w cuda, a i one czasami się zdarzają. Mnie osobiście najbardziej podoba się wiara reprezentowana przez kapłanów Masziela. Czynem, dobrym przykładem i pracą niźli słowem (swoją drogą przydałaby się taka postawa dzisiejszym duchownym, bo mam wrażenie, że więcej gadają po próżnicy niż robią – w tym miejscu nie chcę urażać niczyich uczuć religijnych, fakty jednak mówią same za siebie – kiedyś duchowni mimo wszystko byli bliżej ludzi, więcej udzielali się społecznie, charytatywnie – teraz jest tego mniej…).  Wracając do bóstw w KF – “dopóki będą w nich wierzyć, póty będą trwać”. Taka jest filozofia wiary w bogów. Dopóki postaci będą w nich wierzyć, składać ofiary, nie braknie kapłanów ani świątyń, to będą istnieć bogowie i kulty z nimi związane. “Kroniki Fallathanu” mają tę fajną opcję, że istnieje w ramach organizacji założenie kultu, co także jest bardzo ciekawą opcją fabularną, do tej pory mało wykorzystaną. Liczę jednak, że to się zmieni w przyszłości.

Kapłani

Zastanawia mnie co sprawia, że tak mało jest popularna ta profesja pośród graczy? Grałam w życiu wystarczająco długo, by wiedzieć, że pomysłodawcy gier nie bagatelizują ani bogów, ani świątyń, ani kapłanów i możliwości jakie te elementy stanowią dla fabuły. Wszak bohaterowie mogą zostać tam uleczeni, kupić mikstury, dać datek w zamian za modlitwę, znaleźć schronienie lub zdobyć wiedzę. Wykonują misje na rzecz danego boga i świątyni. Jest tyle fascynujących motywów z tym związanych, które można samemu wymyślić aby zapodać w codzienniku. Jak zawsze ogranicza nas tylko wyobraźnia. Może pokutuje stereotyp, że kapłan to musi być stary dziadek z długą, białą brodą i kosturem w ręce oraz “sukience” aż po kostki. Guzik prawda. Kapłan może być młody, piękny i gładki, nawet powabny (no chyba, że dany kult stanowi inaczej i jego kryteria przyjmowania nowicjuszy). Innym stereotypem dość szeroko rozpowszechnionym jest, że do kapłaństwa w świecie fantasy to najlepiej nadają się żeńskie postaci. Powiedziałabym w tym miejscu inny wyraz rozpoczynający się też na “g” i kończący na “o”, ale obowiązuje mnie tu cenzura. Guzik prawda. To idealna profesja dla mężczyzn jak i kobiet. Bez wyjątku. A jeśli ktoś uważa, że ta profesja jest mało męska, to jest w bardzo dużym błędzie. A może gracze obawiają się, że jak ich postaci będą kapłanami to mogą już zapomnieć do końca życia postaci rzecz jasna o seksie. Jak dla mnie nie ma tu także większego problemu. Nie wszystkie kulty nastawione są na celibat. W świecie fantasy są reguły takie jak ustalą pomysłodawcy, czy twórcy bóstw, kultów itp. i nie wszędzie jest kryterium wstrzemięźliwości seksualnej, a nawet wręcz przeciwnie. Skądś znamy orgie… wszystko ku chwale i potędze bóstw. O ofiarach z dziewic nie wspomnę, ale co się mroczni kapłani naoglądali to ich. Kapłani z reguły cieszyli się dużym poważaniem społecznym, za wyjątkiem tych złych, mrocznych i niedobrych, więc to kolejny argument by nie bać się obrania fabularnej kapłańskiej drogi. Moim zdaniem na pewno jest oryginalna na tle setek rzemieślników, tysiąca magów i biliona wojowników.

Świątynie

Pewnie dlatego tak mnie fascynuje ten aspekt fabuły, bo od czasów podstawówki uwielbiam ponad wszystko starożytną Grecję, Rzym, Egipt, jak i kulturę celtycką oraz nordyjską. Mitologia to jest coś pięknego i życzę każdemu, by zaraził się tą pasją jej odkrywania. Szczególnie polecam lekturę Zygmunta Kubiaka, nie tylko powszechnie znanego Jana Parandowskiego. Znowu zbaczam z tematu. Świątynie to nie tylko wspaniałe budowle, lecz doskonałe miejsca akcji, gdzie bardzo wiele może się wydarzyć i nie mam tu na myśli odprawiania tylko ceremonii religijnych. Zabójstwo kapłana? Już jest temat. Zbezczeszczenie świątyni? Super motyw. Kradzież relikwii? Mamy niezły wątek. Tak jak mówiłam – ogranicza nas tylko wyobraźnia. Cała reszta jest do zrealizowania. Aktualnie pracuję nad państwem Selash, czyli krajem Daakarów, gdzie wiara, religia, kapłaństwo i świątynie wedle mego konceptu będą szalenie istotne, pierwszoplanowe. Chciałabym uniknąć tego błędu, który teraz występuje w fabule głównej w Cesarstwie, gdzie Cesarz choć jest zgodnie z projektem państwa BOGIEM, traktowany jest lekceważąco, z pogardą i w ogóle nie ma tego efektu, że jest bogiem, ani tym bardziej, że wiara w niego jest czymś normalnym i powszechnym, a tak właśnie powinno być. Pozwolę sobie zacytować fragmenty mojego postu dotyczące wiary w Cesarstwie, bo już jakiś czas temu ta kwestia mnie zastanowiła:

Córka Iteana wielokrotnie zastanawiała się nad tym, dlaczego tak wielu kwestionuje Cesarza jako boga? Przecież na terenie Cesarstwa powszechną religią jest właśnie kult władcy. I ta myśl jest zakorzeniona od setek, jeśli nie tysięcy lat. Cesarz jest ucieleśnieniem władcy panującego na ziemi, ale i jednocześnie bogiem. Jeśli ktoś urodził się na terytorium Cesarstwa, dorastał, żył to nie był przecież oderwany od życia religijnego, praktyk religijnych czy obchodzonych rokrocznie świąt. Kult władcy był rozpowszechniany od kołyski aż po grób, dotyczył i małych dzieci i starców, wszędzie na każdym kroku o tym mówiono, wpajano, umacniano w wierze. Pilnowano, by żadna inna religia nie wyparła kultu boskiego władcy. To, że Cesarz przyzwalał na działalność innych kapłanów niż cesarskich, było tylko jego dobrą wolą, wyrazem wspaniałomyślności. Jednak ostrożności nigdy za wiele, chcąc mieć absolutną pewność, że nikt na głos nie podważa boskiego majestatu władcy powołana Inkwizycja działała w ukryciu i czuwała nad procesem „cesarzonizacji” pośród ludu. Zdecydowana większość ludności Cesarstwa to niepiśmienni chłopi, prości ludzie, rzemieślnicy. I jak tu nie było większych problemów z rozpowszechnianiem kultu Cesarza, tak Inkwizycja bacznie przyglądała się przedstawicielom szlachty i arystokracji, klasie wyższej, wykształconej, gdzie myśl intelektualna mogła być bardzo niebezpieczna dla pozycji… Cesarza. Jedno było pewne, tak naprawdę każda istota potrzebuje „coś”, w co będzie wierzyć. Niektórzy nazywają tę siłę „bogiem”, inni „przeznaczeniem, losem”. Nieważne czy to jest bóg wojny albo patron medyków, nieistotna jest tak naprawdę nazwa – liczy się wiara. Niektórzy wierzą w „siłę pieniądza”, inni „w samych siebie” – ale zawsze jest to forma wiary. Co kraj to inne wierzenia, inna religia, czyli bez względu na państwo, krąg kulturowy zawsze istoty rozumne ciągnie do czegoś więcej niż życia materialnego. Duchowość – tym różnimy się od zwierząt i bestii. Mało kto jest autentycznym ateistą, bo odruchowo, instynktownie w chwili zagrożenia modlimy się, bądź przeklinamy bogów… Czyli jednak coś w tych „siłach wyższych” musi być. Pytanie fundamentalne brzmi – czy w obliczu takich prób, jak śmierć najbliższych nasza wiara zostanie niezachwiana, czy można dalej wierzyć w bogów, czy Przeznaczenie, którzy są tacy okrutni i tak boleśnie doświadczają zwykłych śmiertelników?
Mam nadzieję, że Wasze postaci będą krzewić wiarę w bogów, których wyznają, że coś ruszy się w fabule i mocniej zaakcentuje się obecność kapłanów. Liczę, że świątynie nie będą tylko szarym tłem, a miejscem wartkiej akcji, a święta państwowo-religijne w świecie “Kronik Fallathanu” czymś więcej niż nudnym, martwym dodatkiem w projektach.

Miejsce akcji – domostwa

Witam wszystkich ponownie! Niektórzy pewnie już zaczynali robić zakłady, że zaczyna mi brakować tematów 😀 Jednak jestem. Co tam dzisiaj bierzemy do analizy? Temat rzadko poruszany, uważany za całkowicie drugoplanowy, ale ośmielę się przypuszczać, że dla wielu fabularnych graczy jest on jednak istotny.

Miejsce akcji

Definicja miejsca akcji nie jest skomplikowana, jak sama nazwa na to wskazuje. To po prostu określony wycinek świata przedstawionego, w którym przebywają dane postaci i gdzie zachodzą różne interakcje. Wyróżniamy pięć kategorii miejsc akcji. 1) Na zewnątrz – czyli w plenerze np. miejskim, wiejskim, górskim itp. 2) Wewnątrz – czyli na określonej przestrzeni w różnego rodzaju budynkach lub innych pomieszczeniach np. jaskiniach 3) W przestrzeni powietrznej – np. dla latających bestii czy ras jak Anioły czy Aenaru 4) W podziemiach, czyli miejscach ulokowanych pod ziemią np. teren państwa Drowów (w przygotowaniu) czy krasnoludzkie tunele w Careogrodzie.  5) Pod wodą, czyli miejsca idealne dla poławiaczy pereł czy poszukiwaczy skarbów. Co z tego wynika? A mianowicie to, że wszyscy prowadzący codzienniki mają bardzo bogaty wybór miejsc akcji, a wiki “Kronik Fallathanu” pęka w szwach od interesujących lokacji. Po co więc ten dzisiejszy temat, który wydaje się być oczywistym? Zawsze się opisuje miejsce akcji i wie o tym już każdy. Nawet parę zdań, ale zawsze, gdzie dane postaci zaczynają swą przygodę. Zgadza się. Jest to bardzo oczywiste w przypadku miejsc akcji: na zewnątrz, w przestrzeni powietrznej, w podziemiach i pod wodą, ale jeśli chodzi o opisy wewnątrz, to nie jest już tak łatwo, lekko i przyjemnie. Przyjrzyjmy się zatem, co w trawie piszczy.

Domostwa

Celowo do dzisiejszego wpisu wzięłam ten obrazek jako przykład, bo w moim odczuciu jest on idealny do realiów “Kronik Fallathanu”. Dotyczy sfery wyższej, ale i o zwykłych chałupach ze strzechą także nawiążę. Na wstępie bardzo często zapominamy wspomnieć o pogodzie. Jeśli dana postać przebywa w komnacie, w której są okna powinno się opisać stan pogody. Spytasz się: po jakiego czorta, bawić się w takie pierdoły? Odpowiem: nie tylko dla wiedzy samej postaci, dla której może mieć to znaczenie bo np. chciała udać się po rozmowie z gościem na przejażdżkę konną, a tu pogoda popsuje te plany. Uwiarygadnia to też NPC. Jeśli przybywa posłaniec z wieścią to jego okrycie jest przemoczone. Woda kapie na marmurową posadzkę. Przechodzi inny NPC lub postać, która się spieszy do wyjścia i może się poślizgnąć. Ciąg przyczynowo-skutkowy. Niby pierdoła, ale zawsze może coś się nieoczekiwanego stać. Pada deszcz za oknem? To raczej postać go nie otworzy, by wysłać w taką ulewę kruka z wiadomością. Spytasz się: na co jeszcze zwracać uwagę? Odpowiem: na to by nie przeginać z opisem, bo czasami są takie kwiatki, że głowa boli. Często widać jak bardzo przesadza się z opisem wnętrz, a dokładnie z jego wyposażeniem. Owszem, istnieje szkło i szklane wyroby, ale są one kosztowne. Szasta się nim na prawo i lewo, a czasami nie ma to przełożenia na stan sakwy. Podobnie jest z opisami bibliotek. W każdym domu, siedzibie, a nawet wieżach są biblioteki. Tu też zalecałabym umiar. Rozumiem, że fantasy to fantasy, ale powinno się pamiętać, że co za dużo to nie zdrowo. Na pergamin, skórę, zwoje, mapy, księgi stać było tylko i wyłącznie najbogatszych. W średniowieczu za jedną księgę można było wioskę kupić, taka była równowartość. Księgi są jednymi z najdroższych i ekskluzywnych  towarów. Oczywiście, że przyjmuję w fabule opcję nagłego wzbogacenia się, odkrycia skarbu, podwędzenia komuś majętności w tym właśnie ksiąg, ale regały ksiąg wypełnione od sufitu aż po ziemię w różnego typu opisach są sporym nadużyciem. Zupełnie inaczej też odbiera się takie miejsce, gdy postać zostaje uświadomiona, że taki zbiór to dzieło kilku pokoleń. Wtedy ma to już jakieś logiczne uzasadnienie. Spytasz: o czym się nagminnie zapomina w opisach domostw? Odpowiem: niewielki procent prowadzących sesje opisuje kwestię światła w pomieszczeniach. A jest taki bogaty wybór: od płomieni ognia w kominku, po pochodnie, świece, skończywszy na magicznych kryształach oświetlających wnętrza, a nawet rośliny luminescencyjne, które można wykorzystać do tego celu by było jaśniej. Szczególną uwagę zwracam na to np. w “Złotej Szacie” gdzie pracują krawcy. Nie szyją raczej po nocach przy świecach, bo by szybko oczy “zgubili”. Wykorzystuje się głównie porę dnia do pracy. Co następne – dywany, arrasy, kobierce. Czasami też nie ma w tym umiaru. Wszystko ma swoją cenę. A teraz najlepsze – zastawa. Wielkim plusem jest to, że gracze elegancko operują wyrazami jak “kielich, puchar, misa” itp. Używane są terminy jak “jadło i trunki”, a nie “jedzenie i picie”. Jest ten powiew średniowiecznego klimatu zachowany. Jednak największe zagalopowanie jest w opisach materiałów budowlanych: marmur i granit pogania marmur i granit. Często zapomina się o tym, że głównym budulcem był kamień i drewno. A potem można było wykańczać drogimi materiałami. Z drugiej strony wiem, że mamy tutaj w “Kronikach” trochę miks z różnych epok, renesans, barok (szczególnie jeśli chodzi o bogactwo zdobień siedzib szlachciurów). Ja sama w opisie posiadłości uznałam, że nie chce mieć złotem płynącej siedziby. Postawiłam na kolumny, rzeźby, trofea, malowidła, ekspozycję broni czy pamiątek z podróży. Wydało mi się to nie tylko ciekawsze, bo nadające klimat siedziby, ale takie bardziej “normalne”. Ulubionym motywem są kominki. Robią prawdziwą furorę 🙂 Przydatne, ozdobne. Ciekawa jestem ile osób pamięta, że trzeba wynieść popiół z tych pięknych kominków? Część graczy zapomina także o tym, że są to czasy kiedy nie ma centralnego ogrzewania i że trochę czasu zajmie nim się dane pomieszczenie nagrzeje, no chyba, że napiszemy, że wcześniej służba rozpaliła. W zamkach panował ciągły chłód, stąd przyda się szlachciankom umiejętność “Odporność na choroby”. Miejsca akcji w wewnątrz są za to świetnie opisywane na przykładach karczm. Nie wiem czemu się tak dzieje, ale większość graczy potrafi stworzyć opis gospody na poczekaniu i to całkiem dobrze, z zachowaniem klimatu dawnych czasów. Pewnie dlatego, że motyw gospód często przewija się w grach komputerowych i wizerunkowo graczom utrwala się w pamięci. Przynajmniej przy okazji jakąś korzyść płynącą z gier znalazłam 🙂 Czy coś jeszcze odnośnie pomieszczeń powinniśmy pamiętać? Tak. Wielkość. To są istotne dane, ponieważ różne cuda cudeńka mogą się w fabule wydarzyć. I jeśli np. dana postać musi nagle uciekać czy walczyć to powinno się chociaż w przybliżeniu określić jaka jest odległość od okna, ile jest przedmiotów i jakich po drodze np. stół, krzesła, stojąca zbroja, którą można pchnąć na przeciwnika i zyskać na czasie, czy jest powieszona broń, którą można wykorzystać do obrony itp. Niby pierdoły, ale co do czego, to okaże się w fabule ważne. Coś jeszcze? Tak. Magia. Szalenie ważna rzecz, o której 90% graczy zapomina, a może to czasami uratować życie postaci. Jak kierujemy magiem, nigdy, ale to nigdy nie zapominać napisać, zadeklarować w post o próbie “zeskanowania” otoczenia, szczególnie jeśli pierwszy raz się tam udaje i go nie zna. Wykrycie magii, wykrycie magicznych pułapek – to jest to, co powinno być jak oddychanie. Gorzej, jeśli rzuty się nie wyjdą, ale to już jest inna inszość, jednak przynajmniej macie świadomość, że bardzo dobrze kierujecie swoją postacią. Rozważnie. W sumie to dotyczy każdej postaci, która ma taką umiejętność “Wykrycie magii”, “Wykrycie pułapek” czy “sekretnych przejść” jeśli jest taka możliwość, by nie było później płaczu. Serdecznie zalecam ten nawyk w fabule sobie wyrobić. Zdecydowanie dobrze wypadają opisy chat wiejskich, gdzie dominuje drewno, drewno i drewno oraz słoma. Jedynym grzechem popełnianym to nadmierna ilość pomieszczeń. Chata to nie dworek. Zapomina się o kamiennej podłodze, a raczej klepisku. Zapomina się o insektach czy zapachu zwierząt np. kotów, psów, kur itp. W chatach bardzo uważać na świece, czy palenisko. Jednak tak ogólnie to całkiem dobrze w fabule te ich opisy się prezentują. Mam nadzieję, że ten dzisiejszy wpis przydał się na coś i spojrzeliście na kwestię wnętrz zupełnie innym okiem.

Tradycyjnie zakończę temat cytatem: “Nie możemy kochać domu, który nie ma swego oblicza i w którym kroki są pozbawione sensu.” Antoine de Saint – Exupéry

Orcze dylematy…

1600x1067_4520_Old_ork_2d_fantasy_orc_picture_image_digital_artDrodzy czytelnicy, witam ponownie!

Niedziela minęła tak szybko, że naprawdę nie było kiedy szkrobnąć nawet parę zdań, a co dopiero się rozpisać. Za oknem mamy “jesienną zimę”, ale nie o tym będzie dzisiejszy odcinek. Temat mi dziś sam wpadł w ręce, a mianowicie “Orcze dylematy”, a może miało to być “Orkowe dylematy”? W każdym razie pełny tytuł dzisiejszego wpisu powinien brzmieć “Przyjąć Orka, czy nie przyjąć – oto jest pytanie”.

Ork Orka Orkiem pogania, czyli Ork na topie

Dzień jak co dzień. Na kf2 robię odpisy, rozmawiam z tymi, którzy nie boją się zagadać (pamiętajcie, że jestem tą “złą, niedobrą, wredną, gryzącą i w ogóle przeokrutną” operatorką Astenny, która dorobiła się nawet mema – pozdrawiam przy tej okazji fanów filmu “Terminator 2” i powiedzonka Hasta la vista, baby…), zużywam Punkty Akcji i ogólnie czas leci niesamowicie szybko. Znalazł się jednak czas na odkrycie nowego sklepu polskiego na ziemi angielskiej (w mojej mieścinie to pierwszy taki, więc powód do radości przeogromny – uwielbiam polskie jedzenie!; angielskie jest niedobre, tuczące, mega kaloryczne i gorąco nie polecam; jakby mogli to by słodzili tu cukier, a potem się dziwią, że to taki otyły naród, drugi po USA jeśli się nie mylę), na obiad przy stole razem z synem (zjadł kluski – podwójna okazja do świętowania) i wspólną zabawę. I później znowu skok na kf2, bo jak doskonale wiemy “kf2 – jesteś moją kokainą” – uzależniasz zbyt szybko 🙂 Wracając do sedna – zgłosiła się dziś do mnie persona rasy Ork z zapytaniem czy przyjmę do Iter Serico. I nastąpiła taka krępująca cisza i myślówa co mam odpowiedzieć, a raczej jak to zrobić, by nie wyjść znowu na tę “złą, niedobrą, wredną…” dalszy ciąg wyliczanki znacie. Ork w IS to jakby wrzucić wieloryba na Saharę, albo połączyć słonia z wiewiórką – układ jak dla mnie niemożliwy. Ktoś od razu na wstępie powie: IS to rasiści! Nie, nic z tych rzeczy. Masz Leonida, Hobbita, Aenaru, Anioła, Goblina… i szukasz aktywnej organizacji – to nie szukaj dalej… Dobra, stop! Dość reklamy! Nie, rasiści na pewno nie. Spytasz: to co Ci się nie widzi w Orkach? Krzepę mają to mogą kuć żelazo, robić broń cud, miód i orzeszki. Owszem… ale (zawsze jest jakieś “ale”) odpowiadam trwa wojna między Twierdzą Urrthorror a Cesarstwem. Powiesz: no i co z tego? Odpowiem: dla mnie liczą się fabularne konsekwencje, zarówno te handlowe odczuwalne mocno na rynku, jak i polityczne, państwowe, ogólne – te dwa kraje nie pałają teraz do siebie miłością. Powiesz: no i co z tego? Może być Ork, który ma w czterech literkach całą tę wojnę, być indywidualistą. Odpowiem: Ten Ork nie pochodzi z innego regionu Fallathanu, gdzie nie toczyła się wojna, lecz z Twierdzy. I gramy w takich czasach, realiach, gdzie polityka możnowładców, władców, królów wszelkiego rodzaju mają wpływ na życie maluczkich. Prywatnie jednostka może być całkowicie obojętna na to, co się dzieje na świecie, ale w ogólnym rozrachunku ta postać w fabule głównej i tak tkwi w tym wszystkim po uszy przynależąc właśnie do danej rasy. Powiesz: gracz może zmienić obywatelstwo i będzie to Ork z Irimgardu bo mają tam 2% orczej populacji, a Irimgard nie ma z Twierdzą Wojny. Odpowiem: Orkowie zabili obywateli Cesarstwa, splądrowali miasta, niszczyli wioski i osady, ucinali trofea w postaci ludzkich głów. Myślisz, że teraz każdy Ork, nawet mający po kły w pysku tej wojny może czuć się bezpiecznie na terenie Cesarstwa? Nie sądzę. Za niektórymi są nawet listy gończe, konkretnie jeden, ale nie będę robiła reklamy Orkowi Mazuru ^^.  Sądzę raczej, że każdy złapany/ubity Ork będzie mile widziany przez organy władzy cesarskiej, że oczyszcza się ziemie Cesarstwa z tych Zielonoskórych. Powiesz: Ten Ork nie musi być wcale taki zły, może się na coś przydać. Jest silny, to dobra ochrona. Odpowiem: tak, sprzed czasów Wielkiej Wojny owszem, mogłabym  mieć Orków w IS, ale teraz nie ma takiej możliwości. Nie ma “dobrych” Orków, są skłonni czynić tylko dobro, jeśli im się to opłaci, jeśli muszą ratować własny zielony kuper lub jest to w interesie ich społeczności. Nie ufam orczej naturze. Powiesz: dlaczego jesteś taka uparta? Odpowiem: raczej konsekwentna i trzymam się prawa cesarskiego, które mówi, że Orkowie popełnili zbrodnie przeciwko zdrowiu i życiu, czci, mieniu, wolności… Powiesz: ale to jest gra, w której wszystko jest możliwe i dozwolone. Odpowiem: nie dla mnie, trzymam się pewnych zasad fabuły głównej. Oto właśnie chodziło, by były wzajemne zależności pomiędzy rasami, państwami, organizacjami – wojna też jest relacją, tyle że negatywną (dla obu stron). Powiesz: czepiasz się (zaczyna Ci brakować argumentów). Odpowiem: Astenna nie może się bratać z tymi, którzy zabili jej brata, kuzyna i ranili ojca. Zhańbiłaby cesarskich bohaterów, gdyby w jej szeregach był Ork. (Myślisz, co rzec.) (Mówię na sam koniec.) Liczy się także reputacja (miejmy nadzieję, że będzie wprowadzona w grze mechanicznie – tu “paczy” w stronę admina). Powiesz: po jaką cholerę reputacja? Odpowiem: jest potrzebna, to dodatkowa reklama w fabule. Dla praworządnych osób/organizacji to walka o dobry wizerunek, który popłaca w ich “świecie”. Im więcej łotr ma reputacji w półświatku tym lepiej dla niego i tych, którzy wynajmują jego usługi. Orcza persona nie potrafiła zrozumieć mego stanowiska, poszła szukać “bardziej tolerancyjnej” organizacji. Smuteczek mnie ogarnął, że ani przez chwilę nie próbowała zrozumieć tego, co próbowałam przekazać. Nie wątpię, że orcza persona znajdzie szybko swe miejsce w kf2… nie obraziła się aż tak bardzo. “Pa” napisała 🙂

Moda na Orka

Niewątpliwym sukcesem okazał się wojenny event. Jest mi tym bardziej miło, że prapoczątek tego epizodu mogłam osobiście opisać we wieści. Wojna od dawna była planowana w fabule głównej, coby rozruszać trochę przykurzone stagnacją państwa. Jak wiemy ostatnia wojna zakończyła się w świecie Fallathanu dokładnie 22 lata temu, czyli w 4345 roku. Oprócz negatywnych konsekwencji w postaci strat materialnych miast, wiosek (tło akcji), zabitych obywateli obu krajów (NPC plus postaci graczy) oraz aktualnej wrogiej polityki handlowej i wzajemnych relacji (tak jak człek musi uważać na terenie Twierdzy, tak i Ork na terenie Cesarstwa) – ten event mechaniczno-fabularny przyniósł pozytywne efekty. Rozruszanie graczy, wszyscy byli pod wrażeniem ilości osób na TS w trakcie eventu (chyba pobito rekord), emocje, które towarzyszyły po równo obu stronom, powiew czegoś innego niż pojedynki i bale, czy zabijanie potworów. I najważniejsza korzyść, która nastała po tym evencie – moda na Orka. Ta dotychczas zaniedbana rasa stała się modna, ożyła, zdobyła zainteresowanie graczy. Ork to nie jest już synonim na kf2 = Dragonias. Można śmiało rzec, że nastała w fabule “orcza epoka”, która ma się o niebo lepiej. Pytanie brzmi – czy naprawdę daną rasę/kraj/lokację itp. można rozreklamować tylko poprzez wojnę? Czy nie ma innego sposobu, równie spektakularnego? Mam nadzieję, że są. I wydaje mi się, że najlepszą wizytówką danej rasy jest po prostu całoroczna, regularna, konsekwentna gra daną postacią.

Dzisiejszy temat zakończę cytatem z Nonsensopedi:

Zmjażdżym szechświat na płask i zabijem fszystko, co bendzie hciało nam łoddać, My som Orkowie i żyjem, coby walczyć i zwycienżać”

Obżarstwo przy kompie

Drodzy gracze!
Jest mi niezmiernie miło, że macie siły, chęci i czas czytać te wpisy. Z mojej strony postaram się Was nie zawieść, regularnie się tu pojawiać i pisać. Wczoraj obiecałam poruszyć kwestię jedzenia przy komputerze, więc małe co nieco tu się pojawi na ten temat.

Słodycze, piwo i chipsy…

Wstawiłam ten obrazek nie bez przyczyny. Jest parodią tego, jak wygląda życie prawdziwych maniaków komputerowych, a do tego grona zaliczają się także uzależnieni od “Kronik Fallathanu”. Dwa w jednym: chłodzenie rozgrzanego kompa i jedzonko pod ręką. Najlepiej żeby było już gotowe, w sam raz do spałaszowania. Żyć nie umierać! Dużo wolnego, pełna lodówka i hulaj dusza! Chyba każdy z nas choć raz w życiu marzył o takim stanie błogiego lenistwa. Zapewne spora część graczy w okresie wakacyjnym, ferii czy długich weekendów zasmakowała w siedzeniu przed komputerem i bynajmniej nie po to by się na niego tylko patrzeć, a surfować po necie i grać, grać i grać! Oczywiście w “Kroniki Fallathanu”! Nie, nie dostałam odgórnego nakazu reklamy naszej gry na każdym kroku, ale nie mogłam się powstrzymać 🙂 Dobry produkt zawsze znajdzie chętnych i się sprzeda, a ta gra jest dobra i nie musi martwić się o swoją przyszłość. Jedynie, co można zrobić to postarać się ją ulepszyć, usprawnić i uatrakcyjnić, nad czym oczywiście cały czas się pracuje. Odbiegam jednak od tematu dzisiejszego dnia. Komputer, a dokładniej rzecz ujmując, jedzenie i picie przy nim jest delikatnie mówiąc: nieroztropne. Są tego dwie poważne konsekwencje. Pierwsza – nadwaga, która prowadzi do otyłości. Druga – zniszczony sprzęt. Tak, wiem. Z każdej strony jesteście obsypywani kampaniami, które mają na celu uświadomienie jak ważne jest zdrowe odżywianie, zdrowy tryb życia i w ogóle fajnie się gada, trudniej się robi. Przyszła tu taka jedna i kolejny dzień prawi kazanie. Nie! Daleka jestem od prawienia kazań. Ja tylko zarzucam tematem, sygnalizuję, a co Wy z tym zrobicie, czy skłoni Was to do refleksji nad sobą, trybem życia, zmianą nawyków to już zależy tylko od Was. Ucieszyłabym się gdyby ten wpis kogoś zainspirował do pracy nad swoim brzuszkiem. By nie mędrkować po próżnicy opiszę własny przykład dotyczący jedzonka przy kompie i co się działo potem. Przez całe życie, odkąd sięgam pamięcią miałam problemy z utrzymaniem odpowiedniej wagi, adekwatnej do wzrostu. Wynikało to po części z kłopotów zdrowotnych, z których na szczęście udało mi się na tamte dawne czasy wyjść. Cztery lata temu urodziłam syna i o dziwo zaczęłam tyć dopiero po tym cudownym wydarzeniu w moim życiu. Po narodzinach syna przytyłam więcej niż przez całą ciążę. W “Kroniki Fallathanu” gram od lutego 2012 roku, czyli już kilka lat. I przytyło się jeszcze bardziej. O wiele wiele za dużo. Tendencja była cały czas wzrostowa i bałam się, że jak tak dalej będzie to zabraknie skali na wadze. Nie, nie przesadzam. Jak waga pokazała 110 kg to zdębiałam z przerażenia. To był wstrząs, bo powinnam maksymalnie ważyć góra 75kg. Musiałam się wyrwać ze szponów czekoladek, chrupek, chipsów, paluszków, mlecznych czekoladowych napoi, pączków toffi, batoników i innych rzeczy, które dzień za dniem, tydzień za tygodniem znikały w moim brzuchu. I teraz, z perspektywy czasu wiem, że najwięcej zajadałam, gdy byłam właśnie przy komputerze. Z drugiej strony takie nagłe, szybkie, zaskakujące wręcz przytycie zaniepokoiło mnie pod kątem zdrowotnym, czy aby nie jest to także w wyniku jakiejś choroby? Znalazłam czas, by dać przebadać krew na cukrzycę, cholesterol, a także na hormony tarczycy. Podstawowe. I jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się… że miałam dobre przeczucie. Kochani gracze! Znajdźcie czas w zabieganym życiu i zróbcie sobie te badania w miarę możliwości. Prywatnie nie są drogie. Da się jeszcze to przeżyć (gorzej jest już ze specjalistycznymi badaniami krwi, ale to jest już dalszy etap, jak się wykryje czy cosik nie jest w porządku). Dla kobiety nadwaga to naprawdę coś dyskomfortowego, podejrzewam, że dla panów też, bo każdy chce być młody, piękny i gładki, czyli atrakcyjny. Zastanawiałam się ile w tym nagłym przytyciu było mojej winy, a ile wynikającej z choroby, w każdym razie nie miałam zamiaru uczynić z siebie powiem wprost: grubej baby i wzięłam się za siebie. Tak po prostu, z dnia na dzień. Całkowicie zmieniłam nawyki jedzenia. Zaczęłam od tego, że maksymalnie ile się dało ograniczyłam słodycze. Pojawiła się woda mineralna, proste sałatki z pomidorów, ogórków, cebuli i papryki (pychota!), jogurty zamiast czekoladowych słodkości, owoce, które powinno się jeść tylko do późnego popołudnia (kocham winogrona!). Zrezygnowałam z kolacji, a gdy siedzę do drugiej, trzeciej nad ranem, a żołądek wypowiada mi wojnę i domaga się jedzenia wtedy dużo piję wody i skubię słonecznik. Jak wspominałam we wcześniejszym wpisie, dowiedziałam się, że sen sprzyja odchudzaniu. I po eksperymencie mogę rzec, że to prawda. Ma to wpływ na wagę. Moją akcję odchudzanie rozpoczęłam od września tego roku i udało mi się już zrzucić 10 kg, czyli uważam to za sukces. Na słodkość pozwalam sobie tylko w weekendy (bo inaczej bym zwariowała), ale nie jest to już na pewno obżarstwo. I odstawiłam sól kuchenną, na sól himalajską, różową. Jest to najzdrowsza sól na świecie, nie powoduje zatrzymywania wody w organizmie a wystarczy jej szczypta, by obiad nie smakował jak nijaka papka. Nigdy nie piję przy komputerze – nad nim, przy klawiaturze (bogowie, jak to zabrzmiało “nie piję” jakbym chlała wódkę litrami) – nie mam takiego nawyku odkąd nauczyciel z informatyki jeszcze w szkole średniej pokazał nam na lekcji zalaną klawiaturę. Przynajmniej kilka osób na kf2 zwierzyło mi się, że zalali sobie klawiatury i przeklinali na czym świat stoi. Będę brutalnie szczera i okrutna – była to ich wina, ich nierozwaga (powinnam napisać głupota, ale będę miła). Będąc uzależniona od “Kronik Fallathanu” zapłakałabym się na śmierć, jakbym zalała sobie komputer. Na szczęście nie zginę w łzach, bo nie dopuszczam żadnych trunków przy komputerze, pilnuję tego bardzo, tym bardziej, że mam w okolicy brzdąca, dość ruchliwego. Ogólnie na czas papu powinno się odejść od komputera, usiąść po ludzku przy stole, zjeść jak człowiek w towarzystwie swych bliskich. Jeśli ich akurat nie ma, to nic się złego nie stanie, jak przy stole/ławie zjemy na spokojnie, delektując się posiłkiem. Zróbcie sobie w ten sposób przerwę do komputera, odpocznijcie. Jedzenie to sama przyjemność! Gorzej jest z przygotowaniem, jeśli ktoś nie lubi gotować. Dodatkowo na lodówce powiesiłam sobie kartkę z ulubioną kiecką i napisem, że gdy mnie najdzie ochota na żarcie – to absolutnie mam opuścić strefę przylodówkową i się opamiętać. I pamiętać o wytyczonym celu. Trzymajcie za mnie kciuki. Walka z nadwagą, obżarstwem ciągle trwa, bo to bardzo trudny i podstępny przeciwnik. Jeśli nie chcecie być grubasami (nie, to co rzecze Maniek w “Epoce Lodowcowej”, że nie jest gruby a puszysty, to nie jest prawda – jest gruby i ma sadełko), a być atrakcyjni, zdrowi, dobrze czuć się w swojej skórze to nie obżerać się przy komputerze!
Dzisiejszy wątek zakończę cytatem: “Po obżarstwie głód jest znacznie dokuczliwszy.”
Aleksander Minkowski (z książki Dolina Światła)

Uzależnieni

Witajcie ponownie! Tak wiem, wiem, miał być wpis w nocy, ale wybaczycie mi prawda? Tyle się dzieje w fabule! Nie wiem nawet jak to się stało, że cztery nowe sesje mi przybyły. Propozycje z każdej strony, w grze aż wrze. A to dopiero początek. O zwiększonej aktywności ludzisków w grze to później porozważam, najpierw chciałam poruszyć kwestię z jednej strony starą i wydawałoby się oklepaną, z drugiej zaś, wciąż aktualną – uzależnienie od komputera. Czytaj więcej

Relacje Astenny, czyli świat KF babskim okiem

Witajcie!

Codziennikowy porządek

Listopadowa szaruga za oknem, w domu spokój, muzyczka gra. Tak mnie dziś coś naszło na zrobienie porządków z codziennikami. Chciałam je chronologicznie ułożyć w sesjowniku, który prowadzę. Ułatwia to nie tylko szybkie odnalezienie linka do danej sesji, ale umożliwia ułożenie kalendarium postaci i rodu, do którego postać przynależy. Jeśli zakładkę przegląda jakiś gracz (w szczególności nowy) to ma jak na dłoni całą aktywność fabularną postaci. Jest to codziennikowa wizytówka i muszę przyznać, że jest to popularny trend występujący w profilach graczy Kronik Fallathanu. Dobrze jest wiedzieć, że znajdzie się przynajmniej kilkanaście osób lubiących podobny porządek. To dobry, pozytywny trend. Czytaj więcej

Mapy Fallathanu

Fallathan nie był zawsze taki sam, choć jeden element pozostał w nim niezmienny ale też nie do końca 😛 Pierwotnie stolicą Fallathanu była Vanthia, jedyne miasto w świecie gry. Z czasem jednak i ono się zmieniło w Azeloth, wielką stolicę Daakarskiego imperium, które upadło… A na jego miejsce powstało wiele krain. Poniżej przedstawiam całą galerię zmian jakie przez lata zachodziły w GW/KF. To pozwoli wam lepiej sobie zobrazować jak to wszystko przebiegało choć oczywiście wielu rzeczy tutaj nie znajdziecie bo zagineły w pomroce dziejów ale pamiętają o nich gracze 😉 Czytaj więcej